Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Anarchizm, feminizm i transformacja tego, co prywatne

Przed omówieniem zagadnień i problemów przeznaczonych na to spotkanie, chciałbym nakreślić perspektywę, w ramach której zostaną one ujęte. Chodzi więc o perspektywę anarchistyczną, antyautorytarną. Oznacza to, iż zajmiemy się przede wszystkim politycznym podejściem do konkretnych zagadnień prywatnych i społecznych, problemów, które wymagają politycznego określenia, nawet jeżeli są bardzo osobiste, jak na przykład orientacja czy tożsamość seksualna lub zazdrość. Chciałbym zapobiec temu, by tego typu zagadnienia były rozpatrywane tylko jako ściśle prywatne lub zgoła w sposób terapeutyczny, bez brania pod uwagę czynników ekonomicznych, społecznych i politycznych wywierających przecież na nie istotny wpływ.

Namiętni kochankowie kultury samego siebie.
Wraz z Rogerem Dadoun, libertariańskim psychoanalitykiem, chciałbym wypowiedzieć się na temat pojęcia kultury wolnościowej. Tradycyjnie, jak również współcześnie, anarchizm postrzegany jest jako ruch polityczny zajmujący się przede wszystkim strukturami i organizacjami publicznymi i społecznymi takimi, jak państwo, kościół, ekonomia kapitalistyczna, faszyzm czy, zwłaszcza ostatnio, mechanizmami niszczenia środowiska naturalnego. Anarchizm jest często akcją i reakcją antyautorytarnej krytyki mechanizmów, które formalizują, normują i zniewalają życie codzienne. Anarchizm jest również działaniem przeciw tym zewnętrznym mechanizmom, które pozbawiają nas wolności - z których najbardziej konkretnymi są te przejawiające się w edukacji, płacach, wszechmocnym państwie i jego represyjnej władzy, dyktaturze ekonomii jako wymiaru życia wreszcie. Zgadzam się z koniecznością i znaczeniem tych form działań publicznych, a nawet pragnę wzbogacić je własnym wysiłkiem. W sumie anarchizm (przynajmniej ten, który poznałem) zbyt często ograniczał się do walki przeciw mechanizmom zewnętrznym i publicznym. Każdy może wyobrazić sobie schemat kolesia, anarchisty, który gardłuje w sprawie wolności, bije się z gliniarzami i kapitalistami, natomiast w domu spokojnie otwiera swego wolnościowego zina, zapala jointa i czeka, aż jego dziewczyna przygotuje kolację. A następnie, gdyż nie wzbrania sobie przecież przeżywania rozkoszy, mniej lub bardziej subtelnie zachęca swą wybrankę do uprawianie miłości, bądź też szuka przyjemności gdzie indziej (gdyż jest za wolną miłością...).

Mam nadzieję, że przesadzam, choć nie jestem tego pewien. Chciałbym jedynie pokazać, jak wielka przepaść może istnieć między postawą polityczną wobec mechanizmów władzy publicznej a brakiem postawy anarchistycznej wobec mechanizmów władzy osobistej.

Wydaje mi się, że od lat sześćdziesiątych pewne sprawy związane z tym, co publiczne i tym, co prywatne uległy zmianie : ruch ekologiczny wskazuje zależności między indywidualnymi nawykami konsumpcyjnymi i ich konsekwencjami na poziomie globalnym; ruch wyzwolenia zwierząt ujawnia relacje między prywatnym spożyciem a przemysłową władzą; ruchy gejów i lesbijek sproblematyzowały heteroseksizm i wyzwoliły homoseksualizm oraz, przede wszystkim, ruch feministyczny sproblematyzował między innymi sferę prywatną jako poddaną patriarchatowi.

