Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Wysokie koszta prywatnej perspektywy

- I.

Prywatyzacja życia, prywatyzacja problemów. Zadomowienie się w ja, które oddziela. Ja samotne, ja wobec świata. Ja pioniera ze Stanów Zjednoczonych, mogącego liczyć tylko na siebie i szczęście. Ja suwerenny, autonomiczny konsument. Ja iluzja.

0

Tytuł niniejszego eseju jest parafrazą, nazwy filmu poświęconego problemowi hipermarketów, która to stała się on hasłem, sloganem ruchów przeciwko sklepom wielkopowierzchniowych. Skrótem odnoszącym się do pewnej analizy zjawiska ekonomicznego polegającym na maskowaniu kosztów, które i tak pokrywa lokalna, jak i globalna, wspólnota. Kosztów pozornie nie związanych ze stylem gospodarki kreowanej przez hipermarkety, jak też takich, których skutki odczujemy dopiero za kilkadziesiąt lat.

Odwołując się do wspomnianego filmu, nie chodzi mi tylko o sam problem mistyfikacji i przerzucenia kosztów. Ich uspołecznienia z jednoczesną prywatyzacją zysków. Nawiązanie jest tutaj głębsze, po części metaforyczne. Po pierwsze, chce zaznaczyć, że mówiąc o prywatności mam na myśli konsumenta. Jako jednostki jesteśmy kształtowani przez społeczeństwo, w tym wypadku społeczeństwo konsumenckie. Po drugie, zachwyt nad niskimi cenami stanowi idealny przykład perspektywy jaką narzuca obecna struktura społeczna. Istnieje głębokie podobieństwo między tym co maskuje hipermarket a codzienność spektaklu. Po trzecie, przekroczenie narzuconej perspektywy w obu wypadkach idzie tą samą drogą. Takie są wstępne założenie niniejszego eseju. Niebezpieczeństwa związane z tanimi towarami a panowaniem perspektywy konsumenckiej, prywatnej, pokrywają się. Pierwsze zawierają się w drugiej.

W XIX i XX wieku intelektualiści mogli odwoływać się do fabryki jako do pewnej metafory społeczeństwa. Dziś coraz częściej, i trafniej, w miejscu fabryki pojawia się hipermarket.

I.

Urodziłem się jako konsument. Ja jest elementem społeczeństwa konsumpcyjnego. Specyficznie ukształtowanym podmiotem, najmniej zorganizowanym i nurzającym się w "fałszywej świadomości". Jestem edukowany, interpelowany, mistyfikowany, nadzorowany, tresowany… Jestem rządzony nie tyle przez rząd, co przez specyficzną odmianę rynku kapitalistycznego, gdzie produkcja zeszła na plan dalszy.

Z takimi narodzinami, i z taką tożsamością, wiążą się pewne praktyczne konsekwencje. Uzyskanie samoświadomości przez konsumenta przemierza ścieżki, jakimi kiedyś robotnik dochodził do proletariatu. Zdobycie świadomości konsumenta jest analogiczne do "wypracowania" świadomości klasowej proletariatu. Jedynie całościowa analiza stosunków społecznych, Totalitat, pozwala "ukazać" indywidualną, jak również "grupową", rolę, funkcję, miejsce. Realne zniewolenia i ewentualne wyzwolenia.

Jean Baudrillard, marksista czasów ponowoczesnych, stara się rozbić mity narosłe wobec konsumenckiego podmiotu i ukazać realne struktury systemu w które zaplątane jest przez dane "środowisko" indywiduum. Z całościowej, bogatej teorii, zaczerpniemy jedynie "problem podmiotu", istotny dla naszej refleksji. Pod teoretycznymi uderzeniami topora J. Baudrillard'a padają przede wszystkim różne idealistyczne koncepcje konsumenta. Wszelkie próby niwelacji społeczeństwa, zindywidualizowania refleksji i problematyzacji.

