Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Skomlenie o bazy

Żyjemy w czasach, gdy dążenia imperialistyczne Stanów Zjednoczonych są już chyba zupełnie czytelne i oczywiste dla większości obywateli globalnej wioski. Zakładanie baz wojskowych przez imperialną armię w coraz to nowych zakątkach świata wydaje się zatem zwykłym następstwem tego procesu. Podobnie nikogo nie powinna dziwić oferta rządu polskiego, by — raptem w dekadę po wycofaniu się stąd wojsk sowieckich — do naszego kraju sprowadzić jednostki wojskowe Stanów Zjednoczonych. Politykom z Warszawy nie przeszkadzają w tym regulacje prawne, uniemożliwiające takie działanie, tym bardziej nikt nie przejmuje się nieopłacalnością tego przedsięwzięcia czy też jego negatywnym wpływem na środowisko naturalne i zagrożeniem dla zdrowia ludzi, zamieszkujących okolice potencjalnych baz.

Co więcej, tradycyjnie już im większa absurdalność w posunięciach rodzimych politykierów, tym aktywniej media starają się zapewniać o korzyściach z tego płynących.

Polityka, strategia i ich ekonomia

Dla polityki i strategii Stanów Zjednoczonych i stojących za nimi koncernów, nowe bazy wojskowe w środkowej Europie mają znaczenie przekładające się na kilka płaszczyzn. Dla armii są to kolejne przyczółki, służące otaczaniu globu militarna siecią. Są one elementem zastraszania (terroryzm globalny), a tym samym wywierania nacisków politycznych. Bazy osaczają militarnie także państwa najbardziej niepokorne wobec polityki USA. Dla samej armii bazy za granicą Stanów Zjednoczonych posiadają ten sam walor, co umiejscawianie fabryk w krajach III Świata. Chodzi o oszczędności płynące z taniości lokalnego rynku (zaopatrzenie baz w żywność), tanią siłę roboczą (prace cywilne na rzecz armii), przerzucenie kosztów związanych z zanieczyszczeniem środowiska na kraje, w których bazy są ulokowane. Długa jest lista tego typu materialnych korzyści. Warto też dodać, że na samym zaopatrzeniu wojsk w bazach zagranicznych amerykański budżet wojskowy oszczędza w skali roku od 5 do 10 miliardów dolarów, z kolei brak konieczności partycypowania w kosztach związanych z zanieczyszczeniem środowiska daleko przekracza tę sumę.

Ekspansjonizm militarny oraz będące jego konsekwencją coraz to nowe wojny wywoływane przez USA pokrywają się w pełni ze strategią koncernów zbrojeniowych rodem z Ameryki. Nieustający od kilku lat wzrost budżetu wojskowego1) to stale zwiększające się źródło wpływów dla korporacji w postaci zamówień na sprzęt wojskowy (od kilku dekad nie pojawiło się większe zamówienie na uzbrojenie, którego koszt końcowy nie został znacznie przekroczony w stosunku do kosztu wstępnego). Zyski generowane są także przy okazji... strat ponoszonych przez wojska USA podczas prowadzonych wojen, a są to straty znacznie większe od tych, które podawane są do oficjalnych wiadomości2). Przerzucanie wojsk USA do kolejnych państw idzie w parze z równoległą promocją sprzętu wojskowego produkowanego przez amerykańskie koncerny. Dla przykładu Czesi odrzucili pomysł utworzenia baz u siebie, a na samolot wielozadaniowy dla lotnictwa wybrali szwedzko-brytyjskiego Grippena3). Jak wiadomo, inaczej postąpili Polacy, wybierając F-16 Lockheeda Martina i zapraszając amerykańskich żółdaków do siebie.

