Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Wojna cywilizacji, czyli teoria z odzysku

Teoria światowego spisku islamskiego i zderzenia cywilizacji była kształtowana stopniowo od 1990 roku, aby, po upadku Związku Radzieckiego, dostarczyć zastępczej ideologii amerykańskiemu kompleksowi wojskowo-przemysłowemu. Jej głównymi wynalazcami byli brytyjski orientalista Bernard Lewis, amerykański strateg Samuel Huntington i francuski doradca Laurent Murawie. Pozwala ona usprawiedliwić, w sposób nie zawsze racjonalny, amerykańską wojnę krzyżową o ropę.

Zamachy z 11 września 2001 roku, przypisane przez administrację Busha “islamskiemu spiskowi”, zostały zinterpretowane w Stanach Zjednoczonych i Europie jako pierwszy objaw “zderzenia cywilizacji”. Świat arabomuzułmański miał rozpocząć wojnę przeciw cywilizacji judeochrześcijańskiej. Konflikt może zakończyć się jedynie triumfem jednego nad drugim, czyli zwycięstwem islamu z ogólnoświatowym Kalifatem (tzn. islamskim Imperium), albo “wartości amerykańskich” dzielonych ze zmodernizowanym islamem w zglobalizowanym świecie.

Doktryna Apokalipsy

Teoria islamskiego spisku i zderzenia cywilizacji daje prostą, globalną wizję. Porządkuje świat po zniknięciu ZSRR. Nie ma już konfliktu Wschód-Zachód, między dwoma supermocarstwami o antagonistycznych ideologiach, ale jest wojna między dwiema cywilizacjami, albo raczej między cywilizacją współczesną a archaiczną formą barbarzyństwa.

Twierdząc, że islam wzniecił wojnę przeciw wartościom Ameryki, teoria zakłada, że, przede wszystkim, islamu nie da się zmodernizować. Ta kultura jest nierozerwalnie związana z osiemnastowiecznym społeczeństwem arabskim utrwalając jego struktury, szczególnie niższy status kobiet. Nie widzi swojej ekspansji inaczej jak poprzez przemoc, na wzór wojen z czasów Proroka.

Teoria zakłada też, że “Ameryka” jest siewcą wolności, demokracji i bogactwa. To wcielenie współczesności, najwyższy punkt ludzkiego postępu i koniec Historii.

11 września 2001 to pierwsza bitwa wojny cywilizacji, tak jak Pearl Harbour było, dla Stanów Zjednoczonych, pierwszą bitwą drugiej wojny światowej. Ale ta wojna nie przypomina innych. W czasie dwóch ostatnich wojen światowych koalicje wojskowe toczyły tytaniczne walki. W czasie zimnej wojny walki zbrojne ograniczały się do stref peryferyjnych, albo do konfliktów o niskiej intensywności (partyzantka), podczas gdy konflikt centralny między dwoma supermocarstwami był ideologiczny. W następnej, czwartej wojnie światowej, która się właśnie rozpoczęła, klasyczne bitwy zostają zastąpione przez asymetryczne wojny: jedyne mocarstwo, światowy przywódca , toczy wojnę z niepaństwowym i wszechobecnym terroryzmem.

Nie chodzi o walkę między państwowym despotyzmem a grupami ruchu oporu, ale odwrotnie, o powstanie demokracji przeciwko islamskiej tyranii, która uciska świat arabomuzułmański i próbuje narzucić Kalifat całej reszcie.

Walka Dobra ze Złem ogniskuje się na Jerozolimie. To tutaj, po Armageddonie, powróci Chrystus, by zakończyć triumfem “jasne przeznaczenie” Stanów Zjednoczonych, “jedynego wolnego narodu na Ziemi”, któremu Boska Opatrzność nakazała “nieść w świat światło postępu”. Bezwarunkowe poparcie dla Izraela przeciw terroryzmowi islamskiemu stało się patriotycznym i religijnym obowiązkiem każdego obywatela amerykańskiego, nawet jeśli Żydzi mogą spodziewać się zbawienia dopiero po przejściu na chrześcijaństwo.

Kompleks

Takie przedstawienie teorii spisku islamskiego i zderzenia cywilizacji nie jest żadną przesadą. Jest wierne poglądom mediów i partii politycznych w Stanach Zjednoczonych. Można natomiast zastanowić się jednocześnie nad przesądami, które je zbudowały, jak i nad ich wewnętrzną koherencją oraz irracjonalną naturą.

