Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

List do J. Miry

Otrzymałem twój list, na który mam zamiar oczywiście odpowiedzieć! Szczególnie, że dotyczy on spraw, którymi jestem zainteresowany.

Nie mam dla ciebie żadnej informacji z tej strony, poza tym że wczoraj zwolniono dwóch towarzyszy. Mamy nadzieję, że zwolnienia będą trwały i wkrótce znajdziemy się na wolności.

Po pierwsze pozwól mi na wstępny komentarz: to co uwięzieni z tobą towarzysze o mnie sądzą, ma dla mnie niewielkie znaczenie.

Jestem wierny sobie, utrzymując kurs, który wyznaczyłem jakiś czas temu. Jeśli przypadkiem natrafiłeś na ślady mojej działalności, jako anarchisty i rewolucjonisty w prasie lub rozmowach z towarzyszami, zauważyłeś pewnie, że mentalność rabusia czy rewolwerowca nie jest częścią mojego wizerunku.
Uwierzyłem w idee i ciągle się nimi zajmuję, ponieważ wierzyłem i nadal wierzę, że anarchizm jest ponad wszelkimi małostkami i urazami.

Zawsze myślałem i nadal myślę, że walki, prowadzone przez Konfederację, w obronie choć jednej pesety czy jednej godziny pracy mniej, były potyczkami potrzebnymi, ale nie postępami w kierunku konfederacyjnych i anarchistycznych celów.
Konfederacja ma dobrze zdefiniowane zasady i nastawia się na przekształcenie systemu kapitalistycznego w komunizm wolnościowy. Lecz dla tego typu rewolucji, Mira mój przyjacielu, potrzebne są anarchistyczne idee i rewolucyjna edukacja, zamiast kryminalnej.

O wiele mniej ludzi uważa że CNT powinna marnować całe swoje siły na jeden lub dwa konflikty, aby ci przekonani do tego, mogli dostać większy kawałek tortu.

CNT, która jest najsilniejszą organizacją w Hiszpanii, musi zająć należne jej miejsce, w kolektywnym porządku. Jej walki muszą korespondować z wielkością. Śmieszne byłoby gdyśmy znaleźli w dżungli lwa czatującego pod mysią dziurą i czekającego na pojawienie się myszy, aby ją zjeść. CNT jest obecnie w takiej sytuacji. Są tacy, którzy twierdzą że walka organizacji w Barcelonie jest wyrazem męskiej i rewolucyjnej postawy. Ja, Mira mój przyjacielu, jestem innego zdania.
Sabotaż może się podobać, nawet ludziom niepewnym. Z drugiej strony, potrzeba odważnych ludzi do przeprowadzenia rewolucji, zarówno w komitetach jak i wśród działaczy działających na ulicach. Po postawie towarzyszy i organizacji w październikowym powstaniu, nie może być mowy o konfederacyjnej godności tylko dlatego że podpalono tramwaj, lub nawet dwadzieścia tramwai. Czy nie ma więc nic obraźliwego w stwierdzeniu, że w tych ciężkich czasach, w których się znajdujemy, organizacja z Barcelony nie przynosi sprawie rewolucji żadnej pomocy? Czy może się zdarzyć, że gdy w najmniej oczekiwanym momencie pojawi się szansa rewolucji, organizacja nie będzie zdolna zająć swojego miejsca? Czy nie jest powodem do wstydu, że kolektywne interesy, mają być porzucone dla dwóch niezauważalnych konfliktów, z których tylko garstka ludzi wyjdzie z korzyścią? Jestem jednym z wybranych i wstydzę się że CNT będzie narażać swój rewolucyjny kurs na rzecz mojej tygodniówki.

Niektórzy patrzą na organizację, jako na strukturę, która dba o ich interesy ekonomiczne, inni, jak na organizację współpracującą z anarchistami, aby przekształcić społeczeństwo. Na tym polu, przyjacielu Mira, jest bardzo trudno o osiągnięcie porozumienia pomiędzy typowymi syndykalistami a anarchistami.
Teraz w kwestii dokumentu. Nie przywiązywałem do niego większej wagi, niż na to zasługiwał: sugerowałem Komitetowi Krajowemu zajęcie się obecną sytuacją i nic ponadto.

Nie rozumiem, jak powstał ten zgiełk, o którym mi mówisz. Było to działanie osobiste: ćwiczenie, w którym każdy działacz mógł wyjaśnić swój pogląd, nawet Komitetowi Krajowemu. Delegaci z CNT przyszli tu i gdy pewne pomysły, potrzebujące według nich wyjaśnienia, zostały sprecyzowane, doszliśmy do porozumienia.
Co więcej, gdy wymieniłem poglądy z delegatem CNT, zgodził się ze mną co do podstaw dokumentu.

