Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Rynek Globalny

Według większości badaczy 20 wiek był jednym z najbardziej rewolucyjnych okresów w historii świata, nie tylko w sensie politycznym czy ekonomicznym, ale również społecznym. Jednak pod pewnym względem koniec tego wieku przypomina jego początek. Dziś, podobnie jak sto lat temu, wydaje się nam, że cały świat jest zintegrowany w jeden wielki rynek, gdzie, jak się twierdzi, państwa nie mają innego wyjścia, tylko przystąpić do twardej rywalizacji o coraz bardziej mobilny kapitał.

W czasie ostatnich dziesięciu lat takie właśnie postrzeganie rzeczywistości przybrało postać idei "globalizacji", określającej proces zmian napędzany w głównej mierze przez postęp technologiczny związany z transferem, gromadzeniem i przetwarzaniem informacji. Ale, jak zauważyli krytycy tej idei, innowacja towarzysząca wynalezieniu kolei, silnika parowego i samochodu, telegrafu, radia czy telefonu w swoich czasach była nie mniejszą rewelacją niż nowość tak zwanej "rewolucji informacyjnej" dzisiaj (Harvey, 1995). Nawet "wirtualna aktywność ekonomiczna" nie jest tak nowa, jak może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Gospodarka obejmująca cały świat, pozostająca w bliskim związku z przepływem informacji w czasie rzeczywistym, pojawiła się po raz pierwszy nie w latach 70. naszego wieku, ale sto lat wcześniej - w latach 80. wieku 19, kiedy to system podwodnych kabli telegraficznych umożliwił rozpoczęcie integracji rynków finansowych oraz innych ważnych sektorów gospodarki na całym świecie w sposób nie różniący się znacznie od dzisiejszej ekonomii opartej na komunikacji satelitarnej (Hirst i Thompson, 1996). Szybkość i pojemność komunikacyjnych i informacyjnych sieci globalnych jest oczywiście o wiele większa niż sto lat temu. Mimo to, dopiero w latach 90. naszego wieku poziom całkowitej integracji światowych gospodarek narodowych za pośrednictwem handlu, inwestycji, pożyczek i kredytów zaczął zbliżać się do tego osiągniętego na początku tego stulecia (Zevin, 1992; Hirst i Thompson, 1996).

To podobieństwo pod względem warunków towarzyszących rozważanym tu przemianom nie powinno być traktowane jako oznaka ciągłości. Przeciwnie - po głębszym rozważeniu początkowe podobieństwa ukazują absolutną heterogeniczność związaną tu z fundamentalnymi przekształceniami, które zniszczyły rynek światowy ustanowiony na początku wieku i odtworzyły go później na zupełnie innych podstawach. Ten proces globalnej "twórczej destrukcji" pojawił się jako skutek nie odnotowanych dotąd w historii katalizatorów rozwoju ludzkości (wojny, rewolucje i kontrrewolucje), które odcisnęły na naszym stuleciu nieusuwalne piętno.

Ewentualność, że analogiczny proces może również odnosić się i do nadchodzącego wieku została spostrzeżona niedawno przez jednego z najbardziej kompetentnych uczestników w globalnej grze finansowej naszych czasów. W swoim tekście opublikowanym w The Atlantic Monthly, urodzony na Węgrzech finansista-kosmopolita George Soros ("The Capitalst Threat", 1997) porównuje obecne sukcesy leseferyzmu kapitalistycznego z sytuacją sprzed stu lat. Pomimo rezygnacji ze standardu złota i obecności siły imperialnej (Wielkiej Brytanii) gotowej, w razie zagrożenia dla systemu, zaangażować siły zbrojne nawet na odległych terytoriach, rynek globalny, który pojawił się w drugiej połowie 19 wieku w końcu się rozpadł. Dopóki nie nauczymy się czerpać nauki z doświadczeń, ostrzega Soros, może się stać tak, że również i dzisiejszy system światowy pozbawionych regulacji rynków upadnie. O jakie doświadczenia chodzi? I cóż możemy się z nich nauczyć?

Rynek globalny w okresie hegemonii brytyjskiej

Jak zauważył David Harvey (1995), trudno wyobrazić sobie bardziej przekonujący opis globalizacji w takiej jej postaci, jaka znana jest nam dzisiaj, niż ten zaproponowany 150 lat temu w "Manifeście komunistycznym". Odnosząc się do wyzwań stawianych przez ciągle rozrastający się rynek, Marks i Engels stwierdzają, że burżuazja definiuje, przygotowuje i ustanawia stosunki panujące "na powierzchni całej ziemi". W rezultacie produkcja oraz konsumpcja nabywają kosmopolitycznego charakteru. "Wszystkie powstałe w dawnych czasach przemysły narodowe... zostają wyparte przez nowe, których wprowadzenie dla wszystkich cywilizowanych narodów jest kwestią życia i śmierci - takie, które już nie przetwarzają surowców krajowych, ale te sprowadzane z odległych zakątków świata; takie, których produkty są konsumowane nie tylko na miejscu, ale i wszędzie indziej... W miejsce starego lokalnego i narodowego zacisza i samowystarczalności otrzymujemy wielopłaszczyznową komitywę, powszechną współzależność narodów".

