Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Masakra na Placu Teatralnym

100 lat temu, 1 listopada 1905 roku doszło w Warszawie do jednej z najkrwawszych demonstracji w historii Polski. W wyniku ataku rosyjskiej kawalerii zginęło około 40, a rannych zostało około 200 osób. Rzeź miała miejsce na placu Teatralnym.

30 października 1905 roku, pod presją masowych demonstracji, zarówno w Królestwie Polskim, jak i samej Rosji, car Mikołaj II podpisał "Manifest konstytucyjny". Obiecywał w nim zwołanie parlamentu (Dumy) oraz nadanie konstytucji. Na ziemiach zaboru rosyjskiego decyzja ta wywołała początkowo powszechny entuzjazm. Polacy uzyskali wreszcie możliwość wybrania własnych przedstawicieli do Dumy. Cieszyła się zwłaszcza ludność Warszawy, uważając że to jej wcześniejsze protesty doprowadziły do ustępstw. Przed zbytnim optymizmem ostrzegały partie socjalistyczne. PPS i SdKPiL uznały żer Manifest obiecuje jedynie swobody polityczne, a jego postanowienia nie będą respektowane, car natomiast uznał go za wybieg propagandowy, pozwalający mu utrzymać się u władzy. Socjaliści ostrzegali również że Duma będzie reprezentowała wyłącznie interesy klas posiadających.

Jednak nawet części działaczy robotniczych udzielił się powszechny entuzjazm. Na wieść o Manifeście w kilku dzielnicach odbyły się spontaniczne demonstracje z udziałem przedstawicieli lewicy.

1 listopada, korzystając z tego iż carski generał - gubernator zlecił podwładnym aby nie przeszkadzali w manifestacjach, na placu Teatralnym, pod ratuszem warszawskim, zaczął zbierać się tłum. Na wiecu byli obecni zarówno rewolucjoniści oraz przedstawiciele strajkujących akurat warszawskich zakładów, jak i członkowie stronnictw ugodowych. Na balkonie Teatru Wielkiego orkiestra grała zarówno "Boże coś Polskę", jak i "Międzynarodówkę". Ponieważ w budynku ratusza znajdował się również areszt, tłum zaczął domagać się wypuszczenia przetrzymywanych w nim więźniów politycznych z PPS, SdKPiL, Bundu oraz innych grup rewolucyjnych. Bramy ratusza otwarły się i więźniowie zaczęli wychodzić. Gdy okazało się że są to w większości pospolici kryminaliści, zebrani zaczęli coraz głośniej wyrażać niezadowolenie. Demonstranci naparli na bramy, aby włamać się do aresztu i uwolnić działaczy robotniczych. Wówczas na plac z bocznych ulic wjechała duży oddział rosyjskiej kawalerii. Dowodzący nią oficer stwierdził "Pozdrawiam was w imieniu konstytucji" po czym dał swoim ludziom rozkaz do ataku. Kawalerzyści wpadli w tłum tnąc bezbronnych Warszawiaków szablami i tratując końmi. Kilka tysięcy osób rzuciło się do panicznej ucieczki, tratując tych, którzy upadli. Później, jeszcze przez kilka godzin służby miejskie zbierały z placu ciała i zmywały z bruku krew.
Bruno Winawer w "Marsyliance robotniczej" tak opisał to wydarzenie:

"Tłum bezbronnych na placu rąbano
Hord żołdackich rozpasał się szał
Wy nie cieszcie się wielką wygraną:
Wstanie mściciel z tej krwi i z tych ciał."

Masakra wywołała wściekłość Warszawiaków. Bardziej umiarkowani pisali do carskich władz petycje i listy, w których domagali się ukarania winnych. Ogromna większość poparła jednak stanowisko socjalistów, wzywających do masowych protestów ulicznych. 2 listopada odbył się wiec z udziałem przedstawicieli PPS, SdKPiL, PPS - Proletariat oraz Bundu. Uczczono na nim minutą ciszy pamięć pomordowanych. Wezwano także do dalszych protestów i strajków, w celu uzyskania swobód politycznych. Przez następne dni w całym mieście robotnicy spontanicznie przerywali pracę i zbierali się na wiecach. Odbyły się też marsze z zakazanymi przez władze czerwonymi sztandarami i śpiewaniem "Czerwonego sztandaru" oraz "Międzynarodówki". Gdy na jednym z wieców przedstawiciel Endecji próbował uspokajać sytuację i krytykować ideę strajku politycznego, został wygwizdany i niemal pobity przez zebranych.

Wzrost fali rewolucyjnej wykorzystały ugrupowania lewicowe. 3 listopada 1905 roku w warszawskiej Filharmonii odbył się pierwszy masowy wiec SdKPiL. Mówcy otwarcie występowali pod czerwonymi sztandarami, wznosząc antycarskie hasła. Na sali zgromadziło się ponad tysiąc osób. Policja bała się interweniować. Warszawski Komitet Robotniczy PPS wydał natomiast oświadczenie, w którym carski manifest nazwał kawałem papieru "... w który owinięto nahajkę, kozacką szablę żołdacką, stryczek katowski." Było ono masowo kolportowane wśród warszawskich robotników.

Również część gazet wypowiedziała posłuszeństwo. Ich redakcje zapowiedziały, że nie godzą się więcej na cenzurę prewencyjną i przestały udostępniać teksty artykułów cenzorom.

3 listopada nawet niżsi urzędnicy miejskiego magistratu zadecydowali, że będą odtąd używać w pracy języka polskiego. Znaczna grupa nauczycieli rozpoczęła natomiast nauczanie w języku polskim.

Wobec tak masowych wystąpień carat już 3 listopada został zmuszony do ustępstw. Na wolność w samej Warszawie wyszło ponad 1100 więźniów politycznych, wśród nich większość zatrzymanych wcześniej władz miejskich PPS oraz SdKPiL. Na wolności znaleźli się między innymi Feliks Dzierżyński z Socjaldemokracji i Walery Sławek z PPS. Do Warszawy przyjechał także Józef Piłsudski.

Wydarzenia listopadowe 1905 roku są uważane za szczyt fali rewolucyjnej 1905-1907. Po razpierwszy miały wówczas miejsce strajki o typowo politycznym charakterze. Wszelkie stronnictwa ugodowe, takie jak Endecja straciły natomiast znaczną część poparcia. Jeszcze dużo polskiej i rosyjskiej krwi musiało upłynąć do czasu obalenia caratu. Listopadowa masakra na Placu Teatralnym pozostała jednak na wiele lat w pamięci Warszawiaków. Dziś warto przypomnieć tych, którzy sto lat temu polegli w walce z uciskiem i dyktaturą, zwłaszcza że nie doczekali się pomnika, ani oficjalnych państwowych uroczystości.

Autor: 
Ciszewski Piotr