Same idee świata arabomuzułmańskiego i judeochrześcijańskiego nie są niepodważalne. Na początku termin “juredochrzescijański” nie oznaczał wszystkich żydów i chrześcijan, ale wprost przeciwnie, grupkę pierwszych chrześcijan kiedy byli jeszcze żydami, zanim Kościół nie oddzielił się od Synagogi. Ale na koniec lat sześćdziesiątych, to jest po zbliżeniu izraelsko-amerykańskim i wojnie sześciodniowej, termin nabrał sensu politycznego. Określał blok atlantycki nazywany Zachodem przeciwko blokowi radzieckiemu, nazwanemu Wschodem. Da się tu zauważyć idee z odzysku. Zachód pozostaje dziś właściwie taki sam, tyle że wrogiem nie jest już Wschód tylko Orient. Całość tych koncepcji ma więcej wspólnego z propagandą niż z geografią i kulturą. Tak więc Australia i Japonia są politycznie zachodnie, tak samo zresztą jak dwa europejskie kraje o ludności muzułmańskiej, Turcja i Bośnia-Hercegowina. Największy problem: w wielu państwach, szczególnie wokół Morza Śródziemnego, nie da się odróżnić cywilizacji judeochrześcijańskiej od arabomuzułmańskiej.

Wojna cywilizacji zakłada więc wojny domowe w celu podzielenia ludności. Z tego punktu widzenia Jugosławia była udanym doświadczeniem. Kontynuacja i zakończenie procesów dzielenia wymaga zniszczenia ideałów świeckich. Na dalszą metę najważniejszy, strukturalny opór w łonie obozu “zachodniego” będzie więc stawiać republika francuska.[1]

Przesąd jakoby islam był nie do pogodzenia ze światem współczesnym i demokracją wynika z szerokiej niewiedzy. Sam termin “świat arabomuzułmański” podkreśla, że islam jest szerszy niż świat arabski, ale niewielu Amerykanów wie, że Indonezja jest największym państwem muzułmańskim na świecie. Czy da się rozsądnie powiedzieć, że Abu Dhabi czy Dubaj są mniej współczesne niż Kansas? Szczerze twierdzić, że Bahrein jest mniej demokratyczny niż Floryda? Jednym z filarów tej teorii jest utożsamianie islamu z osiemnastowieczną Arabią, choć nikomu przecież nie przyjdzie do głowy utożsamiać chrześcijaństwo ze starożytnością Bliskiego Wschodu.

Poza tym ta teoria opiera się na wierze w “wartości amerykańskie”. Chodzi o wiarę, bo jak inaczej mieć tak wielką estymę dla kraju, którego konstytucja nie uznaje suwerenności narodu, którego prezydenta nie wybrano tylko mianowano, gdzie korupcja posłów nie jest zabroniona lecz reglamentowana, gdzie aresztowanych można trzymać w sekrecie, który utrzymuje obóz koncentracyjny Guantanamo, który praktykuje karę śmierci i tortury, gdzie każdego ranka właściciele koncernów prasowych dostają rozkazy z Białego Domu, który bombarduje cywilów w Afganistanie, który porywa demokratycznie wybranego prezydenta Haiti, który płaci najemnikom by dokonały przewrotów w Wenezueli i na Kubie, itd.?

W końcu ta teoria jest niepodzielnie związana z myślą religijną o charakterze apokaliptycznym. Rewolucja amerykańska była bardzo złożonym ruchem, w którym mieszały się najróżniejsze ideologie. Ale ostatecznie Stany Zjednoczone zbudowano na fundamencie religijnym i to do niego powraca aktualna administracja. Rota przysięgi, obowiązująca od zimnej wojny i kontestowana teraz przed Sądem Najwyższym, zakłada, że żeby być Amerykaninem trzeba wierzyć w Boga. George W. Bush wszedł do Białego Domu z wiarą w Jezusa jako programem politycznym. Zgodnie z fundamentalistycznymi wierzeniami uważa, że ludzkość została stworzona zaledwie kilka tysięcy lat temu i że nie było ewolucji. W Białym Domu założył Biuro Inicjatyw Opartych na Wierze. Prokurator generalny John Ashcroft przyjął dewizę “Tylko Jezus jest naszym królem”. Sekretarz Zdrowia zniósł programy profilaktyczne w imię przekonań religijnych. Sekretarz Obrony wcielił misjonarzy pastora Grahama do sił koalicyjnych, by nawracali Irakijczyków, itd. Patrząc na to wszystko można się zastanawiać czy rzeczywiście Stany Zjednoczone są krajem nowoczesnym, otwartym i tolerancyjnym czy też są wcieleniem archaicznego sekciarstwa.