W książce Społeczeństwo konsumpcyjne. Jego mity i struktury autor wyróżnią trzy stanowiska odnoszące się do problemu potrzeb. Pierwsze teoretyczne określenie pochodzi od Marshalla i głosi, że potrzeby są współzależne i racjonalne, z kolei zdaniem Galbraitha wyborów dokonuje się pod naciskiem perswazji. Trzecim stanowiskiem wyodrębnionym przez J. Baudrillard'a, jest koncepcja Gervasiego, który stwierdza, że potrzeby są współzależne i stanowią większym stopniu wynik procesów uczenia się niż racjonalnej kalkulacji. Wobec powyższych propozycji, istniejących analiz, autor W cieniu milczącej większości będzie konstruować własną teorię. Przekraczającą ograniczenia wymienionych "poziomów", jak i główną narrację:

"Cały ów dyskurs o konsumpcji, bez względu na to, czy posługują się nim laicy, czy naukowcy, przekłada się na mitologiczną sekwencję pewnej baśni: pewien Człowiek 'obdarzony' potrzebami, które 'skłaniają' go ku przedmiotom 'zapewniającym' mu zadowolenie"[1].

Tak to wygląda, tak mniej więcej patrzę na to ja. Wolny, swobodny podmiot, dający upust "swoim" pragnieniom. Zaspokajający głód. I zawsze wybierający Ziżka, zamiast Kropotkina. Podmiot bardzo liberalny, i jak cały klasyczny liberalizm, ślepy na społeczne uwarunkowania. Ja wyszkolone w Aparatach Ideologicznych państwa i rynku, ze internalizowaną władzą, staje na straży wolności kupowania. Wszelcy krytycy jawią się jako zamaskowani leniniści, którym nie podobają się ludzie, którzy ludzi chcą zmienić. A jaki człowiek jest - widać.

J. Baudrillard zdecydowanie odrzuca racjonalność potrzeb i liberalny podmiot. Taki racjonalny wybór nie jest niczym więcej jak konformizmem, akceptacją, potwierdzeniem lojalności. Podobnie będą pisać analizując fenomen kultury masowej Max Horkheimer i Theoder W. Adorno w Dialektyce oświecenia. Pragnienie picia Coca-Coli nie tłumaczy zachowania konsumenta, samo to pragnienie musi zostać wytłumaczone.

Autor Ameryki koncentruje się na koncepcjach Gervasiego i Galbraitha, które uważa za znacznie bardziej inspirujące, zbliżające się do "sedna" problemu, nie pozbawione jednak pustych miejsc, czy naleciałości idealistycznych. W perspektywie Galbraitha, z którą zgadza się J. Baudrillard, wolność konsumenta okazuje się mitem, mistyfikacją, "ideologią systemu przemysłowego". Koncepcja Galbraitha naznaczona jest jednak idealizmem. Jest on teoretykiem "alienacji", uznającym istnienie realnych i niezafałszowanych potrzeb, czego żaden porządny strukturalista nie jest w stanie zaakceptować. Nie wyjasnia również, jak ludzie dają się złapać na reklamę, narzucić sobie cele korporacji jako własne. J. Baudrillard stwierdza, że " brakuje tu całej tej społecznej logiki różnicy, statutu i tym podobnych, za sprawą której wszelkie potrzeby ulegają reorganizacji w odniesieniu do obiektywnego społecznego popytu na znaki i różnice, socjologiki ugruntowującej konsumpcję już nie jako funkcję 'harmonijnego' jednostkowego zadowolenia (…), lecz jako nieograniczoną społeczną aktywność"[2].

System potrzeb jest wytworem systemu produkcji. Konsument nie jest wyzwolonym człowiekiem, lecz podmiotem, człowiekiem zideologizowanym, którego zachowania kształtuje logika społeczna, a nie jednostkowa. Jestem zdeterminowany przez strukturę społeczną, chociaż panująca ideologia prezentuję tą "niewolę" jako "wolność". Ba! Nawet Wolność par excellence. Jest to wolność ściśle jednostkowa. Likwidująca wszelkie społeczne obowiązki i ograniczenia. Wolność nieokiełznanego podmiotu, który nie ma co się "represjonować", a jedynie dać pełen wyraz swoim "pragnieniom".