Patrząc pod kątem militarnym, amerykańskie bazy w Polsce nie mają większego znaczenia. Nie przestraszą one ani Rosji, ani nawet Białorusi, tym bardziej, że „oko supermocarstwa” i tak spogląda raczej w stronę Kaukazu i Bliskiego Wschodu. Dlatego też ze strategicznego punktu widzenia, dla Amerykanów większą rolę będą miały bazy w Rumunii i Bułgarii. Lecz nie należy bagatelizować możliwości rozmieszczenia niektórych jednostek USAF i US Army w Polsce. To, co skłania Amerykanów do przerzucenia części jednostek do Polski, to nie aspekt militarny, lecz polityczny. Nie będzie to jednak (jak sugerują media) działanie wymierzone przeciw Rosji czy Białorusi, lecz przeciw dominującym krajom Unii Europejskiej, czyli Niemcom i Francji, z którymi USA toczą od kilkunastu miesięcy wojnę o sfery wpływów na świecie. Bazy w Polsce, czy innych postsocjalistycznych krajach pretendujących do UE, będą kolejnym gwoździem wbijanym przez USA w spójność tzw. zjednoczonej Europy. Podkreśli to z pewnością magazynowanie lub utrzymywanie w pogotowiu na terenie tych krajów sił lądowych posiadających taktyczną broń jądrową. Znajduje się ona na wyposażeniu artylerii dalekiego zasięgu w ciężkich dywizjach lądowych US Army4), a użycie takich ładunków w razie konfliktu jest uzasadniona przez nową strategię militarną USA.

W takim ujęciu bazy amerykańskie w Polsce mogą nabrać zupełnie nowego politycznego wymiaru, w ramach, którego Polacy znowu zostaną potraktowani jako narzędzia (politycy polscy jako marionetki), a nasz kraj jako potencjalny poligon lub, co gorsza, arena nowego konfliktu.

Prawo czy „chcieć to znaczy móc”?

Do tej pory sprawy pobytu na terenie kraju wojsk obcych regulowała ustawa z 1999 roku. W jej myśl w Polsce może przebywać do 1 tys. obcych żołnierzy przez okres 3 miesięcy. Odnosi się to głównie do ćwiczeń, jakie wojska NATO-wskie realizują na naszych poligonach. Jednak już na początku tego roku większość klubów parlamentarnych opowiedziała się za projektem zmieniającym zasady pobytu i przemieszczania się na terenie kraju wojsk obcych. W nowelizacji tej stwierdzono m.in., że jeśli pobyt obcych jednostek wojskowych wynika ze współpracy w ramach ćwiczeń, akcji humanitarnych czy antyterrorystycznych, te ograniczenia nie będą obowiązywały. Tym samym została utworzona „prawna furtka” dla sprowadzenia do Polski wojsk amerykańskich.

Gdzie, kto i skąd ?

Doniesienia na temat tego, jakie jednostki zostaną przeniesione z Niemiec i do jakich konkretnie polskich miejscowości, nie są wolne od propagandowego nastawienia. Chodzi tutaj o mamienie „zyskiem z baz” regionów kraju szczególnie dotkniętych bezrobociem. Tego typu „medialną politykę zwalczania bezrobocia” bazami amerykańskimi prowadzi między innymi Wprost. W tekście „Lotniskowiec Polska” — Piotra Kudzia i Grzegorza Pawelczyka z 2 marca 2003 dowiadujemy się, że pod Białą Podlaskę ma zostać przeniesiona lotnicza baza z Ramstein, co związane będzie z inwestycją rzędu 6 miliardów dolarów.

Podobnie w innych mediach główną uwagę kieruje się na tę bazę lotniczą, gdzie stacjonują dwa skrzydła lotnictwa transportowego USAF. Z tym, że Amerykanie tej bazy akurat nie zamierzają przenieść. Co więcej, przenoszenie baz nie ma służyć napędzaniu koniunktury gospodarczej w kraju, gdzie są przewidywane bazy, lecz by zaoszczędzić. Dlatego amerykańskie bazy przeniesione zostaną do tych polskich jednostek, które posiadają najlepiej rozwiniętą (za polskie pieniądze) infrastrukturę.

W chwili obecnej w Niemczech, skąd mają być przerzucane bazy do Polski i na Bałkany, stacjonuje blisko 71 tysięcy żołnierzy5). Są to głównie wojska lądowe w postaci V Korpusu (w tym dwie ciężkie dywizje) i jednostek wsparcia oraz dwie główne bazy lotnicze. Wspomniana baza w Ramstein, gdzie stacjonuje 453 i 86 skrzydło lotnictwa transportowego, oraz w Spangdahlem (pod Trier), gdzie rozlokowane jest 52 skrzydło lotnictwa bojowego. I to raczej ta ostatnia wchodzi w rachubę, jeśli idzie o dyslokację do Polski. Jednostka ta ma na wyposażeniu około 30 samolotów F-16, 8-16 sztuk F-15, 16 samolotów szturmowych A-10 i ostatnio także 10-12 samolotów o zmniejszonej wykrywalności F-117. Łącznie jest to około 4 tysięcy żołnierzy. Skrzydło to byłoby rozlokowane głównie na terenie Wielkopolski. Podstawowa baza znalazłaby się najprawdopodobniej w Powidzu, natomiast lotniska rezerwowe w Krzesinach, ewentualnie Mirosławicach i Łasku (pod Łodzią). W przypadku baz wojsk lądowych w grę wchodziłyby miejscowości, w których jeszcze nie tak dawno stacjonowały wojska radzieckie. Lecz na razie Amerykanie bardziej zainteresowani są naszymi poligonami w Drawsku Pomorskim, Świętoszowie, Wędrzynie, Ustce, Orzyszu.

