Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Niewolnictwo i narodziny kapitalizmu

Niewolnictwo, kojarzone potocznie z okre­sem starożytności, przewija się przez całe nasze dzieje, aż do dziś. Zwykło się przyj­mować, iż nawet jeżeli praca niewolnicza występowała w czasach średniowiecza i no­wożytnych, to nie miała ona zasadniczego znaczenia dla sytuacji ekonomicznej i spo­łecznej. Chciałbym pokazać, iż taki pogląd nie jest prawdziwy. Niewolnictwo w czasach kapitalizmu (od jego zarania w XV wieku) było ważnym elementem ekspansji gospo­darczej, pozwalającym na wykorzystanie nowoodkrytych ziem Ameryki Łacińskiej, akumulację kapitału i przeprowadzenie prze­obrażeń sposobu produkcji. Niewolnictwo zatem jest integralną częścią zarówno histo­rii Ameryki Łacińskiej jak też kapitalizmu, co będę starał się wykazać. W analizie swo­jej inspirowałem się przede wszystkim dwie­ma pracami Mariana Małowista - pierwszą z nich napisał wspólnie ze swoją żoną Izą Bieżuńską-Małowist i nosi ona tytuł „Nie­wolnictwo", drugą samodzielnie pt.: „Euro­pa a Afryka Zachodnia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej".1

Handel „żywym towarem" w średniowieczu

Przyczyn niewolnictwa wczesnośrednio­wiecznego w Europie było wiele. Po pierw­sze, zwłaszcza na terenach podlegających Bizancjum, niewolnictwo (szczególnie tzw. domowe, związane z usługiwaniem w obrę­bie gospodarstwa) funkcjonowało w nie­zmienionej formie od czasów starożytnych. Po drugie oddawano siebie, ziemie i rodzi­nę pod władanie możnych, świeckich i du­chownych, dobrowolnie, co najczęściej wy­nikało z katastrofalnej sytuacji ekonomicz­nej. Zdarzało się, że feudałowie przymusza­li do oddania się w niewolę. Można było tak­że stać się niewolnikiem za niespłacone dłu­gi, lub w wyniku sprzedaży, najczęściej dzie­ci przez rodziców. Wreszcie niewolnikami stawali się jeńcy, których przymuszano do pracy na roli. Z czasem starołacińskie słowo „servus" oznaczające niewolnika, zaczęło funkcjonować jako określenie chłopa, co dowodzi, iż zakres jednego i drugiego typu zależności był płynny.

Z czasem handel niewolnikami w średnio­wieczu nabierał coraz większego znaczenia. Ziemie słowiańskie stały się źródłem „żywe­go towaru". Ze wschodu na zachód, przez Przemyśl, Kraków i Pragę (w IX-XI wieku centrum handlu niewolnikami), biegł szlak handlowy wywozu niewolników. Z Pragi byli oni przewożeni przez Austrię, do Włoch, lub przez Bawarię (Ratyzbonę), Lyon, a dalej Arles i Narbonny (ówczesne śródziemnomor­skie porty) do Hiszpanii arabskiej, dokąd tra­fiały ich dziesiątki tysięcy. Niewolnicy kiero­wani byli m.in. do służby w muzułmańskich formacjach wojskowych. Czasami bywali odsprzedawani dalej do krajów Afiyki Pół­nocnej i na Bliski Wschód.

Małowist stwierdza, że handel niewol­nikami słowiańskimi między IX i XI wiekiem musiał mieć dość poważne rozmiary, skoro łaciński wyraz „sclavus" oznaczającego Sło­wianina stał się (w wielu językach) synoni­mem nazwy niewolnika w miejsce terminu „servus". Ewolucja obu wyrazów, pisze da­lej Małowist, „stanowi niejako odbicie zmian zachodzących w stosunkach społecznych wczesnośredniowiecznej Europy, a miano­wicie stopniowego przeobrażania się daw­nych 'servi' w poddanych oraz pojawienia się nowych grup niewolniczych..."2 Tego typu transformacje formy niewolnictwa w wie­kach średnich i nowożytnych zaobserwować można parokrotnie. Następna dokonała się w XIII wieku i związana była z istotnymi procesami, do których trzeba zaliczyć m.in. wzrost znaczenia handlu śródziemnomor­skiego pozostającego pod kontrolą przede wszystkim Wenecji i Genui, oraz najazd Mongolski, kompletnie zmieniający sytuację społeczno-politycznąna wschodzie Europy. W miejsce dotychczasowych organizmów politycznych powstała mongolska Złota Orda, z którą dość szybko stosunki handlo­we nawiązali Włosi zarządzający m.in. mia­stem Kaffą nie tylko jednym z najważniej­szych portów Morza Czarnego, ale także naj większą ówczesną metropolią na Starym Kontynencie. Niewolnicy stali się jednym z głównych towarów oferowanych przez ary- stokrację mongolską ale nie pędzono ich dawnym szlakiem handlowym ze wschodu przez Pragę na zachód, lecz transportowano drogą wodną, na południe. Głównym od­biorcą „żywego towaru" było państwo ma- meluckie ulokowane w Egipcie.