Oczywiście proces odtwarzania rynku światowego na podstawach industrialnych - jak zostało to określone przez Marksa i Engelsa - nie zaczął się podczas przygotowywania publikacji pierwszego wydania "Manifestu komunistycznego". W roku 1848 poza Wielką Brytanią żaden kraj nie posiadał swojej sieci kolejowej. Ale w czasie następnych 30 lat kolej i silniki parowe sprawiły, że świat jak nigdy dotąd stał się jednolitą gospodarką, której poszczególne części pozostawały ze sobą w ścisłym związku. Nawet najbardziej odległe zakątki świata - jak pisze Eric Hobsbawm - zaczęły "łączyć się ze sobą dzięki środkom komunikacji, których regularność, zdolność transportowa w przenoszeniu towarów i ludzi, a przede wszystkim szybkość, nie miały precedensu". Dzięki ustanowieniu systemu transportowego i komunikacyjnego handel światowy rozrósł się do nie odnotowanych dotąd rozmiarów. Od lat 40. do 70. 19 wieku handel między głównymi państwami europejskimi zwiększył się ponad czterokrotnie, podczas gdy wartość wymiany pomiędzy Wielką Brytanią, Imperium Osmańskim, Ameryką Łacińską, Indiami i Autralazją wzrosła około sześciokrotnie (Hobsbawm, 1979).

Jednak formowanie się rynku globalnego nie było, w przeciwieństwie do wizjonerskich uwag Marksa i Engelsa, rezultatem ślepych sił rynkowych działających w próżni politycznej. Było ono raczej skutkiem działalności korporacji kierowanych przez najsilniejsze państwo tamtej epoki, które jednocześnie udzielało temu procesowi aktywnego wsparcia - Zjednoczone Królestwo. Stało się wyrazem brytyjskiej hegemonii światowej, na której powstanie miało wpływ kilka czynników. Trzy z nich są kluczowe dla zrozumienia powstania i upadku 19-wiecznego rynku globalnego. Po pierwsze - była to wyjątkowa maestria Wielkiej Brytanii w utrzymywaniu równowagi sił w Europie. Po drugie - wiodąca rola tego kraju w liberalizacji handlu w świecie zachodnim. I po trzecie - brytyjski prymat w budowaniu imperium na terytoriach nie-zachodnich.

W ramach europejskiego systemu suwerenności państwowej ustanowionego formalnie na mocy Traktatu w Westfalii (1648), niezależność jego członków miała być gwarantowana dzięki mechanizmowi równowagi sił, czyli dzięki zdolności trzech lub więcej państw do użycia siły w celu zabezpieczenia pozycji słabszych członków na wypadek wzrostu potencjału państw silniejszych. Aż do końca wojen napoleońskich mechanizm ten działał jako wieczna wojna w gronie zmieniających się partnerów. Ale pomiędzy latami 1815-1914 Europa cieszyła się najdłuższym okresem prawie nieprzerwanego pokoju w swojej historii. "Fakt, że w 19 wieku ten sam mechanizm (równowagi sił) wywołał pokój a nie wojnę - zauważa Karl Polanyi (1957) - jest zagadką, która stanowi prawdziwe wyzwanie dla historyka".

Anomalia ta staje się wyraźna, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że system suwerenności państwowej powołany do życia w Westfalii w rzeczywistości oznaczał anarchię, czyli brak centralnych rządów. System, który się narodził po wojnach napoleońskich pod tym względem znacznie różnił się od poprzedniego. W sensie prawnym suwerenność państw była zapewniana, umacniana i stopniowo rozszerzana na nowe niepodległe państwa powstające w obu Amerykach. Jednak tak naprawdę mechanizm równowagi sił został przekształcony w instrument sprawowania nieformalnych rządów nad rozrośniętym systemem państw suwerennych przez jedno państwo - Wielką Brytanię.