Realne straty...

Podobnie jak w przypadku hipermarketów, straty wszystkich obywateli przerosną daleko zyski nielicznych czerpiących profity. Jako że ciężar utrzymania baz spadnie przede wszystkim na budżet państwa, nie będą one odczuwane w sposób bezpośredni przez obywateli RP. Tym bardziej paradoksalnie, niektórzy mogą cieszyć się ze sprzedaży Amerykanom tego i owego, lecz w skali kraju straty odczują pośrednio wszyscy. Poprzez kolejne cięcia socjalne będzie się zapewne szukać oszczędności, by zaspokoić straty ekonomiczne, wynikłe z utrzymania amerykańskich baz wojskowych w Polsce.

Już z chwilą przeprowadzenia się wojsk amerykańskich stracimy realnie wszystkie te pieniądze, które w ostatnich latach z budżetu MON poszły na remont i modernizację polskich lotnisk i gdzie teraz za darmo wprowadzą się Amerykanie. A są to koszta nie małe. Modernizacja lotniska w Krzesinach (w latach 1999-2002) kosztowała 230 milionów złotych, za podobna sumę zmodernizowano największe polskie lotnisko w Powidzu. Z chwilą przybycia tam Amerykanów kwoty te od razu możemy wpisać na pule strat ekonomicznych.

W Niemczech bazy USAF były w dużej mierze darmowo obsługiwane przez niektóre niemieckie jednostki wojskowe. Chodzi na przykład o obronę przeciwlotniczą. Lotniska wykorzystywane przez jednostki amerykańskie są tam strzeżone przez niemieckie wyrzutnie przeciwlotnicze6). Trudno zakładać, że inaczej będzie się działo w przypadku (wyjątkowo uległej zachodnim mocarstwom) Polski. Roczny koszt utrzymania tego typu jednostki wynosi do kilkunastu milionów złotych.

Kolejne straty to te, które bezpośrednio poniesie gmina czy powiat, w którym stacjonować będzie jednostka. Chodzi o koszty utrzymania infrastruktury komunalnej, jak choćby remonty niszczonych przez ciężki sprzęt dróg. Osobom posiadającym nieruchomości w bezpośredniej bliskości baz z pewnością spadnie ich cena nominalna, za co będą mogli domagać się odszkodowań.

Osobnym tematem związanym z kosztami są skutki zniszczenia i zanieczyszczenia środowiska. Administracja USA nie uznaje przepisów i prawa ochrony środowiska państw, w których zakłada bazy. Za szkody Amerykanie nie odpowiadają, a całość skutków rekultywacji terenu, neutralizowania zanieczyszczeń ponosić będzie gmina i jej mieszkańcy. Zniszczenia ekologiczne są niestety stratami niewymiernymi, mimo tego, iż jak pokazują przypadki rekultywacji terenów po wojskach radzieckich, koszta tegoż idą w setki milionów złotych. Chodzi tu nie tylko o zanieczyszczenie powietrza, lecz przede wszystkim skażenia wód powierzchniowych i gruntowych oraz skażeń gruntów. W przypadku amerykańskich baz takich skutków należy się spodziewać. W Niemczech wspomniane skażenia są skutkiem zrzucania przez samoloty amerykańskie resztek paliwa7). Dla przykładu w gminie Binsfeld, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie lotniczej bazy wojskowej Rhein-Main, ze zmarłych między 1990 a 2000 r. 97 mieszkańców 95 zabił rak. Tę zachorowalność można położyć na karb nie tylko zanieczyszczeń i skażeń powietrza, wody i gleby, lecz także zwiększonego wpływu promieniowania elektromagnetycznego i zwiększonego poziomu infradźwięków. Poza tym w pobliżu lotnisk normy natężenia hałasu są przekraczane.