Zyski z pośrednictwa w handlu między Europą a Bliskim, i za jego pośrednictwem, Dalekim Wschodem czerpali kupcy genuj- scy i weneccy. Niewolnictwo sprzyjało pier­wotnej formie akumulacji kapitału i jeżeli po­czątki systemu kapitalistycznego wiążemy z dominacją finansową republik północno- włoskich, to nie dzieje się to bez związku z ich zaangażowaniem w ten rodzaj działal­ności. Dodajmy, że w samej Genui w XIII wieku odsetek niewolników sięgał 10% lud­ności. Niewolnictwo zatem utrzymało się w obszarze śródziemnomorskim i oczywi­ście w innych rejonach świata, natomiast na północy Europy równolegle przestało funk­cjonować, co nie znaczyło bynajmniej, że utraciło znaczenie dla tego regionu w sensie gospodarczym.

Niewolnictwo u zarania kapitalizmu

W XV wieku obserwujemy kształtowa­nie się kapitalistycznych form produkcji i akumulacji ściśle związanych z niewolnic­twem, którego forma uległa kolejnej trans­formacji. Decydujące znaczenie dla całości systemu gospodarczego zaczęło mieć nie­wolnictwo masowe. Czarny Ląd stał się źró­dłem taniej siły roboczej. Tendencja ta na­brała większego znaczenia po upadku Kon­stantynopola i opanowaniu przez imperium tureckie wschodnich części Europy oraz Bli­skiego Wschodu. Marian Małowist sprzeci­wia się jednak tezie, że dopiero fakt ten po­pchnął Europejczyków do eksploatacji naj­pierw Afiyki, a potem Ameryki Łacińskiej. Twierdzi, iż wczesna ekspansja kolonialna, prowadzona przede wszystkim przez Portu­galczyków, zaczęła się na długo przed wzro­stem znaczenia imperium tureckiego. W mo­mencie, kiedy kształtował się szlak handlo­wy na wschodzie Europy, łączący północne wybrzeże Morza Czarnego i Bliski Wschód, to na zachodzie funkcjonował szlak handlo­wy łączący, z jednej strony Lizbonę z Antwer­pią i dalej z portami Morza Bałtyckiego, a z drugiej z atlantyckimi wybrzeżami Afry­ki. Podobnie jak na wschodzie, decydująca rolę w kontroli nad tym szlakiem, mieli Wło­si, ściślej Genueńczycy. „Genueńczycy-na­pisze Małowist - przenikali wszędzie, gdzie­kolwiek zarysowały się sprzyjające perspek­tywy materialne".3 To oni posiadali niezbęd­ne kapitały, aby Portugalia mogła podjąć wy­prawy handlowo-badawcze finansując i orga­nizując w 1317 roku jej flotę.
W portugalskiej ekspansji kolonialnej handel czarnymi niewolnikami początkowo nie odgrywał większej roli. Głównym powo­dem wypraw do Afryki była chęć zdobycia kontroli nad handlem złotem, które z serca kontynentu, przez Saharę, docierało do Ma- ghrebu, a stamtąd przenikało do Europy. Z jednej zatem strony Portugalczycy starali się w XV wieku militarnie opanować afry­kański obszar przylegający do Cieśniny Gi- braltarskiej (ze zmiennym szczęściem), a z drugiej starali się drogą wodną wzdłuż wybrzeży Afiyki w kierunku południowym, dotrzeć do źródeł pozyskiwania kruszcu. Jed­nak celu tego nie osiągnięto. Portugalczycy zyskiwali pewne ilości żółtego kruszcu u wy­brzeży Afryki, ale nie zdołały one uczynić wypraw afrykańskich dochodowymi. Okaza­ło się natomiast, że dużych zysków mogą przysporzyć czarni niewolnicy Tym bar­dziej, że Portugalia cierpiała (w wyniku wojen i epidemii jakie dotknęły ten kraj w XIV wieku) na brak siły roboczej, co też kształtowało wysoką jej cenę. Zaczęto za­tem do Lizbony sprowadzać Afrykańczyków i sprzedawać ich. Początkowo (w połowie XV wieku) rocznie do Portugalii trafiało je­dynie ok. 700-800 niewolników. Potem han­del niewolnikami przybrał masowe wymia­ry. Z biegiem czasu odsetek ludności niewol­niczej wzrósł i osiągnął ok. 10% wszystkich mieszkańców Portugalii.