Pochodzenie teorii

Wyrażenie “zderzenie cywilizacji” pojawiło się pierwszy raz w 1990, w artykule orientalisty Bernarda Lewisa o miłym tytule “Korzenie muzułmańskiej wściekłości” [2]. Myśl jest rzucona: islam nie przynosi niczego dobrego, więc muzułmanie odczuwają z tego powodu gorycz, która zmienia się we wściekłość przeciw Zachodowi. Pewne jest jednak zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, jak też libanizacja Bliskiego Wschodu i wzmocnienie Izraela.

Dziś 88-letni, Bernard Lewis urodził się w Zjednoczonym Królestwie. Studiował prawo i islam. W czasie drugiej wojny światowej służył w wywiadzie wojskowym biura arabskiego Forein Office. W latach sześćdziesiątych został słuchanym ekspertem Royal Institute of International Affairs. Wyspecjalizował się w brytyjskiej ingerencji humanitarnej w imperium osmańskim, był jednym z ostatnich obrońców British Empire. Ale w 1974 emigrował do Ameryki. Został profesorem w Princeton, naturalizował się. Wkrótce został współpracownikiem Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy do spraw bezpieczeństwa prezydenta Cartera. Razem wymyślili koncept “łuku niestabilności” i zaproponowali destabilizację komunistycznego rządu w Afganistanie. We Francji Bernard Lewis został członkiem bardzo atlantyckiej Fundacji Saint-Simon, dla której w 1993 roku zredagował książkę “Islam i demokracja”. “Le Monde” przeprowadził z nim wtedy wywiad. Lewis zabrał się za negowanie ludobójstwa Ormian, za co później został skazany.

Pojęcie zderzenia cywilizacji jednak szybko się rozwijało. Przeszło od neokolonialnego dyskursu o wyższości białego człowieka do opisu światowego konfliktu o niepewnym zakończeniu. Tę nową wizję zawdzięczamy profesorowi Samuelowi Huntingtonowi, który nie zna się na islamie, tylko strategii. Rozwinął ją w dwóch artykułach “Zderzenie cywilizacji” i “Zachód jest jedyny, nie powszechny” oraz w książce pod oryginalnym tytułem “Zderzenie cywilizacji i przekształcenie porządku światowego”.[3]

Nie chodzi już o wojnę przeciwko muzułmanom, ale o wojnę najpierw z nimi a potem z Chinami. Stany Zjednoczone, jak w micie o Horacjuszach i Kuriacjuszach, jeśli chcą ostatecznie wygrać, powinny eliminować przeciwników jednego po drugim.

Samuel Huntington jest jednym z najważniejszych intelektualistów naszych czasów. Nie dlatego, żeby jego dzieła były wiarygodne i błyskotliwe, ale dlatego, że tworzą ideologiczny szkielet współczesnego faszyzmu.

W swojej pierwszej książce “Żołnierz i państwo”, która wyszła w 1957, próbuje pokazać, że istnieje zjednoczona ideologicznie, wojskowa kasta podczas gdy cywile są ciągle podzieleni politycznie[4]. Rozwija koncepcję społeczeństwa, w którym handel byłby całkiem wolny i w którym władza polityczna należałaby do właścicieli koncernów międzynarodowych, strzeżonych przez specjalną gwardię przyboczną.

W 1968 opublikował w Londynie “Porządek polityczny w zmieniających się społeczeństwach”, tezę, według której tylko reżimy autorytarne są zdolne do modernizacji krajów trzeciego świata[5]. W sekrecie uczestniczy w formowaniu grupy doradców, która przedstawiła kandydatowi na prezydenta Richardowi Nixonowi raport na temat wzmocnienia tajnych akcji CIA [6].