Tak więc anarchizm jako ruch i działanie polityczne mógłby stać się działalnością nie tylko ekonomiczną czy polityczną (w tradycyjnym sensie), lecz również związaną z problemami osobowości, seksualności i psychiki. Jak mówi R.Dadoun:
Jest pragnieniem każdego wolnościowca, by istota ludzka mogła rozwijać się zarazem jako indywidualny podmiot realizujący swą nieredukowalną wyjątkowość, jak też jako istota społeczna wykorzystująca pełnię swych politycznych kompetencji. 5

Z kolei drugi cytat przybliża mnie do właściwego tematu naszego spotkania. Chodzi o słowa Fernanda Pelloutier, anarcho-syndykalisty:
Anarchizm jest po prostu sztuką rozwijania się i rozwijania innych tak, by ludzie mogli się rządzić samodzielnie (...)Jesteśmy nieustannymi rewolucjonistami, ludźmi naprawdę bez boga, bez władcy i bez ojczyzny, nieugiętymi wrogami wszelkiego despotyzmu, moralnego czy materialnego, indywidualnego czy zbiorowego, to znaczy również wszelkich dyktatur ( w tym również dyktatury proletariatu) oraz namiętnymi wielbicielami kultury samego siebie. 6

W tym właśnie widzę moje rozumienie anarchizmu jako nieustannej pracy nad sobą. Mówię o pracy, gdyż nie podzielam radosnego podejścia Pelloutier'a. Jak dla mnie chodzi tu raczej o długie, żmudne i nieustanne poszukiwanie. Twierdzę tak nie dlatego, iż jestem pesymistą, lecz z powodu świadomości, iż jesteśmy (w stanie podstawowym) nie wiele więcej, niż rezultatem, produktem determinacji biologicznych, psychicznych, społecznych, ekonomicznych, kulturowych oraz refleksji nad nimi. Jako rezultaty przeszłości lub refleksje jej dotyczące nosimy zawsze w sobie ową przeszłość, nasze często autorytarne relacje z ojcem i matką, nauczycielami, dorosłymi etc. I nie jest tak, że tylko nosimy w sobie owe mechanizmy, lecz również reprodukujemy je na planie prywatnym i publicznym, i przekazujemy tym, którzy teraz są młodzi. Stajemy się w ten sposób modelem tego, jak nie powinno być. Wyzwolenie się z tego stanu rzeczy jest możliwe tylko pod warunkiem intensywnej pracy z samym sobą i ze swoimi nawykami, uświadomienia sobie, kim się naprawdę jest i kim chciałoby się zostać. Jestem przekonany, że praktyka pozostawiania rzeczy ich własnemu biegowi doprowadzić może jedynie do jakiejś postaci konserwatyzmu. Jeżeli bowiem jesteśmy przekonani, iż do realizacji przemian społecznych, więc publicznych potrzebna jest twarda walka z aktualnymi mechanizmami władzy, dlaczegóżby miało być inaczej w przypadku tego, co osobiste, więc prywatne? Styl życia, miłość, seksualność, relacje, własna osobowość są przecież głęboko uwarunkowane społecznie, ekonomicznie i politycznie.

Żyjemy w patriarchacie, w którym grupa mężczyzn uciska i wykorzystuje kobiety - i również my, wolnościowcy w tym uczestniczymy. W ramach tego patriarchatu schemat heteroseksualny tłamsi inne orientacje seksualne i stanowi bazę wartościowania; zaś norma monogamii trzyma kobiety w zależności od mężczyzn.