Do dziś obowiązujące nazwy geogra­ficzne w zachodniej Afryce pokazują jakie­go typu produkty stamtąd wywożono: „Zło­te Wybrzeże", „Niewolnicze Wybrzeże", „Wybrzeże Kości Słoniowej", „Wybrzeże Pieprzowe". Afrykańczykom w zamian ofe­rowano przede wszystkim (produkowane w Niemczech i Niderlandach) wyroby mo­siężne i miedziane, konie, tkaniny, a także (co było nielegalne, a zatem bardzo intrat­ne) broń. Do połowy XIX wieku wymiana Europy z Afryką miała charakter pokoj owy, w tym sensie, że Portugalczycy szybko zo­rientowali się, iż podbój militarny i kontrola tych obszarów był niemożliwy, a co więcej wpływał negatywnie na wymianę handlową. Nawiązano zatem współpracę z wyższymi warstwami plemiennych społeczeństw afry­kańskich, dzięki którym uzyskano dostęp do towarów, które interesowały Europejczy­ków. Wymiana ta, oprócz tego, że zakończyła się brutalnym podporządkowaniem Czarne­go Lądu kolonialnym państwom europej­skim, to od początku (przede wszystkim w związku z handlem niewolnikami) wpły­wała ujemnie na strukturę społeczno-demo- graficzną i gospodarczą Afryki. Ekspansja kolonialna Portugalczyków dała natomiast pozytywny bodziec rozwojowi gospodarcze­mu Europy. Korzyści nie dotyczyły jednak Półwyspu Iberyjskiego, ale obszarowi roz­ciągającemu się pasem od Niderlandów i An­glii, po północne Włochy.

Po pierwsze ekspansja doprowadziła do zwiększenia popytu na towary typu miedź, mosiądz, przywożonych do Afryki via Lizbo­na z Niderlandów. Do Niderlandów metale trafiały z północnych Niemiec. Z Flandrii (a także z krajów nadbałtyckich) przywożo­no także drewno, którego na Półwyspie Ibe­ryjskim zawsze brakowało, potrzebne do bu­dowy okrętów, oraz zboże. Po drugie, po uru­chomieniu w XVI wieku na wyspach afry­kańskich, a potem w Brazylii, plantacji trzci­ny cukrowej, które funkcjonowały dzięki niewolniczej sile roboczej sprowadzanej z Czarnego Lądu, do centrów gospodar­czych Europy zaczęto sprowadzać cukier, a właściwie jego półfabrykat, który uszla­chetniano np. w Antwerpii, gdzie powstały liczne rafinerie. Notabene firmy flamandz­kie, podobnie jak włoskie, często nabywały plantacje trzciny. Po trzecie, co pouczające, w drugiej połowie XV wieku handel z Afryką staje się źródłem dużych dochodów prywat­nych osób i to nie zawsze Portugalczyków. Korona Portugalska była zadłużona przede wszystkim u kupców flamandzkich i wło­skich, w rękach których kapitał się kumulo­wał. W 1560 roku nastąpiło zresztą oficjal­ne bankructwo Korony Portugalskiej, a dwa dziesięciolecia później kraj został podpo­rządkowany politycznie Kastylii.

„Reasumując - pisze Marian Małowist należy stwierdzić, że wymiana towarowa między Portugalią a krajami Czarnego Lądu od początku musiała oddziaływać pobudza­jąco zarówno na wytwórczość rzemieślniczą w Europie Zachodniej, przede wszystkim na produkcję wyrobów metalowych w Niem­czech i Niderlandach. Ekspansja portugal­ska w Afryce otworzyła także nowe i szero­kie pole działania dla ówczesnego wielkie­go kapitału kupieckiego, reprezentowanego przez firmy włoskie i niemieckie. Wpraw­dzie umożliwiło to Portugalczykom podbo­je kolonialne, ale jednocześnie coraz bardziej uzależniało ich ekonomicznie od czynników zewnętrznych i powodowało odpływ pienię­dzy z Portugalii do innych krajów."4 Zatem konkluduje Małowist - handel kolonialny nie przyczynił się do długofalowego wzro­stu ekonomicznego Portugalii, ale „sprzyjał akumulacji kapitału i rozwoju kapitalizmu na przodujących gospodarczo terenach europejskich".5 Portugalczycy tylko utorowali mocarstwom europejskim drogę do eksplo­atacji krajów zamorskich.