Podczas wojen napoleońskich Wielkiej Brytanii udało się zdobyć znaczny wpływ na europejską równowagę sił, dzięki swoimi dominującym rządom nad nie-europejskimi zasobami. Kiedy wojny się skończyły, jej działania zostały nakierowane na ugruntowanie tego wpływu za wszelką cenę. Z jednej strony dała ona gwarancję absolutystycznym reżimom w Europie kontynentalnej zjednoczonym w Świętym Przymierzu, że jakiekolwiek zmiany w układzie sił na Kontynencie będą mogły zajść jedynie za zgodą ustanowionej właśnie Wspólnoty Europy. Z drugiej strony spowodowała zaistnienie dwóch głównych sił opozycyjnych w stosunku do Świętego Przymierza. W Europie postarała się, żeby pokonana Francja została traktowana jako Wielka Potęga, która jednak cały czas miała być kontrolowana dzięki istnieniu drugiej linii sił, których suwerenność była gwarantowana przez Wspólnotę. W Amerykach przeciwstawiła się planom Świętego Przymierza, aby przywrócić rządy kolonialne, dzięki ustanowieniu zasady powstrzymywania się od interwencji w Ameryce Łacińskiej i dzięki zasugerowaniu Stanom Zjednoczonym, aby przestrzegały tej zasady. Idea, która później stała się słynna jako Doktryna Monroe - czyli nie ingerowanie Europy w sprawy Ameryki - była pierwotnie polityką brytyjską.

Dzięki tego typu strategii Wielka Brytania sprawiła, że zachowanie i umocnienie pokawałkowanej i opartej na równowadze struktury sił w Europie Kontynentalnej, które miało przynosić korzyści przede wszystkim jej samej, zaczęło być rozumiane jako coś bardziej ogólnego - jako interes zarówno jej wcześniejszych wrogów, jak i sojuszników, zarówno nowych republik amerykańskich, jak i starych monarchii w Europie. Wielka Brytania ukazała swoje prawdziwe intencje, zwracając część wschodnich i zachodnich Indii Holandii i Francji, oraz dostarczając rządom zachodnim i kręgom biznesowym takich "dóbr wspólnych" jak ochrona handlu morskiego czy wyniki badań i pomiarów oceanów. W ten sposób proces pokojowy pod nadzorem Wielkiej Brytanii umożliwił zaistnienie warunków sprzyjających integrowaniu się gospodarki globalnej na skalę dotąd niespotykaną. Dopóki europejska równowaga sił opierała się na bezustannych wojnach pomiędzy różnymi stronami, doktryny merkantylistyczne mówiące o samowystarczalności państw i nadzwyczajnym wyzysku kolonialnym miały swoje naturalne miejsce w europejskiej świadomości politycznej. Jednak gdy tylko Wielkiej Brytanii udało się zmienić równowagę sił w Europie w narzędzie pokoju, waga samowystarczalności narodowej osłabła, a kwestia współzależności ekonomicznej przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.

Rola Wielkiej Brytanii w liberalizacji handlu w świecie zachodnim jeszcze bardziej potwierdza tę tendencję - faktyczne przywództwo brytyjskie w tym procesie ucieleśniło się dzięki jednostronnemu otwarciu rynku wewnętrznego Wielkiej Brytanii i osiągnęło kulminację w powołaniu do życia Prawa Kukurydzianego z 1848 roku oraz Praw Nawigacyjnych z roku 1849. W czasie kolejnych dwudziestu lat blisko jedna trzecia eksportu z pozostałych części świata wędrowała do Wielkiej Brytanii - Stany Zjednoczone z ponad 25 procentami globalnego importu i eksportu były największym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, a kraje europejskie kolejnym, z następnymi 25 procentami. Masywny i gwałtownie rozwijający się import obniżył koszty dostaw żywności i innych dóbr w Wielkiej Brytanii, jednocześnie dostarczając reszcie świata środków, dzięki którym możliwe stało się kupowanie brytyjskich produktów. Spora i ciągle rosnąca liczba państw i terytoriów została w ten sposób uwikłana, na bezprecedensową skalę, w "podział pracy", który zwiększał udziały poszczególnych uczestników tej "gry" w zorganizowanym wokół Wielkiej Brytanii rynku globalnym, tym bardziej, jak rynek ten stawał się praktycznie jedynym źródłem "krytycznego" dochodu i jedynym miejscem, w którym można było sprzedać towary produkowane przez lokalny przemysł.

Rządy brytyjskie nad europejską równowagą sił oraz przywództwo Wielkiej Brytanii w liberalizacji handlu wzajemnie się rozwijały i wspólnie umacniały ekonomiczną współzależność państw Zachodu, których istnienie było nie do pomyślenia bez wpływu Wielkiej Brytanii, która stała się główną manufakturą i centralnym bazarem świata. Jednakże cała ta konstrukcja spoczywała na roli Wielkiej Brytanii jako wiodącej zachodniej potęgi imperialnej w świecie nie-zachodnim. Dzięki temu zwierzchnictwu miała ona dostęp do zasobów potrzebnych do kontrolowania mechanizmu równowagi sił oraz do jednostronnego, z powodu nieustannie deficytowych relacji w obrocie handlowym, praktykowania wolnego handlu.