"Cały dyskurs konsumpcji zmierza ku uczynieniu z konsumenta Człowieka Uniwersalnego, ogólnego, idealnego i ostatecznego ucieleśnienia Gatunku Ludzkiego, a z konsumpcji - źródła nowego 'wyzwolenia człowieka'. Które ma dokonać się zamiast i wbrew bankructwu idei emancypacji politycznej i społecznej. Konsument w niczym jednak nie przypomina istoty uniwersalnej: sam jest istotą polityczną i społeczną, jest siłą wytwórczą i jako taki podejmuje na nowo pewne zasadnicze problemy natury historycznej, takie jak problem własności środków konsumpcji (już nie środków produkcji), odpowiedzialności ekonomicznej (odpowiedzialności za treść produkcji) itp."[3].

Jednak by do takiego upolitycznienia statusu konsumenta doszło, musi on przekroczyć ideologiczną perspektywę skrajnego indywidualizmu. Wykroczyć z orwellowskiego, magicznego świata konsumpcji i skrajnie płaskiego, idealistycznego empiryzmu. Musi ująć swoje problemy, jako problemy społeczne.

II.

Zygmunt Bauman, jeden z najbardziej inspirujących intelektualistów "płynnej nowoczesności", diagnozując obecny stan społeczeństwa, stwierdza w licznych pracach, że problemem współczesności jest prywatyzacja problemów społecznych. Perspektywa wspólnotowa zostaje rozbita, zmiażdżona, zepchnięta na wstydliwy margines otoczony uzbrojonymi w najnowocześniejszy sprzęt policjantami. Jest herezją zwalczaną przez zawodowych intelektualistów na usługach CIA i MFW.

Prywatyzacja społecznych problemów uniemożliwia politykę. Mamy tylko towary zabiegające o głosy, faszystowskie wiece poparcia, spektakl. Wyreżyserowany karnawał odwracający oczy od płonącego miasta. Ostatni będą na zgliszcza podrygiwać w ekstatycznym tańcu samozagłady.

"Musisz sam sobie radzić// walczyć o przetrwanie" śpiewał pewien zespół hip-hopowy. Był to już czas, kiedy pojawiły się pierwsze rozczarowania kapitalizmem w Polsce. Powszechną odpowiedzią jaką miały masy udzielić, była akceptacja zasad bezwzględnej konkurencyjności. Nie zakładanie związków zawodowych, nie organizowanie ruchu społecznego mogącego artykułować wspólnotową krytykę wolnego rynku, nie postulowano żadnego działania mającego zmienić system czy choćby go zreformować - człowiek miał zacisnąć zęby i dbać by to nie on, był ofiarą.

Likwidacja perspektywy wspólnotowej, perspektywy wykraczające poza jednostkowy świat, sprawiła, że można myśleć już tylko w określonych granicach. Granicach M4 albo domku na wsi. Sąsiad jest daleko, że nawet kamieniem się nie dożuci. Bądź siedzi za murem naszpikowanym elektrycznością… widzimy go jedynie za przyciemnianych szyb samochodu. Obcy, inny, atom w świecie atomów.

Rzeczywistość społeczna ulega tabuizacji, mistyfikacji. Indywiduum jawi się jako nieograniczone, jako przedmiot sprawczy, zdany na izolowane fakty, płaskość empiryzmu. Bezpośredniość ukrywa zapośredniczenia. Mamy niskie ceny produktów - kosztów nie widzimy. Nie widzimy, chociaż je pokrywamy. Chociaż skutki odczuwamy, a jeszcze dotkliwiej będą odczuwać je nasze dzieci. Dzieci? W tej perspektywie znika przyszłość, jak stwierdza Z. Bauman, pozostaje jedynie chwila. Moment z którego trzeba wyssać jak najwięcej. Najwięcej przyjemności, najwięcej zysków, bo jutro… Co tam jutro! Ważny jest indywidualny sukces. Kariera, jak zauważa Richard Sennett w Korozji charakteru, odeszła do przeszłości wraz ze stabilnymi formami zatrudnienia. Nie jest już możliwa nawet indywidualna historia, własny scenariusz. Zamiast filmu mamy klipy. Kino Tarantino, MTV, czas szlagieru.