Konsekwencje eksploatacji Afryki

Następstwa kolonialnego uzależnienia Czarnego Lądu od mocarstw europejskich są dobrze znane. Marian Małowist w pracy „Europa a Afiyka Zachodnia w dobie wcze­snej ekspansji kolonialnej" koncertuje się przede wszystkim na skutkach wynikających z wczesnej fazy ekspansji kolonialnej pro­wadzonej przez Portugalczyków. Twierdzi on, że Afiyka w momencie przybycia Portu­galczyków, znała instytucje niewolnictwa, ale miała ona tam zupełnie innych charak­ter. Przede wszystkim nie było to niewolnic­two masowe i prawdopodobnie nie odgry­wało ważnej roli w wymianie handlowej. Ge­neralnie niewolnicy afrykańscy bardzo szyb­ko mieli wchodzić w skład rodziny, posia­dali prawo do własności i nie można było ich sprzedawać. Dopiero pojawienie się Por­tugalczyków wywołało z biegiem czasu ro­snący popyt na niewolników, do którego lo­kalni kupcy i kacykowie starali się dostoso­wać podaż, inicjując i prowadząc rozliczne wojny. W okresie szczytu handlu czarnymi niewolnikami w XVIII wieku, tylko z Za­chodniej Afryki wywożono ich 53 tys. rocz­nie. Do tej liczby należy dodać wywóz z Konga, Angoli i Afryki południowo- wschodniej. Generalnie padają różne sza­cunki w dyskusjach na temat ile ostatecznie Afrykańczyków trafiło jako niewolnicy na inne kontynenty, w tym przede wszystkim do Ameryki Łacińskiej. Małowist najczęściej wymienia liczbę ok. 11 min osób. Do tego trzeba jednak dodać osoby, które z powodu systemu niewolniczego poniosły śmierć za­nim zostały odsprzedane: w wyniku działań wojennych, śmierci w czasie transportu itd. Wreszcie trudno oszacować straty demogra­ficzne z powodu dezorganizacji lokalnych wspólnot i gospodarek wywołanych pozyski­waniem niewolników (np. ofiary głodu). De­mograficzne straty Czarnego Lądu były ogromne, co oczywiście wpływało np. na funkcjonowanie rolnictwa, przyrost natural­ny, osadnictwo itd. Aby ocenić skalę zjawi­ska dodajmy, że Portugalia na przełomie XIV i XV wieku liczyła nie więcej niż 1,5 milio­na mieszkańców.

Sytuacja jeszcze gorzej przedstawiała się na przełomie XIX i XX wieku, gdy doszło do politycznego i militarnego podporządko­wania Afryki innym krajom europejskim. Kiedy pod koniec XIX wieku Kongo zosta­ło podporządkowane belgijskiemu królowi Leopoldowi II (jako osobie prywatnej), w ciągu niespełna trzech dziesięcioleci do­szło do bezprzykładnego ludobójstwa. Eks­ploatując kolonię Biali wymordowali i za­głodzili od 5 do 15 min Kongijczyków, zbi­jając jednocześnie fortunę na handlu kością słoniową i kauczukiem. Rozpoczynając ko­lonizację, prywatny majątek Leopolda II, jeden z największych w ówczesnej Europie, wyceniano na ok. 600 tys. funtów. W 1902 roku tylko roczny eksport kauczuku z Kon­ga był wart 1,5 min funtów. Zyski w więk­szości powędrowały do spółek kontrolowa­nych przez monarchę. Pod wpływem rosną­cej krytyki polityki Leopolda II prowadzo­nej w Afryce, odstąpił on kolonię państwu belgijskiemu za 3,8 min funtów! Jest to naj­bardziej wstrząsający, ale nie jedyny tego typu przypadek. W 1904 roku Niemcy wy­mordowali w obozach koncentracyjnych 200 tys. członków plenienia Herero, żeby zy­skać przestrzeń życiową dla swoich osadni­ków.6

System produkcji niewolniczej i jego znaczenie dla kapitalizmu

Wiek XVI przynosi masowy już wywóz czarnych niewolników do pracy na planta­cjach i w kopalniach. Początkowo trafiają oni na wyspy okalające z zachodniej strony kon­tynent afrykański: Wyspy Kanaryjskie, Ma- dera, Azory i przede wszystkim Wyspa Św. Tomasza. W tym ostatnim przypadku orga­nizowano wielkie plantacje trzciny cukrowej. Małowist ocenia, że w XVII wieku na wy­spie mogło pracować nawet ponad 10 tys. Czarnych i stanowili oni większość popula­cji. Eksploatacja niewolników była brutalna i nikt nie dbał o ich kondycję fizyczną z uwagi na łatwą możliwość zastąpienia ich no­wymi pracownikami z Czarnego Lądu. Ów­cześni kronikarze donosili, że są oni chudzi „jak drzewo i nie mają mięsa".7 Czarni pra­cowali przy uprawie trzciny i przy młynach cukrowych. Małowist stwierdzi, iż „społe­czeństwo małej Wyspy Św. Tomasza stano­wiło najwcześniejszy przykład pełnego roz­woju nowożytnej gospodarki niewolniczej, charakterystyczny także dla Ameryki Łaciń­skiej, a szczególnie dla Brazylii, dla wysp Ameryki Środkowej, a nawet dla znaczenie później skolonizowanych obszarów dorze­cza Missisipi. We wszystkich tych przypad­kach gospodarka niewolnicza była ściśle związana z monokulturą rolniczą i miała na celu dostarczanie cukru, kawy i innych pro­duktów na rynki krajów wyżej rozwiniętych. (...) [Występowanie na Wyspie Św. Toma­sza] licznych plantacji trzciny cukrowej było ściśle związane z handlem międzynarodo­wym, w którym brały udział także i wielkie firmy kupieckie Antwerpii, a potem i Am­sterdamu."8