Pod każdym względem decydujące okazało się tu ustanowienie imperium brytyjskiego w Indiach. Potężne "obciążenie" demograficzne Indii miało wielkie znaczenie dla globalnej potęgi Wielkiej Brytanii, zarówno w sensie handlowym, jak i militarnym. Pod względem handlowym robotnicy hinduscy zostali przekształceni z głównych rywali europejskiego przemysłu tekstylnego w przodujących producentów taniego pożywienia oraz tragarzy surowców dla Europy. Militarnie, zgodnie ze słowami Lorda Salisbury, "Indie były brytyjskimi koszarami na morzach wschodnich, z których, nie płacąc ani pensa, możemy powołać dowolną ilość żołnierzy". Opłacani całkowicie przez hinduskich podatników żołnierze ci byli zorganizowani w armię kolonialną typu europejskiego, którą wykorzystywano regularnie w niekończącym się cyklu wojen (według niektórych obliczeń, pomiędzy latami 1873 a 1900 w sumie zostały przeprowadzone 72 oddzielne kampanie). Z ich pomocą Wielka Brytania otworzyła Azję i Afrykę na zachodni handel, inwestycje oraz wpływy. Byli oni "żelazną pięścią w aksamitnej rękawicy ekspansjonizmu wiktoriańskiego... głównym środkiem przymusu kryjącym się za umiędzynarodowieniem przemysłowego kapitalizmu" (Washbrook 1990).

Równie istotne, cieszące się złą sławą Home Charges - w ramach których Indie miały płacić za przywilej bycia grabionymi i wykorzystywanymi przez Wielką Brytanię - oraz kontrola ze strony Bank of England rezerw walutowych Indii, wspólnie sprawiły, że Indie stały się jeńcem brytyjskiej globalnej finansowej i handlowej supremacji. Deficyt w bilansie płatniczym Indii w stosunku do Wielkiej Brytanii oraz dodatnie saldo Wielkiej Brytanii w handlu z resztą świata umożliwił tej ostatniej obciążenie swoim wewnętrznym deficytem pozostałe kraje, z którymi utrzymywała ona kontakty gospodarcze. Bez zmuszenia Indii do zrównoważenia bilansu płatniczego imperium brytyjskiego, Zjednoczone Królestwo nie mogłoby "użyć dochodów ze swoich zamorskich inwestycji na kolejne inwestycje zagraniczne, i nadać międzynarodowemu systemowi monetarnemu płynności, która została przez nie pochłonięta jako dochód inwestycyjny". Co więcej, rezerwy walutowe Indii "dostarczały potężnej 'siły manewrowej' - masse de manoeuvre, której władze monetarne Wielkiej Brytanii mogły użyć do uzupełniania swoich własnych rezerw oraz do podtrzymywania centralnej pozycji Londynu w międzynarodowym systemie pieniężnym" (de Cecco, 1984).

Podsumowując, rynek globalny, który zaistniał w drugiej połowie 19 wieku dzięki rozszerzeniu rewolucji przemysłowej na transport dalekomorski oraz komunikację był wyrazem nie mającej sobie równych i bezprecedensowej potęgi Wielkiej Brytanii. W świecie zachodnim potęga ta była oparta przede wszystkim na zgodzie związanej z przekonaniem, że dominacja brytyjska służy ogólnemu interesowi Zachodu. W świecie nie-zachodnim jej podstawą była przemoc - Wielka Brytania mogła w każdej chwili wyrwać siłą to, co posiadali ludzie tam żyjący. Przyczyn unicestwienia rynku globalnego w pierwszej połowie 20 wieku należy poszukiwać przede wszystkim w stopniowym wyczerpywaniu się tych dwóch źródeł brytyjskiej hegemonii światowej.

Kryzys i belle epoque: era edwardiańska

"Gdy tylko wielkie inwestycje związane z budową statków parowych i kolei zaczęły przynosić owoce, cały kontynent stanął otworem, a lawina zboża zasypała nieszczęśliwą Europę" (Polanyi, 1957). Rezultatem był Wielki Kryzys z lat 1873-1896, według słów Davida Landesa "najbardziej drastyczna deflacja, jaką pamiętała ludzkość". Załamanie się cen towarów uniemożliwiło odzyskanie zainwestowanego kapitału. Zyski zmalały, a stopy procentowe spadły tak bardzo, że zmusiło to ekonomistów do "stawienia czoła możliwości istnienia kapitału w tak wielkich ilościach, że wydawał się on dostępny za darmo". Dopiero pod koniec wieku ceny, a wraz z nimi i zyski, zaczęły rosnąć. Wraz z poprawą warunków do robienia interesów mroki poprzednich dekad rozproszyły się przed nadchodzącą powszechną euforią. "Znowu wszystko wydawało się być na swoim miejscu - bez względu na zgrzyt broni i ostrzegawcze marksistowskie diagnozy wieszczące 'ostatnie stadium' kapitalizmu. W całej Europie Zachodniej okres ten został zapamiętany jako stare dobre czasy - era edwardiańska, la belle époque" (Landes, 1969).