My wolnościowcy, ultra - lewicowcy, autonomiści, anarchiści wreszcie nie jesteśmy tu wcale wyjątkiem. Nasz ruch jest z gruntu męski, heteroseksualny, monogamiczny i w ogóle niezbyt dynamiczny na planie prywatnym. Odnajduję w nim zdecydowanie za mało przemyśleń czy praktyk, które dotyczyłyby kwestii patriarchatu i walczyłyby z nim - z tym mechanizmem władzy w relacjach par excellence. Nie widzę żadnych grup kolesi - antypatriarchalistów pracujących nad relacjami władzy, w dalszym ciągu niewiele jest dynamicznych grup żeńskich mających na celu wyzwolenie kobiet z ich specyficznej izolacji i zniewalających nawyków, wciąż istnieje bardzo niewiele grup homoseksualnych rozpracowujących dotyczące ich formy ucisku. W skrócie : istnieje bardzo dużo tradycyjnych form oporu, jednak wciąż niewiele działań antypatriarchalnych. Tak więc chodzi o anarchizm jako permanentną pracę nad sobą. O coś w rodzaju poszukiwania nowych sposobów życia. Dla takich poszukiwań najwięcej wartościowego materiału odnajduję w ruchu feministycznym. To w końcu różnorodne ruchy feministyczne spostrzegły problematyczność struktur naszego życia prywatnego, między innymi kwestię uwarunkowań płciowych indywiduów w relacjach z płcią przeciwną, dominację mężczyzn nad kobietami, uwarunkowania przejawiające się w relacjach miłosnych (heteroseksualność, wierność, nierówność, zniewolenie, zależność). W analizach politycznych uwarunkowań sfery relacji/ życia prywatnego feministki dochodzą aż do źródeł mechanizmów władzy typowych dla patriarchatu. Od dzieciństwa jednostki wychowywane są do pełnienia funkcji wojownika lub pielęgniarki, do rozwoju psychicznego, emocjonalnego, seksualnego przewidzianego w taki sposób, by patriarchat odczuwany był jako coś normalnego , czyli naturalnego; do tego wreszcie, by czuć się dobrze jako kobieta lub mężczyzna, heteroseksualny/ a, monogamiczny/ a. W ten właśnie sposób my, mężczyźni, podtrzymujemy ucisk kobiet oraz struktury życia i dobrego samopoczucia w ramach tego status quo. Jedynie dzięki zmianie sposobu myślenia i aktywnej transformacji politycznego wymiaru tego, co osobiste możemy dokonać przemiany w zakresie podstaw mechanizmów władzy patriarchatu.

Anarchizm, który nad tym nie pracuje, który ignoruje te zagadnienia jest pustym anarchizmem nie wyrywającym chwastów narosłych wokół jego korzeni. Chciałbym w związku z tym opowiedzieć się za rozwojem anarchofeminizmu, jak też za krytyką i dekonstrukcją naszej społecznej rzeczywistości; za połączeniem generalnie antyautorytarnego punktu widzenia typowego dla anarchizmu z głębokim krytycyzmem radykalnego feminizmu. Mówiąc o radykalnym feminizmie poruszamy przecież kwestię wyzwolenia połowy światowej populacji, która była przez całe stulecia uciskana w sposób brutalny i niewidoczny zarazem. Oto krótka prezentacja perspektywy radykalnego feminizmu:

1. Kobiety były uciskane, gdyż są one odizolowane od innych kobiet oraz z powodu dominacji i poddaństwa typowych dla ich relacji z mężczyznami.

2. Mężczyźni nie wyzwolą kobiet, muszą one dokonać tego same. Będzie to w dalszym ciągu niemożliwe, jeżeli każda kobieta będzie chciała wyzwolić tylko siebie samą. W związku z tym kobiety muszą pracować nad modelem nieustannego wsparcia.

3. Wspólnota kobiet jest silna, jednak kobiety nie mogą stać się siostrami, jeżeli powielają w dalszym ciągu męskie modele dominacji i poddaństwa.

4. Muszą zostać rozwinięte nowe formy organizacji. Ich przykładem jest mała grupa pozbawiona dowódcy; najbardziej cenione sposoby zachowania to te oparte na: egalitaryzmie, samopomocy, wymianie wiedzy i umiejętności. (Ehrlich Carol, Socjalizm, anarchizm i feminizm w Quiet Rumours. An anarcha - feminist anthology,Dark Star, londyn)

Oraz:
"Nie chcemy niczego mniej, niż kompletna wolność - rewolucji seksualno-społecznej. Twórczej destrukcji potrójnej dominacji patriarchatu, państwa i kapitału. Wydaje się że anarchizm nie ma innego wyboru, niż stać się świadomie i aktywnie ruchem feministycznym(...). To, do czego zmierzamy nie jest niczym innym,, niż totalną rewolucją , której formy wyznaczają przyszłość pozbawioną nierówności, dominacji i braku szacunku dla różnorodności jednostek - czyli rewolucją feinistyczno - anarchistyczną.(...) [Kornegger Peggy, Anarchisme: la connexion feministe, w Quiet Rumours, Dark Star, Londyn].

Jest mimo wszystko faktem, że jestem kolesiem. Że zostałem wychowany i wykształcony w ramach grupy uciskającej oraz uczyniony jej członkiem. Jako jednostka stanowię przykład męskiej dominacji , czy tego chcę, czy nie. Korzystam ze wszystkich przywilejów, jakie posiadają mężczyźni w związku z uciskiem kobiet, a także biorę nieraz w tym ucisku udział.