Inna sferą zagrożeń zdrowotnych i ekologicznych są skutki wynikłe ze stosowania wysoce niebezpiecznych systemów uzbrojenia. Temat jest najczęściej bagatelizowany, bądź zupełnie przemilczany przez media. Mowa tu przede wszystkim o użyciu amunicji ze zubożonym uranem. Stosowanie bojowe tego typu pocisków powoduje powstawanie „obłoków” zawierających radiacyjne mikrocząsteczki, powstałe po spaleniu uranowych rdzeni. Wynikiem stosowania tego typu amunicji są setki tysięcy ofiar cywilnych w Jugosławii, Iraku i Afganistanie, a także tzw. „syndrom zatoki perskiej”, czyli choroba, która dotknęła żołnierzy zachodnich po wojnie w Iraku i Jugosławii8). Skutkami, które równie trudno wyliczyć są straty wynikłe ze spadku zdrowotności osób narażonych na działanie zanieczyszczeń spowodowanych przez funkcjonowanie baz.

Kolejną niewymierną sferą strat jest wzrost kryminogenności. Chodzi tu zarówno o przestępstwa dokonywane przez żołnierzy amerykańskich, jak i wzrost znaczenia takich patologii jak prostytucja. O czym media nie informują to fakt, iż żołnierz amerykański, który popełnił przestępstwo, jest sądzony (i zwykle uniewinniany) przez amerykańskie sądy, a wymiar sprawiedliwości danego kraju nie ma dostępu do sprawy, gdyż jest ona „objęta klauzulą tajności”. Tak działo się między innymi w przypadku strącenia kolejki linowej w Alpach w 1998 roku przez samolot USAF, czy podczas zbiorowego gwałtu Japonki na Okinawie w 1995 roku.

...i nierealny zysk

Rola oficjalnych mediów w urabianiu opinii publicznej już kilka razy była tu przytaczana. Niemniej kuriozum akcji propagandowej dotyczy rzekomych zysków, jakie ma uzyskać Polska. Według Rzeczpospolitej, Polityki, Gazety Wyborczej czy Trybuny sprowadzenie jednostek amerykańskich do Polski to niemal remedium na bezrobocie i zastój gospodarczy. Uzasadnieniu tej tezy mają służyć różnorakie sumy i kwoty, które wpływają do budżetów landów niemieckich czy inne zestawienia wyssane najczęściej z palca. Wszystkie te kwoty podawane są nie tylko bez podania źródeł informacji, lecz bez cienia logiki czy zastosowania podstaw arytmetyki. Nie wiadomo tylko, czy redaktorzy sami ulegają tej magii liczb, zawieszając na ten czas swój racjonalny umysł, czy po prostu liczą na powszechne skretynienie odbiorców tych informacji.

Posłużmy się przykładami. Reczpospolita z 9 grudnia 2003, tekst Elizy Olczyk i Zbigniewa Lentowicza — materiał jakże doniosły i kuriozalny. Doniosły, ponieważ dane w nim zawarte parokrotnie wykorzystywano później w innych mediach, a kuriozalny ze względu na zawartość nieprawdziwych, tendencyjnych informacji. Głównie chodziło o informacje, podające koszta utrzymania i wpływy do lokalnych budżetów ze strony jednej z polskich jednostek. Co ciekawe, nie wspomniano, skąd pochodzą dane. Podano jedynie, że informacje są wypowiedzią: „dowódcy jednej z polskich elitarnych brygad”. Ważne, że przy okazji tego przedstawiono informację, że polska jednostka daje zatrudnienie 60 cywilom na roczną kwotę 3.5 mln złotych, kupuje żywność za 23 miliony9), a baza amerykańska da zatrudnienie 200 osobom, więc i wpływy będą proporcjonalnie większe. Podane kwoty są nie małe, zatem kuszące z tym tylko czy prawdziwe?

Jeśli podzielimy wymienione w tekście 3.5 miliona złotych przez 60 osób i przez 12 miesięcy okaże się, że miesięcznie przeciętny cywilny pracownik zarabia 4681 złotych brutto. Jak na sprzątaczki, hydraulików, fryzjerów i nielicznych księgowych to całkiem nieźle, wręcz tak dobrze, że każe nam to wątpić w wiarygodność tej informacji. Jeżeli podobnie arytmetycznie zweryfikujemy kwotę rzekomych wydatków (niespełna dwutysięcznej brygady) na roczne wyżywienie, okaże się, iż miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza przypada około 1000 złotych. Wynika z tego, że mamy najlepiej odżywionych na świecie żołnierzy. Niestety, prawda jest taka, że na wyżywienie jednego żołnierza w ciągu miesiąca wydaje się co najwyżej 250-300 złotych. Czyli tym razem kwotę zawyżono 3-4 razy.

