Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Kilka zdań o pewnym popularnym zdaniu

Ostatnio różne grupy aktywistów społecznych, również tych, którzy w jakiś sposób nawiązują do lewicowych tradycji, np. Ruch oburzonych, na swoich stronach promują cytat Margaret Thacher:

"Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeżeli rząd mówi, że komuś coś "da", to znaczy, że zabierze Tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy."

Pomijając to, czy rzeczywiście rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy oraz ignorując fakt, kto wypowiada dane zdanie, warto się zastanowić trochę ogólnie, jaką informację przekazuje cytowana wypowiedź i jaką funkcję polityczną pełni.

Po pierwsze, widzimy, że „publiczne pieniądze” zostają utożsamione z rządowymi. Nie wydaje się to do końca uzasadnione. To, co publiczne może działać poza tym, co państwowe, jako dobra wspólne. Utożsamienie pełni funkcję maskującą „naturę”, „sens” publicznych funduszy. Podobnie jak dalsze dopowiedzenie, że publiczne znaczy: „dać komuś”. Ukazane się funkcjonowanie publicznych pieniędzy jako transferu do czyjegoś portfela i to za bardzo nie wiadomo z jakich przyczyn. Ten zabieg indywidualizacji wskazuje na drugą ważną kwestię.

Sformułowania: „komuś da”, „zabierze Tobie” ustanawiają problem na płaszczyźnie indywidualnej. Mamy dwóch określonych aktorów: „ktoś” i „Ty”. W grze o nazwie publiczne pieniądze, to „Ty” zawsze tracisz, a „ktoś” zyskuje. Między tobą a kimś nie żadna przestrzeń pośrednia, nic, co poza Twoimi pieniędzmi by was łączyło. Rzeczywiście nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze, skoro to co wspólne nie istnieje.

Ujęcie publicznych pieniędzy w rozumieniu zawartym w cytowanym zdaniu ma się nijak do tego, czym one są lub powinny być. Pozbawiając słowa znaczenia, łatwo wykazać, że do niczego się nie odnoszą.

Powiedzieliśmy, że w grze istnieje dwóch określonych aktorów. Warto się chwilę nad tym zastanowić. Kim jest „Ty”, a kim jest „ktoś”? Ten „ktoś” jest przedstawiony jako klient rządu, który chce napchać sobie portfel twoimi pieniędzmi. „Ty” zaś to osoba posiadająca pieniądze, której rząd chce je odebrać. Czujesz, że to słowa skierowane do Ciebie? Jeżeli korzystasz z prywatnej służby zdrowia, prywatnego szkolnictwa, prywatnego transportu, prywatnej ochrony, itd., to tak. Jednym słowem, o ile nie korzystasz z niczego, co jest publiczne, jesteś taką okradaną osobą. Jesteś tym „kimś”, bezpodstawnie sięgającym ręką po cudze, kiedy korzystasz z rzeczy wspólnych. Kiedy dziwnym zrządzeniem losu, możliwe, że przez przypadek, rząd nie ma co zabierać z twojej kieszeni, bo ta staje się pusta.

Pozornie określeni aktorzy są w wypowiedzi ukryci, dzięki czemu zdanie nabiera charakteru uniwersalnego. Aktorzy zostają pozbawieni, na chwilę, właściwości. Gdyby spytać się, kto konkretnie płaci, a kto konkretnie zyskuje na publicznych pieniądzach, cytowana wypowiedź okazałaby się fałszywa. Niekiedy to rząd zabiera tobie, by tobie dać, a niekiedy zabiera innym, by dać tobie.

Nieokreśloność aktorów sprawia, że mamy wrażenie, jakby wypowiadający bronił interesów jednostki przed pazernym rządem, i „innymi” czyhającymi na nasze pieniądze. Kiedy spróbujemy ich zlokalizować, nawet w sposób spekulatywny, okażę się, że jest ono wypowiadane w obronie specyficznych jednostek, którymi niekoniecznie jesteśmy my, skoro zdarza się nam być tym „kimś”, kto czerpie z publicznych pieniędzy.

Można zrozumieć niechęć do zarządzania finansami przez rząd, nie takim jak trzeba wykorzystywaniem podatków (biurokracja, fundusze reprezentacyjne, wysokie pensje polityków, przemysł zbrojeniowy, itd.). Drogą jednak nie jest likwidacja tego, co publiczne, ale przekształcenie tego, w to co wspólne. Mam nadzieje, że ruchy społeczne w Polsce to zrozumieją, zamiast wykańczać społeczeństwo w imię indywidualizacji, która jest wolnością tylko nielicznych indywiduów, tych, których stać by żyć poza społeczeństwem.

Autor: 
Szwabowski Oskar