Znikła, mówi Hannah Arendt[4], przestrzeń publiczna, przestrzeń wspólna. Przestrzeń bycia razem, gdzie człowiek się potwierdza i realizuje. Zdobywa ziemską nieśmiertelność, jak też rozwija moralność, cnoty obywatelskie. Przestrzeń przekraczającą, przestrzeń jawną. Zastąpiła ją przestrzeń społeczna, masowa, konformistyczną, ujednowymiarowująca. Przestrzeń przystosowania się i milczenia. Gdzie nie ma tego co publiczne, ani tego co prywatne. Jest tylko wszechobecna biurokracja.

Krótko mówiąc: indywidualna perspektywa "płynnej ponowoczesności" stanowi ideologie współczesnego "monopolistycznego kapitalizmu" i jak każda ideologia stabilizuje system umożliwiając jego reprodukcję. Zamknięcie, stabilizacja, nie stanowią jednak głównego problemu. Sądzę, że nie powstałoby tyle książek bijących na alarm, starających się przekroczyć indywidualną perspektywę M4, gdyby chodziło jedynie o koniec historii. Problem polega na tym, że taki koniec historii oznacza w perspektywie koniec rodzaju ludzkiego.

Najdobitniej, i jakby "najneutralniej", problem ujawnia się w przypadku ekologii. Samo biologiczne zagrożenie gatunku ludzkiego sprawia, że musimy na nowo przemyśleć zasady na jakich opiera się nasza cywilizacją. Musimy przekroczyć perspektywę indywidualistyczną. Ujrzeć zależności w jakie jesteśmy zaplątani. Pięknie sprawę ujmuje Peter Singer w książce Jeden świat. Etyka globalizacji:

"Rozpylając dezodorant w moim nowym nowojorskim mieszkaniu, mogę (przy założeniu, że używam aerozolu z CFC) przyczynić się do śmierci mieszkańców Punta Arenas w Chile, którzy wiele lat później zachorują na raka skóry. Kiedy prowadzę samochód, emituję dwutlenek węgla, co stanowi część łańcucha przyczynowego prowadzącego do śmiercionośnych powodzi w Bangladeszu"[5].

Podobnie kupując tanią żywność w supermarketach przyczyniamy się do absurdalnej cyrkulacji towarów, rabunkowej gospodarki wyjaławiającej ziemie…

Istnieje groźba, że rozwiązanie kryzysu ekologicznego zacznie prezentować się w perspektywie indywidualistycznej. Przytoczony powyżej cytat można byłoby tak zinterpretować. Wystarczy przerzucić się na rower, kupować w lokalnych sklepach, oszczędzać wodę i energię… Apel poniekąd słuszny, ale politycznie niebezpieczny. Raz, z takiego myślenia zostaje wyrugowana refleksja nad funkcjonowaniem przemysłu, nad systemowymi ustaleniami mogącymi przedłużyć nasze życie na ziemi. Dwa, nie każdy może pozwolić sobie na nie kupowanie w supermarketach, na jazdę rowerem lub źle działającą komunikacją miejską. Sam apel do sumień jednostek nie wystarcza jeśli nie zmieni się struktura społeczna. Wie o tym P. Singer, wie o tym Z. Bauman, wie o tym tysiąc innych osób. Ekologia społeczna jest w konsekwencji antykapitalistyczna i antypaństwowa.