Poza danymi o utrzymaniu jednostek polskich podano także, że koszt utrzymania bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, wynosi miliard dolarów, co jest akurat zgodne z prawdą, lecz dalej podano, że rocznie z bazy za usługi do budżetu Nadrenii Palatynatu wpływa 349 milionów dol. Nie wyjaśniono niestety, co kryje się za słowem „usługi”. Ponieważ w istocie na usługi (drobne remonty, naprawy, usługi rzemieślnicze itp.) w budżetach armii amerykańskiej wydaję się średnio 1-2% budżetu. Z tego wynikałoby, że faktycznie w Ramstein nie wydaje się na usługi więcej niż 10-20 milionów dolarów. Potwierdzałyby to dane Trybuny, która podaje, że rocznie wszystkie bazy w Niemczech (z tego typu usług) wzbogacają budżet Niemiec na kwotę 184 milionów euro (czyli nieco ponad 200 milionów dolarów). Czyli dane Rzeczpospolitej są zawyżone co najmniej 17 razy.

Podobne w charakterze dane i wyliczenia podają inne gazety. Można tu zauważyć swoistą rywalizację, jeśli idzie o licytowanie się, jak wielkie sumy pieniędzy wpływają za pośrednictwem amerykańskich baz do budżetów niemieckich landów. We Wprost z 12.02.2004 („Lotniskowiec Polska”) czytamy: rozmawialiśmy z władzami i mieszkańcami Trewiru, miasta położonego w pobliżu bazy lotniczej w Spangdahlem (Eifel). Co roku dzięki bazie lokalna gospodarka jest zasilana kwotą 180 mln dolarów. Amerykanie ze Spangdahlem musieliby się bardzo natrudzić, aby sprostać tej tezie, ponieważ cały koszt utrzymania bazy (paliwo, koszt ćwiczeń, płace itd.) to nieco ponad 400 milionów dolarów. Biorąc pod uwagę koszty zamawianej żywności i usług, baza w Spangdahlem może zasilać lokalny budżet rocznie sumą około 20 milionów dolarów10). W tym samym temacie jeszcze dalej posuwa się Trybuna, sugerując, że według danych Ministerstwa Gospodarki landu: „do budżetu Nadrenii Palatynatu dzięki bazom rocznie do budżetu trafia 1,2 miliarda euro i przy bazach znajduje zatrudnienie 27 tysięcy Niemców”. Zastanawiające to dane, jeśli według oficjalnych niemieckich danych (ministerstwo gospodarki) w całych Niemczech zatrudnienie przy bazach w ostatnich latach mocno spadło i osiąga obecnie liczbę 20 tysięcy zatrudnionych.

Co więcej ze stron internetowych Palatynatu Nadrenii można się dowiedzieć, jak wyglądają wpływy do budżetu tego landu. Są tam zawarte dane o podmiotach wnoszących o wiele mniej, niż wspominane 1,2 miliarda euro, niemniej baz amerykańskich tam nie znajdziemy.

W tym niemieckim landzie stacjonuje około 24 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Jeśli przyjąć za bazę strukturę wydatków budżetu wojskowego USA, to na żywność, usługi i remonty Amerykanie nie powinni wydać więcej aniżeli 100-110 milionów euro. Do tego dołóżmy cywili niemieckich pracujących w bazach, czyli około 7 tysięcy osób (nie 27 tysięcy, chyba, że komuś niechcący przed siódemka dopisało się dwójkę) i ich roczne zarobki — około 160-200 mln euro. Jeżeli przyjmiemy (w ślad za doniesieniami polskich dziennikarzy), że ponad połowa Amerykanów stacjonuje w kwaterach prywatnych (nie wiedzieć, czemu, skoro za darmo mogą mieszkać w kwaterach specjalnie budowanych przez Amerykanów dla tych celów przy bazach), to dodatkowo można by dodać około 120 mln euro. Aby jeszcze sprostać danym Wprost załóżmy, że Amerykanie wydadzą w Niemczech na rozrywki aż dziesiątą część swoich zarobków (przepustek żołnierzom nie wydaję się co tydzień, a przecież trudno przyjmować, że podczas jednej przepustki żołnierz wyda 400 euro), to da nam łączną kwotę 500-550 mln euro. Jest to kwota skrajnie zawyżona. Najbardziej prawdopodobna wydaje się być kwota 250-300 mln euro w skali Nadrenii Palatynatu w ciągu roku. Czyli zyski we Wprost zawyżono 2.5-5 krotnie. Z kolei Trybuna w tekście „Odwrót wielkiej armii” twierdzi, że gospodarka całego landu jest uzależniona od wojskowych inwestycji. Roczny budżet Nadrenii Palatynatu sięga blisko 114 miliardów euro. Zastanawiające, jak 0.2-0.4% wpływów do tego budżetu, może uzależniać cała resztę gospodarki.