Belle epoque nie trwała długo. "Zgrzyt broni" nie był odgłosem "ostatniego stadium" kapitalizmu, ale zasygnalizował zbliżający się schyłek globalnego rynku, tego, który został ustanowiony w ramach hegemonii brytyjskiej. Jak twierdzi Hobsbawm (1986): "kiedy już ekonomiczne słońce inflacji kolejny raz przedarło się przez gęstą mgłę, zaczęło świecić dla zupełnie innego świata". Zmieniły się przede wszystkim dwie rzeczy. Przemysłowe i imperialne podwaliny brytyjskiej hegemonii zostały rozsadzone zanim spróbowano je zmodernizować. Wielka Brytania przestała już być warsztatem światowym, straciła też pozycję jedynej potęgi umacniającej swoje imperium dzięki terytoriom zamorskim.

Rozprzestrzenienie się industrializacji i imperializmu, wzajemnie się wspierających, było konsekwencją Wielkiego Kryzysu. Spustoszenie rolnictwa europejskiego wytworzyło potężny bodziec do uprzemysłowienia, tak aby dostarczyć niewykorzystanej sile roboczej, kapitałowi i przedsiębiorstwom alternatywnych możliwości działania. Z kolei nacisk na uprzemysłowienie odświeżył tendencje merkantylistyczne w postaci protekcjonizmu "wewnętrznego" (w celu ochrony nowych gałęzi przemysłu przed rosnącą konkurencją globalną) i imperializmu "na zewnątrz" (aby ustanowić polityczną kontrolę nad zasobami surowców i zbytem towarów). "Imperializm i niezamierzone przygotowanie gruntu dla autarchii były osobliwym sposobem działania mocarstw, które okazywały się coraz bardziej uzależnione od rozwoju sytuacji w kruchym systemie światowej ekonomii" (Polanyi, 1957).

Ekspansja industrializmu i merkantylizmu aż do wybuchu pierwszej wojny światowej nie zagrażała roli Wielkiej Brytanii jako centralnej kasy rynku światowego. Przeciwnie - to właśnie w momencie zanikania jego przemysłowego i imperialnego prymatu państwo to skorzystało najbardziej dzięki funkcji, którą pełniło w obrocie globalnym. "Podczas gdy (brytyjski) przemysł obumierał, finanse państwowe święciły swoje triumfy - usługi Wielkiej Brytanii jako przewoźnika, handlowca i pośrednika w światowym systemie monetarnym stały się jeszcze bardziej niezastąpione. I rzeczywiście, jeśli Londyn kiedykolwiek był prawdziwym ekonomicznym rdzeniem świata, z funtem szterlingiem jako głównym jego komponentem, miało to miejsce pomiędzy rokiem 1870 a 1913" (Hobsbawm, 1968). Jak zauważył na przełomie wieków Halford Mackinder w swojej mowie wygłoszonej do grupy bankierów londyńskich, industrializacja kolejnych państw uwypukliła znaczenie centralnej kasy, która "będzie zawsze znajdowała się tam, gdzie zgromadzony jest największy kapitał". Brytyjczycy "to generalnie ludzie z kapitałem, a ci, którzy posiadają kapitał zawsze korzystają z pracy umysłu i mięśni innych" (cytowane w: Hugill, 1993).

Pod tym względem pozycja Wielkiej Brytanii ery edwardiańskiej przypominała tę, którą posiadali wszyscy pozostali liderzy światowego kapitalizmu w końcowych fazach swojego przywództwa. Jak zauważył Fernand Braudel w Les tempes du monde (1979), wszystkie ważniejsze ekspansje handlu światowego i produkcji globalnej powodowały akumulację kapitału większą niż wymagały tego normalne kanały przynoszących zyski inwestycji. Kiedykolwiek zachodziła tego typu sytuacja, centra, z których ekspansja była przeprowadzana musiały nagle dokonywać potwierdzenia, przynajmniej przez jakiś czas, swojej dominującej pozycji w procesie globalnej akumulacji kapitału, za pośrednictwem wzrostu specjalizacji w pośredniczeniu w transakcjach finansowych. Doświadczyła tego nie tylko Wielka Brytania podczas ery edwardiańskiej, ale też Holandia w wieku 18 oraz genewska diaspora kapitalistyczna z drugiej połowy 16 wieku. Jak zobaczymy, stało się to też udziałem Stanów Zjednoczonych podczas belle époque ery Reagana.