System plantacyjny, jako ważny skład­nik globalnego systemu gospodarczego, upo­wszechnił się przede wszystkim dzięki' ko­lonizacji Ameryki Łacińskiej. Na plan pierw­szy wysuwa się w tym przypadku ogromna terytorialnie Brazylia, gdzie plantacje po­wstają w latach trzydziestych XVI wieku. Oznaczało to jednocześnie systematyczny import czarnych niewolników na kontynent amerykański. Liczba plantacji i młynów cu­krowych w Brazylii szybko rosła z 70 w 1570 roku do 528 w 1711 roku. W szczytowym momencie brazylijskiego niewolnictwa na plantacjach pracowało 3,5 min Afrykańczy­ków. Siłą napędową tego systemu nie zawsze była produkcja cukru. Po nim przyszedł czas także na wydobycie złota i diamentów, na­stępnie uprawę i pozyskiwanie kauczuku, czy wreszcie kawy. Gospodarka Brazylii niemal w całości była zorientowana na eksport. Cał­kowicie, jako obszar peryferyjny, została uzależniona od europejskiego centrum. Ze względu na inwestycje, w dużym stopniu o charakterze finansowym, zmierzającym do maksymalizacji zysku, a także towarowy charakter produkcji i pełną zależność wyni­ków gospodarowania od międzynarodowej koniunktury, utożsamia się ówczesny mają­tek cukrowniczy z przedsiębiorstwem kapi­talistycznym.9

Znaczenie gospodarki niewolniczej roz­winiętej na obszarach Ameryki Łacińskiej dla kapitalizmu było ogromne. Niektórzy historycy sugerowali nawet, że źródłem docho­dów zainwestowanych później w angielską rewolucję przemysłową był właśnie handel niewolnikami. Marian Małowist nie podzie­la tego poglądu stwierdzając, że sytuacja przedstawia się w sposób bardziej skompli­kowany, ale - pisze - nie ulega wątpliwości, „że zarówno praca niewolnicza, jak i handel niewolnikami stał się ważną dźwignią aku­mulacji kapitału w najbardziej zaawansowa­nych gospodarczo krajach europejskich..."10 Z drugiej strony, inni uczeni, odwołując się do innego typu argumentów, starają się do­wieść, iż niewolnicza forma produkcji nie ma charakteru kapitalistycznego. Ma na to wskazywać przede wszystkim właśnie nie­wolniczy (a nie najemny) charakter siły ro­boczej, jak też pewne względy kulturowe związane z innym niż, charakterystycznym dla burżuazji, funkcjonowaniem właścicieli plantacji. Plantatorzy, jako protagoniści pe­ryferyjnej burżuazji, mieli wyznawać od­mienny od uznawanego za typowo kapitali­styczny system wartości, będąc nastawiony­mi bardziej na zbytek i wystawność, niż gro­madzenie kapitałów i ich reinwestowanie. Brazylijski ekonomista Celso Furtado w książce „Mit rozwoju gospodarczego" przekonywująco tłumaczy, skąd wynikał taki, a nie innym model konsumpcji w krajach pe­ryferyjnych, pojawiający się zwłaszcza wraz z nastaniem epoki modernizacji - z nieby­wałej koncentracji dochodów w rękach wą­skiej grupy społecznej, co skutkowało ko­egzystencją „wystawnych form konsumpcji z nędznymi warunkami szerokich mas lud­ności"11, całkowicie lub wpół zniewolonej. Nie bez znaczenia była w tym przypadku presja wywierana przez nieustannie zmienia- jące się modele konsumpcji powstające w krajach centrum i przeszczepiane na grunt krajów peryferyjnych.

Niewolnicze stosunki produkcji nie są cechą charakterystyczną jakiegoś konkretne­go systemu gospodarczego (nawet niewol­nictwa), lecz pojawiają się w różnych okre­sach, zyskując raz większe, raz mniejsze znaczenie i ulegając transformacjom. Porów­nując statystyczne dane dotyczące wykorzy­stania pracy najemnej w miastach europej­skich i niewolniczej w koloniach, dochodzi­my do przekonania, że wczesny kapitalizm był ściśle związany i uzależniony od wyko­rzystania niewolniczej siły roboczej. U pro­gu XIX wieku w najbardziej sproletaryzowanym wówczas kraju - Wielkiej Brytanii - robotnicy najemni w przemyśle i rzemiośle stanowili co najwyżej populację liczącą2-3 min osób. W 1789 roku we Francji było jedynie 600 tys. robotników, a w Niemczech w 1800 r. niespełna 85 tys. W całej ówczesnej (na przełomie XVIII i XIX wieku) Europie miejscy robotnicy najemni nie stanowili za­pewne populacji większej niż 4-5 min osób. Oczywiście musimy pamiętać, iż zaludnie­nie poszczególnych państw było jednocze­śnie dużo mniejsze niż obecnie.