Wracając do Wprost, jego dziennikarze zawyżają sumy, jakie rzekomo Polska ma zyskać z inwestycji amerykańskich. Tutaj redaktorzy Wprost mieli na myśli zarówno bazy jak i offset amerykański za F-16. I tym razem autorzy „Lotniskowca Polska” pozwolili na pracę swojej wyobraźni. Jak wiadomo Amerykanie w chwili obecnej mają problemy z zaliczeniem choćby połowy puli (3 miliardy dolarów), która miała być offsetem za F-16. A realne wpływy z wojskowych baz amerykańskich do budżetu Polski w skali roku nie będą przewyższać kwoty 80 milionów dolarów (daleko do wspomnianych 20 miliardów), zakładając optymistycznie, że część żołnierzy będzie stacjonować w prywatnych kwaterach, że większość pożywienia będzie nabywana na miejscu11) i że bazach zatrudnienie znajdzie paruset Polaków oraz to, że Amerykanie zostawią tu część zarobionych pieniędzy. Lecz w Polsce ogólne ceny są kilka razy niższe niż w Niemczech, stąd i wpływy do lokalnych budżetów będą znacznie mniejsze. Ponadto od pobożnych życzeń, odejmując realia, zyski z baz amerykańskich w Polsce (przy założeniu, że będzie tu stacjonować około 5 tysięcy żołnierzy) mogą wynosić 20-30 milionów dolarów rocznie. „Likwidacja bezrobocia” powinna skutkować około 200-250 nowymi miejscami pracy, nie zaś 20 tysiącami (!), jak wmawia ludziom Wprost. Prawdopodobnie większe zyski może przynieść rozbudowa szarej strefy, czyli świadczenie seksualnych usług dla amerykańskich żołnierzy. Myślę, że w tej branży, przynajmniej lokalnie bazy mogą spowodować niemałe ożywienie. Zatem jedyne miliardy związane z bazami, o których wspominała polskojęzyczna prasa, to będą miliardy dolarów strat poniesionych przez polski budżet i obywateli naszego kraju.

Aneks

czyli o niecodziennych pieniądzach w codziennej prasie

W Rzeczpospolitej z 9.12.2003 Eliza Olczyk i Zbigniew Lentowicz, opierając się na danych czerpanych z „anonimowym dowódcą pewnej polskiej elitarnej brygady”, przytaczają niesamowite wyliczenia kosztów, jakie w ramach utrzymania polska jednostka zasila okoliczny budżet (w domyśle raczej gminy). Dalej dziennikarze sugerują, że zarobki lokalnej społeczności w okolicy, w której znajdzie się baza sił amerykańskich, będą jeszcze wyższe.

Oto dane z gazety i arytmetyczna ich weryfikacja:

Roczne wypłaty dla 60 pracowników cywilnych — 3.5 miliona złotych.
3.5 miliona dzielimy przez 60 (pracowników), następnie przez 12 miesięcy i uzyskujemy kwotę 4.861 złotych miesięcznie na osobę. Pracownikami cywilnymi są: księgowi (w tym przypadku kwota ta mogłaby się wydawać prawdopodobna), fryzjerzy, sprzątaczki, konserwatorzy itp.

Roczne wydatki na żywność dla niespełna 2000 tysięcznej brygady — 23 miliony złotych.
23 miliony dzielimy przez 1900 (ilość żołnierzy w brygadzie najczęściej jest jeszcze niższa), następnie przez 12 (miesięcy). Daje nam to kwotę 1008 złotych wydawanych miesięcznie na wyżywienie jednego żołnierza. Dla ułatwienia dodam, że w naszej armii miesięcznie na wyżywienie jednej osoby wydaje się 250-300 złotych.