U korzeni wszystkich tych doświadczeń tkwi podwójna tendencja, przeciwko której obraca się nadmierna akumulacja kapitału. Z jednej strony zarówno grupy, jak i jednostki związane z obrotem kapitału reagowały na jego akumulację przekraczającą zyski z reinwestycji w kanały handlu i produkcji, starając się nieustannie upłynniać efekt wzrostu swoich dochodów z przepływu gotówki. Tendencja ta spowodowała powstanie nadmiernej masy płynnego kapitału gotowego do natychmiastowego wykorzystania, bezpośrednio lub w ramach spekulacji, pożyczek czy kredytów. Z drugiej strony grupy kapitałowe na danym terytorium reagowały na coraz ściślejsze ograniczenia budżetowe, będące rezultatem spowolnienia procesu ekspansji handlu i produkcji, konkurując ze sobą w zaciekły sposób o kapitał gromadzony na rynkach finansowych. Rezultatem tej tendencji była masywna, obejmująca cały system redystrybucja dochodu i bogactwa z wszelkiego rodzaju wspólnot do agencji kontrolujących mobilny kapitał, zwiększających i podtrzymujących w ten sposób rentowność transakcji finansowych związanych coraz luźniej z handlem i produkcją towarów (Arrighi, 1994).

Centra kierujące zamierającą ekspansją gospodarki światowej znajdują się w uprzywilejowanej pozycji, dzięki której są w stanie obrócić tę podwójną tendencję na swoją korzyść. Bycie w środku globalnej sieci handlu oznacza lepszy dostęp do globalnych zasobów dodatkowego kapitału. To z kolei oznacza możliwość podstępnego ciągnięcia zysków z rosnącej rywalizacji o znajdujący się w ciągłym ruchu kapitał, która zwraca przeciwko sobie państwa. Dokładnie taki mechanizm umożliwił Wielkiej Brytanii, czy przynajmniej jej kapitalistycznym klasom, czerpać cały czas dochody z pracy fizycznej i umysłowej innych państw jeszcze długo po tym, jak w połowie 19 wieku światowa ekspansja handlu zorganizowanego wokół Wielkiej Brytanii zaczęła tracić swój impet. Ale zdolność Wielkiej Brytanii do ciągłego korzystania z tej sytuacji, tak jak w przypadku jej holenderskich i genewskich poprzedników, nie była pozbawiona ograniczeń. Jak podkreślił Braudel, powracająca dominacja kapitału finansowego jest "oznaką jesieni". Nadchodzi wtedy czas, gdy lider poprzedniej ekspansji handlu światowego zaczyna zbierać owoce swojego przywództwa w ogólnoświatowym procesie akumulacji kapitału. Ale jest to również czas, gdy ta wiodąca pozycja staje się coraz bardziej podważana.

W przypadku Wielkiej Brytanii, rozprzestrzenienie się industrializacji nie zniosło samej dominacji tego państwa pod względem handlowym i finansowym. Wpłynęła ona jednak w kluczowy sposób na geopolityczne fundamenty tej dominacji. Zwłaszcza industrializm niemiecki, uznawany za "najważniejsze dokonanie półwiecza poprzedzającego wybuch pierwszej wojny światowej - ważniejsze nawet od równie spektakularnego wzrostu w Stanach Zjednoczonych, po prostu dlatego, że Niemcy były wplątane w europejskie sieci władzy, a w okresie tym losy świata znajdowały się w rękach Europy" (Landes, 1969; patrz także Kennedy, 1987).

W związku z tym trzeba pamiętać, że rozprzestrzenienie się industrializacji w ogóle, a przemysłu niemieckiego w szczególności, nie było po prostu odpowiedzią na krach i rozsadzenie wcześniejszego porządku wskutek Wielkiego Kryzysu z lat 1873-96. Było również odbiciem coraz wyraźniejszej tendencji ukierunkowywania produkcji i rewolucji przemysłowej na sztukę wojenną, którą William McNeill (1982) nazwał "uprzemysłowieniem wojennym". W rezultacie tego ukierunkowania, do lat 70. naszego wieku potencjał przemysłowy stały się najważniejszym czynnikiem równowagi sił wśród państw Zachodu.