Dokument sam w sobie jest tylko wyrazem opinii, którą wyraziłem na sali (więzienia – przyp. tłum.) nr 5 w Barcelonie. Nikt, gdy tam byliśmy, nie podniósł sprzeciwu. Opozycja wypowiedziała się dopiero, gdy zostałem przeniesiony do Walencji.
Komitet Regionalny Katalonii również przybył, aby się z nami zobaczyć. Po tym, gdy przeprowadziliśmy dokładną dyskusję, nie podnosili sprzeciwu. Pojawiła się jedynie skarga na kilka słów, które obrażały wrażliwość Komitetu Regionalnego. Nie mieliśmy trudności z usunięciem ich, ponieważ w żaden sposób nie wpływały na kształt dokumentu.

Gdy wyjaśnienia wszystkich (Komitetu Krajowego i Regionalnych oraz sygnatariuszy dokumentu) zostały zakończone, zgodzono się, aby wydać jedynie notatkę wyjaśniającą kwestię członkostwa. Zredagowaliśmy ją i przesłaliśmy do Komitetu Krajowego, w celu ustalonej publikacji. Notatka nie zawierała żadnego rodzaju reakcji na dokument, ponieważ takie były ustalenia z delegatami organizacji. Dlaczego więc nie została ona wydana?

Dlaczego Kataloński Komitet Regionalny i Komitet Krajowy, który podjął się opublikowania kolejnej, aby rozproszyć wątpliwości i zapewnić, że nasz dokument nie będzie źle zrozumiany, nie zrobiły tego? To stanowisko komitetów jest podejrzane. Co mają do zyskania poprzez nie wyjaśnianie tej kwestii?

Mam listy od Towarzyszy z więzienia w Burgos, gdzie odczytano dokument na spotkaniu. Mówią mi że nikt nie zgłosił sprzeciwu, co nie znaczy, że wszyscy się z nim zgodzili.

Jednak zanim mieli okazję zapoznać się z całością, powiedziano wiele nonsensów. Teraz gdy to zrozumiano, myśli są bardziej ostrożne.

Wiele można powiedzieć o skutkach taktyki z Barcelony, należy jednak być ostrożnym w listach. Wszystko co mogę ci powiedzieć, to że po tak dużym sabotażu, byli zobowiązani wyjść poza konfederacyjne zasady, czyli rozmowy z pracodawcami przemysłu wodnego i kierownictwem Przedsiębiorstwa Transportu Miejskiego. Nie krytykuję ich, ponieważ znajdujemy się w trudnych czasach.

Myślę jednak o wielkich szkodach, które wyrządzał i wyrządza nam systematyczny sabotaż. Jest to system, którego organizacja nie powinna aprobować. Jako taktyka jest on wysoce dyskusyjny.

Kolektywnie mówiąc, uważam że wyrządza nam to szkodę i kosztuje więcej, w porównaniu do osiągnięć. Za każdym razem, gdy rozpoczniemy walkę, należy rozważyć korzyści i straty. Nigdy nie byłem zwolennikiem porzucania debat o strajkach. Nie porzucanie ich to jedno. Co innego zapewnienie, że wszystkie nasze działania skupią się na debacie. Będzie to oznaczało ograniczenie teatru działań CNT. Zawężenie go do walki o zarobki, to porzucenie celów Konfederacji.

Szczęśliwie sytuacja polityczna zaczyna się rozwiązywać, więc my i towarzysze, musimy zadać sobie pytanie, jak dobrze będziemy w stanie unieść jej ciężar.
Na salach więzień rozmowy nie dotyczą obecnie CNT. Takie są oczekiwania tych, z którymi zawsze walczyliśmy. Obecnie CNT nie jest zabezpieczeniem. W oczekiwaniach więźniów są tylko są tylko stwierdzenia „pozwólmy im otworzyć parlament, znieść stan wyjątkowy i przygotować wybory”. Ani słowa o CNT. Stało się to w wyniku stanowiska organizacji. Wiara w nasze siły stała się przeżytkiem.

CNT, która jest organizacją z największą liczbą więźniów, nie będzie mogła grać znaczącej roli przed, ani po wyborach. Więźniowie z CNT będą musieli dziękować politykom za uwolnienie. Dla mnie, jako dla anarchisty, ma to duże znaczenie. Chciałbym być wolny dzięki działaniom moich towarzyszy, a nie gestowi kogoś, z kim będę musiał zaciekle walczyć, tak szybko jak stąd wyjdę.

Autor: 
Durruti Buenaventura