Nie chce tutaj rozwiązywać problemu ekologii, nie jestem w tych kwestiach specjalistą, ani nie taki jest temat artykułu. Tematem jest jednostka zamknięta w mieszkaniu, nie mogąca rozwiązać gnębiących ją problemów, tańcząca w obliczu zagrożenia. Zatracająca się w tańcu z niemożności i strachu. Tematem są wysokie koszta prywatności.

Perspektywa indywidualna wiąże się z perspektywą lokalną. W obliczu globalnych problemów osoby osadzone w lokalności i nie potrafiące ująć jej powiązań ze systemem światowym skazani są na jałowe konflikty. Z. Bauman pisze:

"Masakry i wojny plemienne, a także coraz liczniejsze 'armie partyzanckie' (często niewiele różniące się od grup bandyckich) zajęte wzajemnym dziesiątkowaniem swoich szeregów, a przy okazji wchłaniające i unicestwiające 'nadwyżkę ludności' (głównie młodych ludzi, bez pracy i perspektyw), należą do takich 'lokalnych rozwiązań globalnych problemów', po które sięgają 'spóźnienie adepci nowoczesności'"[6].

Jałowość i bratobójcza walka. Zadymy piłkarskie, konflikty gangów, zadymy między dzielnicami. Zastępcze problemy. Praktyka stabilizująca system. Strzegąca, aby nie narodziła się rewolucyjna praktyka, ujmująca globalne problemu, chociaż i może działająca lokalnie.

Stajemy, jako ludzkość, przed nowym kryzysem systemu światowego. Jednym z problemów jest przekroczenie indywidualnej perspektywy, zniesienie tabu, odkrycie zapośredniczeń. Jeśli nie uda się nam wydobyć z neoliberalnego podmiotu, kosztem może być nasze biologiczne życie. Życie całego gatunku. Brzmi to może dość pompatycznie, jednak nie ma w tym przesady. Wskrzeszenie wspólnotowego wymiaru egzystencji stanowi podstawowy warunek przemian społecznych. To on może dać inną odpowiedź na problemy niż represyjną, biurokratyczną - i jak zauważa Jean Baudrillard - wewnętrznie sprzeczną.

Ewentualna forma nowej wspólnotowości, społecznego wymiaru egzystencji, nie jest na razie znana. Z. Bauamn stwierdza, że jesteśmy niczym podróżnicy bez map, ludźmi eksperymentu. W konflikcie, ścieraniu się pomysłów i praktyk, pojawi się postkonsument. To co istotne na dziś to zrozumieć, że "gdy nad przyszłością Polaków się zastanawiamy, trzeba rozważyć przyszłość ludzkości. A gdy o przyszłości planety mowa, mowa o przyszłości Polski" . Gdy myślimy o swoich problemach, myślimy o problemach innych ludzi. Gdy myślimy o problemach innych ludzi, myślimy o własnych.

Post scriptum.
Solidarność, poczucie wspólnoty, jest oczywiście poczuciem wspólnoty klasowej. Wypracowaniem świadomości klasowej, nie zaś idealistycznym humanizmem miłości bliźniego. Jedność naszego losu jako gatunku ludzkiego osiągnąć będzie można dopiero po zniesieniu klas. Dopóki nie nastanie bezklasowe społeczeństwo, dopóty gadanie o solidarności narodowej, gatunkowej będzie utopią, czasami retro-utopią.

Przypisy:

[1]Jean Baudrillard, Społeczeństwo konsumpcyjne. Jego mity i struktury, tłum. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s.76.
[2]ibidem, s. 83.
[3]ibidem, s. 100.
[4]Zob. Hannah Arendt, Kondycja ludzka, tłum. Anna Łagodzka, Warszwa 2000, ss.27-86.
[5]Peter Singer, Jedne świat. Etyka globalizacji, tłum Cezary Cieśliński, Warszawa 2006. s.41.
[6]Zygmunt Bauman, Europa niedokończona przygoda, tłum. Tomasz Kunz, Kraków 2005, s.31.

Autor: 
Szwabowski Oskar