Wywóz odpadów i nieczystości — 1 milion złotych.
Średnio w Polsce za wywóz tony odpadów płaci się 100-200 złotych. Po prostym dzieleniu okazuje się, że brygada chcąc wydawać milion złotych na wywóz odpadów, musiałaby ich produkować rocznie od 5000 do 10 000 ton. Czyli dziennie produkowano by od 13.7 do 27.4 tony śmieci. Czyli od 7.2 do 14.4 kilograma na osobę. Średnio w Polsce pojedyncza osoba produkuje jeden kilogram śmieci na dzień. Z tego wynika, że albo dowódca brygady wywozi na śmieci po kawałku czołgi, albo koszty wywozu śmieci zawyżono, co najmniej kilkukrotnie.

Roczne wydatki na leki i materiały medyczne — 500 000 tysięcy złotych.
Pół miliona dzielimy na 1900 (osób). Otrzymujemy 263 złote na roczne koszty leczenia jednego żołnierza. Nie wiadomo, czy żołnierze chorują rzadko, w każdym razie leczy się ich sporadycznie. Wątpliwe, aby każdy żołnierz przynajmniej raz w roku zachorował i to na tak wysoką kwotę leczenia. Tym bardziej, że cięższe przypadki leczone są w osobnych szpitalach wojskowych. Wydaje się, że kwota tych wydatków została zawyżona 5-6 razy.

Roczne wydatki na usługi telekomunikacyjne — 1 milion złotych.
Milion dzielimy na 12 (miesięcy). Otrzymujemy kwotę 83.3 tysiąca złotych opłat miesięcznie. Odejmijmy od tego kilka tysięcy złotych, (choć to pewnie mniejsze koszta) za opłatę abonamencką i ewentualne stałe łącza internetowe. I przyjmijmy, że jeden impuls to około 0.4 złotego. Podzielmy około 77 tysięcy złotych przez impuls, a da nam to sumę 192 tysięcy impulsów w ciągu miesiąca. Czyli 6416 impulsów wydzwanianych dziennie. Jeden impuls to trzy minuty. Jeden dzień składa się z 1440 minut, czyli 480 impulsów. Z tego wynikałoby, że w brygadzie przez 24 godziny na dobę dzwoni co najmniej 13 aparatów telefonicznych. No chyba, że sztabowcy lubią dzwonić pod 0700, co by wyjaśniało tak duże wydatki.

Roczny zakup artykułów biurowych, papierniczych, gospodarczych i chemicznych — 1 milion złotych.
Podobnie jak poprzednim razem, milion podzielny przez 365 (dni), a to nam pozwoli określić, iż dziennie na wydatki typu: papier toaletowy, chemia gospodarcza, notatniki, długopisy, tonery, papier ksero, druki dokumentów itp. przeznacza się 2739,7 złotego. Dla porównania w przeciętnym przedszkolu (50 osób nieustannie zużywających papier i się brudzących) miesięcznie wydaję się na tego typu zakupy około 2 tysięcy złotych. Lecz już szkoła ze stołówką (250 osób) wydaje tylko dwa razy więcej niż przedszkole (4 tysiące złotych miesięcznie). Po prostu tego typu koszty proporcjonalnie maleją wraz ze wzrostem ilości osób. Oczywiście w jednostce wojskowej ludzie przebywają dwa razy dłużej (nie licząc nocy) niż w szkole. Mimo tego i w tym przypadku wyliczenia wydatków brygady wydają się w mocno przesadzone (co najmniej dwukrotnie), chyba, że z papieru toaletowego robi się serpentyny i konfetti a tonerem do kserokopiarek pastuje buty.

Roczny podatek gruntowy — 300 tysięcy złotych, Podatek transportowy — 300 tysięcy złotych — wydają się wysoce prawdopodobne.
Z kolei roczne wydatki na transport w wysokości 1 miliona złotych wydają się prawdopodobne, ale pod warunkiem, że w kosztach uwzględnimy wydatki na paliwo i utrzymanie parku maszynowego, nie zaś, jak sugeruje tekst, opłaty za przewóz kolejowy ciężkiego sprzętu. Sprzęt taki z racji ćwiczeń poligonowych przewozi się rzadko. A najczęściej ćwiczenia odbywają się na terenie jednostki. Poza tym nie prawdą jest, że wojska płacą za wynajem platform samochodowych do przewozu ciężkiego sprzętu, ponieważ to jedynie wojsko znajduje się w posiadaniu takich platform, więc trudno, aby sobie samemu płacili za ich wynajęcie.
Natomiast trudne do zweryfikowania są podane roczne wydatki na remonty w wysokości 500 tysięcy złotych. Przy prowadzeniu pewnych inwestycji budowlanych na terenie jednostki to taka skala wydatków jest możliwa.