Przemiana ta zaczęła się w połowie wieku 19, kiedy flota francuska wzbogaciła się o najbardziej wówczas zaawansowany zbrojny statek parowy, który poważnie zagroził brytyjskiej dominacji na morzach. Każde posunięcie Francji powodowało natychmiastową reakcję ze strony Wielkiej Brytanii, której towarzyszyła publiczna agitacja na rzecz zwiększenia supremacji na oceanach. Kiedy tylko inne państwa dołączyły do wyścigu zbrojeń, a z pomocą narodowi przyszła też moc wyzwolona w ramach rywalizacji gospodarczej, uprzemysłowienie wojny zaczęło rozwijać się według własnej dynamiki, której już ani Wielka Brytania, ani Francja, razem lub osobno, nie były w stanie kontrolować. Do lat 60. 19 wieku pojawił się zorganizowany globalnie przemysł zbrojeniowy. "Nawet technicznie zaawansowane arsenały rządów Francji, Wielkiej Brytanii czy Prus powoli blakły w porównaniu z tym, co byli w stanie zaoferować prywatni przemysłowcy, którzy nie mieli nic przeciwko, żeby afiszować się ze swoimi pomysłami na prześcignięcie państwa w produkcji broni" (McNeill, 1982).

Rozszerzając swobodę działania marynarki wojennej, technologia parowa jednocześnie zmniejszyła znaczenie sił lądowych. Te ostatnie mogły mieć szanse na rehabilitację jedynie dzięki zmechanizowaniu swojego systemu transportu lądowego oraz przyspieszeniu własnego procesu uprzemysłowienia. Budowa wydajnych sieci kolei państwowych stała się w ten sposób integralnym aspektem aktywności wojennej ze strony państwa, nie tylko w Rosji, ale również w Europie Środkowej i Wschodniej, a zwłaszcza w Prusach (Niemczech) i Piemoncie (Włoszech). Budowa linii kolejowych w Europie stała się jednocześnie najważniejszą oznaką kurczącej się przepaści przemysłowej pomiędzy Wielką Brytanią a państwami Europy kontynentalnej.

Tak czy inaczej, rozprzestrzenienie się industrializacji zrewolucjonizowało geografię strategiczną, likwidując też praktycznie panowanie Brytyjskie w europejskiej strukturze równowagi sił oraz brytyjską supremację na oceanach świata. Wzrost zagrożenia, zbrojenie się i coraz częstsza retoryka fanatycznego patriotyzmu ery edwardiańskiej "mogły zaistnieć, ponieważ świat okazał się nagle wypełniony potęgami przemysłowymi, których podstawy metropolitarne, w sensie zasobów i siły roboczej oraz produkcji przemysłowej były potencjalnie o wiele bogatsze od tych, którymi dysponowała Wielka Brytania" (Gamble, 1985). Gwałtowna industrializacja Niemiec była faktem, który szczególnie niepokoił Brytyjczyków, ponieważ stworzyła ona warunki dla powstania sił lądowych w Europie, które wkrótce mogły się okazać kluczem do panowania na Kontynencie i które stanowiły wyzwanie dla brytyjskiej supremacji opartej na kontroli mórz. Po 1902 roku wyścig w budowie pancernych statków parowych z Niemcami zmusił Wielką Brytanię do zgromadzenia swoich sił morskich na wodach "domowego" Morza Północnego, co znacznie naruszyło środki służące do kontroli sytuacji w imperium, które było rozrzucone po całym świecie. To przesunięcie w europejskim i światowym systemie kontroli pokoju leżało "u podstaw stopniowego re-formowania sił, które znalazło swoje spełnienie w ideach Ententy i Trójprzymierza; stało się gruntem politycznej i morskiej rywalizacji Anglii i Niemiec, a także przyczyną obaw Francuzów w stosunku do ich wrogów na wschód od Renu; zwiększyło prawdopodobieństwo wybuchu wojny oraz zdefiniowało, kto w jakim obozie podczas ewentualnego konfliktu się znajdzie" (Landes, 1969).

Kres rynku globalnego zorganizowanego wokół Wielkiej Brytanii

Nagły wzrost wydatków rządowych w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową jeszcze bardziej zdynamizował ekspansję finansową skoncentrowaną wokół Wielkiej Brytanii. Jednak w momencie wybuchu wojny astronomiczne koszty związane z jej prowadzeniem szybko zniszczyły podstawy brytyjskiej hegemonii finansowej. W czasie wojny kraj ten w dalszym ciągu pełnił funkcję bankiera i pożyczkodawcy na światowym rynku kredytowym, nie tylko dla siebie - udzielał też kredytów dla Rosji, Włoch i Francji. Wyglądało to jak powtórka z 18 wieku, kiedy to Wielka Brytania odgrywała rolę "bankiera koalicyjnego" w czasie wojen przeciwko Francji, z jedną istotną różnicą w postaci faktu istnienia potężnego deficytu handlowego ze Stanami Zjednoczonymi, które dostarczały aliantom warte miliardy dolarów amunicję oraz pożywienie, żądając w zamian niewielu towarów. "Ani przekazanie złota, ani sprzedaż ogromnych obligacji dolarowych Wielkiej Brytanii nie mogły zasypać tej przepaści; mogłyby to zrobić jedynie pożyczki przekazane przez rynki finansowe Nowego Jorku i Chicago, aby zapłacić w dolarach amerykańskim producentom amunicji" (Kennedy, 1987).