Skoro chciałbym spróbować coś w tym wszystkim zmienić, muszę obserwować, dekonstruować i rekonstruować samego siebie i innych mężczyzn. Jestem oczywiście również istotą ludzką, indywiduum posiadającym uczucia, myśli i pożądania, jednak nie postrzeganie siebie przede wszystkim jako mężczyzny, czyli jako kogoś, kto nauczył się bycia aktywnym, mówienia, brania inicjatywy, przewodzenia, dominowania, byłoby podtrzymywaniem jakiejś iluzji.

Z różnych powodów nie udało mi się, na szczęście, podjąć roli mężczyzny w jej standardowej formie, ani też stać się "prawdziwym facetem". Podejrzewam, że wiąże się to z problemami natury osobistej, emocjonalnej, które zmusiły mnie do namysłu nad tak elementarnymi sprawami, jak aktywna męskość, pasywna kobiecość, spolaryzowana orientacja seksualna, seksualność penetrująca, dominacja i opresja. W skrócie, byłem zakompleksiony i podłamany jako chłopiec, źle się czułem w roli mężczyzny i próbowałem znaleźć z tego jakieś wyjście. Moje rozmyślania pomogły mi zrozumieć niektóre mechanizmy i uwarunkowania społeczne oraz stosunki dominacji. Niedawno dołączył do tego silny resentyment dotyczący brutalnej, choć niewidocznej przemocy, z jaką konfrontowane są kobiety. Resentyment związany z pewnymi mechanizmami ucisku kobiet. To coś w rodzaju otwartego protestu, uwrażliwienia i rewolty skierowanych przeciw facetom i ich modelom męskiego życia. Często widzę i odczuwam, do jakiego stopnia faceci dominują przestrzeń, jak bardzo są egocentryczni.

Nie sądzę, bym się bardzo w związku z tym zmienił. Chodzi tu bowiem o podstawowy warunek prowadzący do przemocy (psychicznej, emocjonalnej, fizycznej, seksualnej) oraz do sprowokowania cierpienia(przez nieuwagę, brak wrażliwości, opieki i szlachetności). Nazywam to warunkiem podstawowym, gdyż nie można się bez niego obejść, zawsze bowiem mamy z nim do czynienia i musimy nad nim nieustannie pracować. Byłaby to więc nieustanna krytyka siebie.

Byłoby nadużyciem, gdybym sprawiał wrażenie, że taka postawa jest efektem tylko i wyłącznie mojego wysiłku. Bardzo wiele zawdzięczam kobietom (feministkom) w ogóle, a przede wszystkim jednej z nich, z którą od trzech lat żyję w intensywnej i wzbogacającej relacji. Ten związek to permanentne laboratorium refleksji i praktyk...Jestem jej bardzo wdzięczny.

Celem uświadomienia sobie mojego ucisku kobiet i przeciwdziałania mu proponuję następujące kroki. Są to praktyczne narzędzia do przemiany tego, co osobiste i mechanizmów politycznych w instancje niepatriarchalne, więc antyautorytarne. Opisane poniżej pięć sposobów działania, od najbardziej prywatnego do publicznego to: psychoterapia, równość biseksualna, wolne związki, działania między mężczyznami, inicjatywy dokonywane przez obie płci. (zaprezentuję skrócone wersje- przyp. tłum.)

Psychoterapia
Ten środek jest oczywiście najmniej polityczny, uważa się go nawet za odpolityczniający. (...)Rozumiem ją jako analizę i dekonstrukcję wewnętrznych mechanizmów mającą na celu przyswojenie nowych "życiowych strategii", które umożliwiają ci życie w sposób bardziej niezależny, szczęśliwy i stabilny.(...) Jeżeli chodzi o feministki, pojawił się silny ruch łączący poglądy feministyczne z indywidualną i zbiorową pracą terapeutyczną. Prace te pozwoliły na konstatację, iż to głównie kobiety przeżywały problemy zwane osobistymi, z czego wiele związanych z nieustannym uciskiem kobiet.(...) Wydaje mi się poza tym, iż praca terapeutyczna nakierowuje bezpośrednio na miłość i troskę wobec samej/ samego siebie, co jest zakazane kobietom uwięzionym w schemacie altruizmu i samopoświęcenia.