W latach 1969-70 Henry Kissinger, który doceniał gust tajnych akcji, poparł jego nominację do prezydenckiej Komisji rozwoju międzynarodowego [7]. Huntington prowadzi dialektyczną grę z Departamentem Stanu i koncernami ponadnarodowymi: departament stworzy nacisk na kraje rozwijające się, aby przyjęły liberalizm i zaprzestały nacjonalizacji, podczas gdy koncerny będą służyć znajomością krajów, w których już działają[8].

Wchodzi do Wilson Center i zakłada przegląd “Foreign Policy”. W 1974 Henry Kissinger mianuje go do Komisji stosunków USA-Ameryka Łacińska. Bierze aktywny udział w ustanowieniu reżimów generałów Augusto Pinocheta w Chile i Jorge Rafaela Videla w Argentynie. Pierwszy raz testuje swój model społeczny

i udowadnia, że wolna gospodarka może funkcjonować w dyktaturze wojskowej. Jednocześnie jego przyjaciel Zbigniew Brzeziński wciąga go do prywatnego kręgu Komisji trójstronnej. Pisze dla niej raport “Kryzys demokracji”[9], w którym opowiada się za społeczeństwem bardziej elitarnym, w którym dostęp do uniwersytetów byłby rzadszy, a wolność prasy pod kontrolą.

Podczas gdy Jimmy Carter pozbywał się członków administracji Nixona i Forda a Stany Zjednoczone zmieniały swoją politykę w Ameryce Łacińskiej Huntington został odłowiony przez swego przyjaciela Brzezińskiego, nowego doradcę do spraw bezpieczeństwa narodowego. Zostaje więc w Białym Domu i zajmuje się koordynacją planowania Rady. To wtedy zaczyna ścisłą współpracę z Bernardem Lewisem i zaczyna widzieć konieczność dominacji najpierw stref naftowych, a dopiero potem podbicia komunistycznych Chin. To jeszcze się nie nazywa zderzenie cywilizacji, ale już je przypomina.

Ale profesor Samuel Huntington musi stawić czoło skandalowi. Wychodzi na jaw, że jego artykuły w uniwersyteckich biuletynach, usprawiedliwiające użycie tajnych służb dla utrzymania porządku w krajach gdzie nagle zginął dyktator, były sponsorowane przez CIA. Nie szkodzi, Frank Carlucci mianuje go do połączonej Komisji bezpieczeństwa narodowego Departamentu Obrony ds. zintegrowanej strategii długoterminowej[10]. Jego raport posłuży za ideologiczną bazę programu “wojen gwiezdnych”.

Profesor Huntington zarządza dziś Domem Wolności (Freedom House), antykomunistycznym stowarzyszeniem, któremu przewodniczy James Woosley, były szef CIA.

Jerozolima i Mekka

Teoria wojny cywilizacji skupia się na kwestiach religijnych. Judeochrześcijańska kontrola Jerozolimy jest niezbędnym talizmanem globalnego zwycięstwa. Jeśli Zachód straci święte miasto, straci siłę na spełnienie swego jasnego przeznaczenia, swojej boskiej misji. Podobnie gdyby muzułmanie stracili kontrolę Mekki ich religia rozpadłaby się. Oczywiście wszystko to nie jest zbyt racjonalne, ale takie wierzenia są wszechobecne w amerykańskich mediach popularnych. Świetnie wpisują się też w język polityczny.

10 lipca 2002 roku Donald Rumsfeld i Paul Wolfowitz zwołali zebranie konsultacyjnego Komitetu polityki obronnej[11]. Było tylko około tuzina obecnych. Wysłuchują wystąpienia francuskiego eksperta Rand Corporation. Laurent Murawiec radzi wyrzucić Saudów z Arabii. Konferencja ma trzy części, Murawiec wyświetla dwadzieścia cztery diapozytywy: Najpierw podejmuje teorie Bernarda Lewisa: świat arabski przeżywa kryzys od dwóch wieków. Był niezdolny do należytej realizacji rewolucji przemysłowej i informatycznej. Ta porażka wywołuje frustracje, która zmienia się w antyzachodnią wściekłość. Tym bardziej, że Arabowie nie potrafią debatować, gdyż w ich kulturze przemoc jest jedyną formą polityki. Z tego punktu widzenia zamachy 11 września 2001 są tylko symptomatycznym wyrazem ich agresji.