W tym kontekście najbardziej wyklu­czoną i najbardziej liczną „klasą robotniczą" w początkach XIX wieku byli nie robotnicy najemni z przemysłowych miast Europy, ale czarni niewolnicy, pracujący na plantacjach i w kopalniach obu Ameryk. W Stanach Zjed­noczonych populacja czarnych mieszkańców przekraczała wówczas już jeden milion. Na Karaibach niewolnicy pochodzenia afrykań­skiego byli w większości, a ich łączną licz­bę trudno oszacować. Wiadomo, że w latach 1700-1810 na Karaiby trafiło z Afryki ok. 3 min niewolników. Mniej więcej w tym samym czasie do Brazylii sprowadzono po­nad 2 min czarnych, a w szczytowymi mo­mencie populacja niewolników Uczyła w tym kraju 3,5 min osób. Niewolnictwo masowo występowało także w Meksyku, Peru, We­nezueli i innych kraj ach Ameryki Środkowej i Południowej. Cała populacja, zarówno sprowadzanych „na bieżąco" z Afryki, jak też urodzonych już w Ameryce niewolników, musiała liczyć u progu XIX wieku wiele mi­lionów osób.

Rewolty niewolników w kapitalizmie

Zniewolenie czarnej siły roboczej nie od­bywało się bez oporu. Bunty wybuchały czę­sto, a opór był de facto stały, zwłaszcza tam, gdzie czarni niewolnicy stanowili większość.

Historyczne źródła dotyczące tego te­matu są skromne, ale wiadomo, że od samego początku murzyńscy niewol­nicy sprowadzani do Ameryki Łaciń­skiej sprawiali „problemy". Żądano nawet, aby zaprzestać ich przywoże­nia do Ameryki, bowiem uciekali i podburzali Indian przeciwko Białym. Wiadomo, że do takiego powstania Indian, w którym wzięli udział czarni niewolnicy, doszło, w zajętej przez Hiszpanów części Ameryki, w latach 1521-1522.

Na Wyspie Św. Tomasza pierwsze odnotowane w kronikach powstanie wybuchło w 1530 lub 1531 roku i trwało jeszcze do minimum 1536 roku. Sądzi się, że i w tym przypadku decydujące znaczenie miał stały do­pływ niewolników z Afryki, którzy nie go­dzili się na zastaną sytuacj ę. Przez cały wiek XVI i XVII na Wyspie, w lesistych górach, powstawały ciągle to nowe ośrodki oporu zbiegłych niewolników.

Podobna sytuacja miała miejsce w Ame­ryce. Małowist pisze, że: „opór Murzynów przeciw wyzyskowi ze strony ich właścicie­li był w Brazylii" prawdopodobnie najsilniej­szy. „Już w końcu XVI w. Portugalczycy nie­pokoili się masowym zbiegostwem niewol­ników do puszczy, gdzie zakładali oni osa­dy w lasach i nie tylko stawiali białym opór przez długi czas, ale również ich atakowali. Osady zbiegów (...) powstawały od począt­ku XVII w., gdy liczba niewolników w Bra­zylii była już znaczna."12 Uciekinierzy two­rzyli zbrojne oddziały, a także osady w gó­rzystej dżungli, które potrafiły przez dzie­sięciolecia opierać się karnym ekspedycjom władz kolonialnych. Byli oni z pewnością prekursorami latynoskiej „guerrilla" (par­tyzantki). Najbardziej znany tego typu, za­jęty przez zbiegów obszar, który w szczyto­wym okresie liczył 20 tys. mieszkańców (!), powstał w 1612 roku w rejonie Palmares i przetrwał do końca stulecia. Portugalczy­cy zlikwidowali go, po ciężkich walkach, do­piero w 1694 roku. Znanych jest 9 podobne­go typu ośrodków oporu, które budziły strach wśród właścicieli plantacji. W zwalczaniu niewolniczej partyzantki koloniści nie prze­bierali w środkach; z drugiej strony zbiegli niewolnicy organizowali brutalne odwety. W Brazylii bunty wybuchały w zasadzie do końca trwania niewolnictwa w tym państwie. Doszło do nich np. w 1815 i 1835 roku w Alagoas i w Bahii.

Podobnie było w innych krajach. W1553 roku dochodzi do pierwszego wielkiego po­wstania niewolników w wenezuelskiej kopal­ni złota, z udziałem 180 dopiero co przy­wiezionych Afrykańczyków. Również w Pe­ru miała panować - jak pisze Małowist - wieczna obawa przed zbiegostwem, rozbo­jami i buntami niewolników. „Od 1536 roku - pisze - zaczęto zaostrzać ustawodawstwo mające zapobiec niebezpieczeństwu grożą­cemu ze strony czarnych niewolników, co zresztą niewiele pomogło."13 Najbardziej znane w Polsce jest powstanie niewolników jakie wybuchło na San Domingo: pierwsze powstanie niewolników pod przywództwem Bouckmana (1791), a zaraz potem drugie. Niewolnictwo na całej wyspie zostało znie­sione. Po interwencji zbrojnej na San Do­mingo wybucha wojna partyzancka zakoń­czona kapitulacją wojsk francuskich w 1803 roku.