Równość biseksualna
To narzędzie potraktowane zostanie zapewne przez większość jako głupie i nie realizowalne, gdyż orientacja seksualna uważana jest niemal powszechnie za stan naturalny i niezmienny. Po prostu jest się hetero, homo lub bi.(...) Ale dlaczego niby miałbym próbować zmieniać moją orientację seksualną? Co jest w niej problematycznego? Moja krytyka heteroseksualnej orientacji seksualnej wygląda mniej więcej w ten sposób:

1. Jest ona ograniczająca, gdyż więzi uczucia. Z tego powodu wydaje się również mało anarchistyczna.

2. Wzmacnia uwarunkowania płciowe. (...)Społeczność wolnościowa powinna być ukonstytuowana przez jednostki swobodnie się rozwijające oraz swobodnie "wybierające" z palety zachowań, sposobów bycia, uczuć i myśli. W naszych warunkach osoba "jest" kobietą czy mężczyzną na mocy cech biologicznych, tymczasem w społeczeństwie idealnym to, co jest dziś postrzegane jako płeć biologiczna nie powinno mieć żadnego znaczenia.

3. (heteroseksizm) jest atrakcyjną obroną patriarchatu.(...)

Wolne związki
Wydaje mi się, że ten pomysł jest dość znany. Chodzi o rozwijanie w sposób pozbawiony roszczeń i oczekiwania stuprocentowej wierności miłości, uczuć, czułości, intymności i seksualności.(...)Wolne związki powodują, iż przyswajamy sobie:

1. Ograniczanie własnej zazdrości, posesywności, niepewności, lęku przed opuszczeniem

2. Umiejętność rzeczywistego pożądania szczęścia, wolności i przyjemności partnera.(...)

Wolne związki burzą mit możliwości bycia dla partnera wszystkim i na zawsze. Implikują one pewien chłód i realizm.(...)Pozwalają respektować wolność innych, uczą rozwiązywać konflikty. Pozwalają rozwijać odpowiedzialną monogamię.

Działania między mężczyznami
Podstawową sprawą jest tu uświadomienie sobie, w jakiej mierze jest się męskim. Faceci uczą się współodczuwać emocje z innymi facetami. To jest dość trudne, gdyż nasza edukacja uczy nas bycia zimnymi, zdystansowanymi i silnymi. Praca tu proponowana prowadzi do wzbogacenia palety zachowań, chodzi bowiem o wyzwolenie od zniewalających aspektów męskości mające na celu stanie się wolną jednostką i przyswojenie tego, co tradycyjnie charakteryzuje kobiety: bycia cichym, ciepłym, uczuciowym i przezornym. Pozwala nauczyć się "zamykać gębę", otwarcie wyrażać wątpliwości, słuchać innych, dekonstruować własny egocentryzm, być wrażliwym.(...) Z kolei jeżeli chodzi o grupy kobiece, najlepszym dowodem ich przydatności są brutalne reakcje, z jakimi spotykają się one ze strony mężczyzn.(...) W głębi duszy mężczyźni nie znoszą myśli o tym, by kobiety mogły organizować się, bawić, kochać....bez nich.(...)

Inicjatywy mieszane
(...)Istotnym problemem jest tutaj mowa i mówienie. Kobiety przeważnie pozwalają, by im przerywano, ich słowa nie są respektowane przez mężczyzn podczas spotkań politycznych [np. anarchistycznych - przyp. tłum]. Mężczyźni, inaczej niż kobiety, bardzo często uważani są za autorytety. (...) Wydaje mi się, iż jednym z najważniejszych zadań dla mężczyzn jest złamanie ich solidarności, podstawowej instytucji podtrzymującej ich dominację nad kobietami. Wiara, że wszystko można zrobić razem, ciągle pozostając w gronie mieszanym jest iluzją i dowodzi braku świadomości głębokiego wpływu patriarchatu na nasze życie.

Tekst pochodzi z konferencji, która odbyła się w Belgii w 1996r. Został przełożony na podstawie publikacji "Au dela du personnel" Atelier de creation libertaire, 1997

Autor: 
Vidal Leo