W drugiej części Murawie przekonuje, że saudyjską rodzinę królewską przerosły wydarzenia. Rozwinęła ona wahhabizm na świecie by walczyć z komunizmem i irańską rewolucją, ale dzisiaj nie kontroluje już swoich działań.

Na koniec ekspert proponuje strategię: Saudowie mają jednocześnie ropę naftową (tu jesteśmy), petrodolary i kontolę miejsc świętych. Są jedynym ośrodkiem, wokół którego organizuje się świat arabo-muzułmański. Pozbawiając się Saudów Stany Zjednoczone mogą przejąć ropę, której potrzebują dla swojej gospodarki, pieniądze za ropę, które niepotrzebnie kiedyś wydali i przede wszystkim miejsca święte, więc kontrolę muzułmańskiej religii. A kiedy islam się załamie, Izrael będzie mógł anektować Egipt.

Laurent Murawiec był doradcą francuskiego ministra obrony Pierre’a Chevenement i wykładowcą Wyższej szkoły nauk społecznych (EHESS)[12]. Był też długoletnim doradcą Lyndona Larouche, ale nagle go opuścił, by dołączyć do neokonserwatystów. Jest dziś ekspertem w Hudson Institute Richarda Perle’a i współpracuje z Middle East Forum Daniela Pipesa.

Tamto spotkanie narobiło hałasu. Ambasador Arabii Saudyjskiej żądał wyjaśnień a Perle’a poproszono o większą dyskrecję przez jakiś czas; Murawiec musiał opuścić Rand Corporation. Tak czy inaczej to zebranie zostało całkiem świadomie zwołane przez Rumsfelda i Wolfowitza. Chodziło o sprawdzenie jak daleko może posunąć się Pentagon.

Przypisy:

[1] Odróżniamy tu Republikę francuską jako ideę od Francji - państwa narodowego
[2] « The Roots of Muslim Rage » Bernard Lewis, Atlantic Monthly, wrzesień1990.
[3] « The Clash of Civilizations ? » i « The West Unique, Not Universal », Foreign Affairs, 1993 i 1996 ; The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order, 1996.
[4] The Soldier and the State, Samuel Huntington, Harvard University Press, 1957
[5] Political Order in Changing Societies, Samuel Huntington, Yale University Press, 1968.
[6] Do grupy należeli: Francis M. Baton, Richard M. Bissell Jr, Roger D. Fisher, Samuel Huntington, Lyman Kirkpatrick, Henry Loomis, Max Milliken, Lucian W. Pye, Edwin O. Reischauer, Adam Yarmolinsky i Franklin A. Lindsay.
[7] Presidential Task Force on International Development, przewodniczący Rudolph Peterson.
[8] The United States in Changing World Economy, US Governement Printing Office, 1971.
[9] The Crisis of Democracy par Crozier, Huntington et Watanuki, New York Press University, 1975.
[10] Commission on Integrated Long-Term Strategy. Należą do niej: Charles M. Herzfeld, Fred C. Iklé, Albert J. Wohlstetter, Anne Armstrong, Zbigniew Brzezinski, William P. Clark, W. Graham Claytor, Jr, generał Andrew J. Goodpaster, admirał James L. Holloway. III, Samuel P. Huntington, Henry A. Kissinger, Joshua Lederberg, oraz generałowie Bernard A. Schriever i John W. Vessey.
[11] Przewodniczył Richard Perle, do Defense Policy Board Advisory Committee należą: Kenneth Adelman, Richard V. Allen, Martin Anderson, Gary S. Becker, Barry M. Blechman, Harold Brown, Eliot Cohen, Devon Cross, Ronald Fogleman, Thomas S. Foley, Tillie K. Fowler, Newt Gingrich, Gerald Hillman, Charles A. Horner, Fred C. Ikle, David Jeremiah, Henry Kissinger, William Owens, J. Danforth Quayle, Henry S. Rowen, James R. Schlesinger, Jack Sheehan, Kiron Skinner, Walter B. Slocombe, Hal Sonnenfeldt, Terry Teague, Ruth Wedgwood, Chris Williams, Pete Wilson et R. James Woolsey, Jr.
[12] Stworzona po wyzwoleniu pod impulsem CIA EHESS miała równoważyć CNRS, pod wpływem komunistów. Szkoła ta jest w dużej części finansowana przez Fundację Francusko-Amerykańską.

Autor: 
Meyssan Thierry