Jak zatem widzimy, czarni niewolnicy stawiali ciągły opór i byli poważnym, bez­pośrednim zagrożeniem dla białych koloni­stów. Tym niemniej ich walki nie przedsta­wia się zbyt często, jako formy oporu prze­ciwko kapitalistycznemu wyzyskowi. Wpra­wie każdej historiografii ruchu robotnicze­go możemy przeczytać o „burzycielach ma­szyn" z końca XVIII i początku XIX wieku, natomiast niewiele (lub zgoła wcale) pisze się o buntach i rewoltach niewolników. Skła­da się na to wiele czynników. Przede wszyst­kim przesądza o tym europocentryczna opty­ka najważniejszych hagiografów i ideologów ruchu robotniczego. Zwykli oni, z Karolem Marksem na czele, traktować niewolnictwo, a zatem i specyficzne formy oporu jakie się w związku z nim wykształciły, za swego ro­dzaju archaizm.14 Sądziło się (i często nadal się sądzi), że kapitalizm uformował się w naj­bardziej rozwiniętych krajach europejskich, a praca najemna, najbardziej tu rozpo­wszechniona, miała niejako definiować cały system. Jeżeli stosowano już pojęcie „nie­wolnictwa" to najczęściej jako metaforę, fi­gurę retoryczną dla wskazania niszczyciel­skich i regresywnych sił kapitalistycznej gospodarki względem pracowników najem­nych, przemysłowego proletariatu. Tymcza­sem „praca najemna - napisze Immanuel Wallerstein - jest tylko jedną z wielu form kontroli pracy w systemie kapitalistycznym, i to nie najbardziej korzystną z punktu wi­dzenia kapitału". Autor „The Modern World- System" podkreśla dalej, że walkę klas i wszelkie inne formy oporu można zrozu­mieć jedynie w kontekście „systemu-świata" jako całości.15 Przez długi czas walka nie­wolników wpisywała się w cały, globalny ruch emancypacyjny.

Współczesne niewolnictwo

Niewolnictwo pozostaje, w niektórych przypadkach, ważnym źródłem akumulacji kapitału. Pokusa osiągnięcia maksymalnych zysków jest tak wielka, że cały czas szuka się coraz to nowych form wyzysku niewol­niczego. Upowszechnieniu tradycyjnych jego form nie sprzyja nie tylko niechęć mię­dzynarodowej opinii publicznej, ale przede wszystkim ryzyko buntów. Zagrożenia zwią­zane z niewolniczymi formami wyzysku są zazwyczaj, jak w ciągu ubiegłych stuleci, „przesuwane" na peryferie ponadnarodo­wych systemów gospodarczych. Niektórzy obliczają, że na świecie pracuje dziś ok. 27 min, niewolników (to więcej w liczbach bezwzględnych niż kiedykolwiek), ale ich praca, jak się sądzi, nie ma zasadniczego zna­czenia dla globalnej gospodarki. Wytwarzają oni „zaledwie" 23 mld. dolarów rocznie - mniej niż posiada Bill Gates, czy Holendrzy wydają na turystykę.16

Od tego czy uznamy jakąś formę wyko­rzystania pracy za niewolniczą zależy oczy­wiście od definicji. Tymczasem nie zawsze jest jasne co przez ten termin rozumiemy. Co oznacza słowo „niewolnik"? Marian Mało­wist pisze, że niewolnik to człowiek całkowi­cie zależny od innej osoby. Doprecyzowując można powiedzieć, iż niewolnik dawniej nie miał osobowości prawnej, nie mógł zatem dochodzić, ani bronić swoich racji przed są­dem. Spotyka się nieraz definicje, że niewol­nik w świetle prawa jest rzeczą i jest przed­miotem praw rzeczowych innej osoby. Dzie­ci rodzące się z niewolników stanowią z re­guły pożytki z rzeczy i też są niewolnikami.17 Niewolnik był więc przedmiotem wymiany, towarem. Wydaje się jednak, że ważna jest nie tylko formuła prawna, ale rodzaj relacji jaka łączy niewolnika i jego dysponenta, któ­ry niekoniecznie musi być jego prawnym wła­ścicielem. Relacja ta opiera się na możliwo­ści zastosowania bezpośrednich środków przymusu, aby wymóc pracę na zasadach na­rzuconych przez dysponenta - przynajmniej przez jakiś czas. Podsumowując można po­wiedzieć, że nie ma tak naprawdę jednej uni­wersalnej definicji niewolniczych stosunków pracy, ponieważ historycznie rzecz biorąc, zarówno w starożytności, średniowieczu jak i czasach nowożytnych, przybierały one bar­dzo zróżnicowane formy, a granica między pracą najemną i zniewoloną wielokroć nie była ostra. Okazuje się, że w przypadku spo­łeczeństw starożytnych, które umownie trak­tujemy jako niewolnicze, praca tego typu nie była podstawą funkcjonowania gospodarcze­go. Dominujący wkład pracy niewolniczej w obrębie systemu, występował tylko na nie­których obszarach i w określonym czasie. Przeważnie niewolnicy nie stanowili więcej niż 10% całości społeczeństw uchodzących za niewolnicze, a w rolnictwie i rzemiośle zwykle dominowali wolni wytwórcy. Zna­czenie pracy niewolniczej w niewolnictwie, nie było wcale większe, niż pracy niewolni­czej w kapitalizmie.