W każdym razie symptomatyczne jest, że dochodzi w przypadku tego typu tekstów do tak bezczelnych kłamstw. W związku z czym informator (dowódca brygady) celowo nie podaję swoich danych. Niemniej dzięki takiej formule buduje się tekst ze skrajnie tendencyjnymi informacjami. Z kolei autorzy tego tekstu, czy sama redakcja pisma, w razie zarzutu o fałsz zawsze mogą odwołać się do tego, iż cytowano „tylko anonimowego dowódcę”, czyli właściwie nikogo, więc nikogo do odpowiedzialności nie można pociągnąć, a kłamstwo jak to kłamstwo, powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, za którą to dewizą starają się kroczyć środki masowego przekazu w tym kraju.

Przypisy:

1) Wydatki militarne USA w latach: 2002 — 331,2 miliarda dol., 2003 ? 379,3 mld.dol, 2004 — 388 mld dol., 2005 ? 408,8 mld dol., 2006 429,6 mld dol., 2007 451,4 mld dol. (strona internetowa Departamentu Obrony USA: http://www.dtic.mil/comptroller/fy2003budget).
2) Od pierwszej wojny z Irakiem, Amerykanie swoje straty zaniżają (w zależności od typu sprzętu) od 3 do 40 razy. Wkrótce ukaże się osobna publikacja poddająca weryfikacji straty wojsk amerykańskich i państw atakowanych, skuteczności stosowanych broni oraz przebieg konfliktów.
3) Choć to mała pociecha dla Czechów, ponieważ w ostatnich miesiącach pojawiły się w prasie wojskowej informacje mówiące o chęci przejęcia 30% udziałów w SAAB/British Aerospace przez koncerny z USA (najpewniej Boeninga).
4) Dwie tego typu dywizje (1 dywizja Pancerna i 1 dywizja Kawalerii Pancernej) stacjonują obecnie w Niemczech i planowana jest ich dyslokacja. Wbrew temu, co na początku roku twierdził Rumsfeld, raczej nie zostaną one przeniesione do USA (mało opłacalne byłoby to dla USA posunięcie), lecz należy się spodziewać przerzucenia ich do Polski i na Bałkany.
5) W Niemczech wojska amerykańskie przebywają w sumie w ponad 80 miejscowościach. Najwięcej żołnierzy stacjonuje w Hesii ponad 25 tysięcy, Nadrenii Palatynacie nieco ponad 24 tysiące, Bawarii ponad 15 tysięcy.
6) Nowa Technika Wojskowa 12/03, str. 12.
7) Lądowanie zarówno z podwieszonym (niewykorzystanym) uzbrojeniem, jak i zbiornikami paliwa jest niedopuszczalne ze względów bezpieczeństwa. W związku, z czym samoloty przed lądowaniem pozbywają się tego balastu. Problem ten występował tylko marginalnie w lotnictwie polskim, gdy chodziło o eksploatację sprzętu radzieckiego. W samolotach sowieckich w odróżnieniu do Zachodnich kładziono mniejszy nacisk na zapewnienie dalekiego zasięgu, w związku z czym rzadko używane są podwieszane zbiorniki z paliwem.
8) Według danych Zachodnich (www.alternet.org) w wyniku tegoż zmarło do tej pory blisko 8 tysięcy żołnierzy amerykańskich, a 200 tysięcy uznawanych jest za chorych.
9) Pełne zestawienie i weryfikację danych zawartych w tekście podano w aneksie.
10) Są to dane zawyżone przyjmują bowiem, że całość wydatków na żywność jest ponoszona w Niemczech, podczas gdy wiadomo, że często większość żywności sprowadzana jest z USA.
11) Do baz węgierskich nawet wodę mineralną sprowadza się ze Stanów, a w strefie baz buduje się własne sklepy i kantyny.

Autor: 
Jakubowski Rafał