Współcześnie niewolnictwo wcale nie zanikło, tylko ulega kolejnym transforma­cjom, chociaż istnieje jeszcze szczątkowo w formie tradycyjnej, nawet z potwierdzo­nym prawem własności. Głównie występuje zniewolenie za długi: albo kiedy osoba staje się dodatkowym zabezpieczeniem długu, albo spirala zadłużenia powoduje, że wpada ona w kompletną zależność od wierzyciela. Występuje również zniewolenie kontrakto­we, które zaczyna się umową o pracę, ale pod groźbą zastosowania środków przymu­su, zmienia się, wbrew woli zatrudnionego, jej warunki. Masowo występuje także niewol­nicze wykorzystanie pracy dzieci. Niewolni­cze wykorzystanie pracy ma miejsce także w obozach pracy, do których można trafić za różne przewinienia nie tylko kryminalne, ale także obyczajowe czy polityczne.
Organizacje zajmujące się współcze­snym niewolnictwem wskazują na zasad­niczą zmianę jego charakteru. Dawniej mie­liśmy do czynienia najczęściej z potwierdzo­nym prawem własności, wysoką ceną zaku­pu niewolnika, niską stopą zysku, general­nym niedoborem niewolników na rynku i dłu­gotrwałym związkiem niewolnika z właści­cielem. Dziś jest inaczej: nie ma potwierdzo­nego prawa własności, obowiązuje niska cena zakupu (np. 20-40 dolarów), osiągana jest wysoka rentowność, istnieje nadmiar po­tencjalnych nowych niewolników na rynku, związek z właścicielem jest krótkotrwały, a niewolników szybko się można pozbyć. Coraz częściej twierdzi się, że praca niewol­nicza wcale nie jest we współczesnym kapi­talizmie zjawiskiem gospodarczo marginal­nym. Istniejąobszary, które generują olbrzy­mie zyski i jednocześnie należy uznać, iż wykorzystywana jest tam masowo niewolni­cza praca np.: przemysł pornograficzny, pro­stytucja i seksturystyka. W tym dobrze zor­ganizowanym sektorze gospodarki, w więk­szości wypadków pracę kobiet możemy uznać za niewolniczą, zawłaszcza gdybyśmy przy­jęli nowe rozumienie niewolnictwa. Nie ule­ga wątpliwości, że mamy w tym przypadku do czynienia ze zjawiskiem znaczącym dla globalnej ekonomiki, którego omówienie przekracza jednak ramy tej pracy.

1 Iza Bieżuńska-Małowist, Marian Małowist, „Niewolnictwo", Czytelnik, Warszawa 1987; Ma­rian Małowist, „Europa a Afryka Zachodnia w do­bie wczesnej ekspansji kolonialnej", PWN, Warsza­wa 1969
2 Iza Bieżuńska-Małowist, Marian Małowist, „Niewolnictwo", Czytelnik, Warszawa 1987, s. 267
3 Marian Małowist, „Europa a Afryka Zachod­nia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej", PWN, Warszawa 1969, s. 59
'' Tamże, s. 267
5 Iza Bieżuńska-Małowist, Marian Małowist, „Niewolnictwo", Czytelnik, Warszawa 1987, s. 322
6 Część tą opracowałem na podstawie: Adam Leszczyński, „Jesteście tylko mięsem", Gazeta Wyborcza, 26-27 lutego 2005 r.
7 Marian Małowist, „Europa a Afryka Zachod­nia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej", PWN, Warszawa 1969, s. 408
8 Tamże, s. 427-428
9 Marcin Kula, „Historia Brazylii", Ossolineum 1987, s. 24
10 Iza Bieżuńska-Małowist, Marian Małowist, „Niewolnictwo", Czytelnik, Warszawa 1987, s. 351
11 Cełso Furtado, „Mit rozwoju gospodarcze­go", Warszawa 1982, s. 72
12 Marian Małowist, „Europa a Afryka Zachod­nia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej", PWN, Warszawa 1969, s. 487
13 Tamże, s. 484
14 Chociaż twierdzi się, że K. Marks zdawał sobie sprawę ze znaczenia pracy niewolniczej dla rozwoju kapitalizmu.
15 Immanuel Wallerstein, „Analiza systemów- światów. Wprowadzenie", Warszawa 2007, s. 37
16 Pisząc o współczesnym niewolnictwie sko­rzystałem z danych i opracowań pisma „My a Trze­ci Świat", wydawanego przez Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri", nr 6/2002 i 7/2002.
17 Za: Wikipedia

Autor: 
Urbański Jarosław