Kiedy własne zdolności kredytowe Wielkiej Brytanii praktycznie się wyczerpały, USA rzuciły do walki własne siły ekonomiczne i militarne, przenosząc równowagę na korzyść swojego wierzyciela. Panowanie nad europejską równowagą sił, co było dotąd domeną Wielkiej Brytanii, zostało przekazane Stanom Zjednoczonym. "Wyspiarskość", której nie mógł już zapewnić Kanał Angielski, w dalszym ciągu była gwarantowana dzięki Atlantykowi. Co ważniejsze - wraz z rozwojem środków transportu i komunikacji, które pokonywały bariery związane z przestrzenią, dystans Ameryki stawał się coraz mniejszym ograniczeniem gospodarczym i militarnym. "W rzeczywistości, gdy Pacyfik zaczął stawać się konkurencyjną strefą ekonomiczną w stosunku do Atlantyku, USA jako wyspa-kontynent z nieograniczonym dostępem do obydwu głównych oceanów świata stały się niepodważalnym centrum" (Goldstein i Rapkin, 1991).

Idea przetransformowania tej "wyspy-kontynentu" w zintegrowany rolniczo-przemysłowy kompleks pojawiła się w obiegu politycznym w Stanach Zjednoczonych dość wcześnie. Pojęcie "systemu amerykańskiego" jest w istocie blisko związane z programem ochronnym zainicjowanym przez Henry Clay'a w jego mowie dotyczącej podatków celnych przed amerykańską Izbą Reprezentantów z 1824 roku, jej źródeł można też się doszukiwać w ściśle "amerykańskim sposobie produkcji", który dotyczył wytwarzania drobnej broni i innych dóbr produkowanych seryjnie w połowie 19 wieku. "Rozwój wewnętrzny oraz ochrona interesów amerykańskich, siły roboczej, przemysłu i sztuki" - pisał jeden z komentatorów Clay'a - "są powszechnie rozumiane jako wiodące parametry konstytuujące system amerykański (Hounshell, 1984).

Jednak prawdziwie zintegrowany kontynentalny system USA został w pełni rozwinięty dopiero po wyeliminowaniu, dzięki Wojnie Domowej z lat 1860-65, wszystkich politycznych ograniczeń krępujących ambicje przemysłowców z Północy, żeby pełnić rolę zarządców narodowej gospodarki. Podczas gdy Kontynent zajęty był tworzeniem swojej infrastruktury kolejowej, przede wszystkim dzięki finansowemu wsparciu ze strony Wielkiej Brytanii, Stany Zjednoczone zdobyły uprzywilejowany dostęp do dwóch największych oceanów świata i mogła zostać ustanowiona złożona struktura wyjątkowych możliwości produkcyjnych, tak w przemyśle, jak i, co szczególnie istotne, w rolnictwie. Ta gigantyczna wyspa, przynajmniej pod względem swojego potencjału, była o wiele potężniejszym kompleksem militarno-przemysłowym niż jakiekolwiek struktury tego typu, które rodziły się w tym czasie w Europie. Do lat 50. 19 wieku USA stały się liderem w produkcji maszyn dla drobnego przemysłu zbrojeniowego. W latach 60. pokaz praktycznego wykorzystania tego potencjału miał miejsce w ramach Wojny Domowej, "pierwszym sformalizowanym przykładzie zindustrializowanej wojny". Decyzja rządu USA, aby zmniejszyć ilość fabryk zbrojeniowych po Wojnie Domowej tylko na pewien czas zamroziła przywództwo Stanów Zjednoczonych w dziedzinie przemysłu wojennego. "Wyraźna polityka i potencjał militarny USA, który na krótko znalazł swój wyraz w czasie i pod koniec Wojny Domowej, przestrzegły mocarstwa europejskie przed jakąkolwiek militarną wyprawą do Nowego Świata" (McNeill, 1982).

Zatem już przed pierwszą wojną światową Stany Zjednoczone zaczęły być postrzegane jako lokalna potęga, która znacznie ograniczała globalną władzę hegemonicznej Wielkiej Brytanii. Pojawienie się północnoamerykańskiego giganta zaczęło podważać również brytyjska dominację w świecie finansowym. Już w 1910 roku USA kontrolowały 31 procent oficjalnych światowych rezerw złota, podczas gdy Bank of England regulował system monetarny całego świata z rezerwami złota liczącymi sobie mniej niż 15 procent rezerw USA. Tak długo jak USA były ściśle uzależnione od Wielkiej Brytanii - co miało miejsce aż do 1914 roku - sytuacja ta kolidowała z wiodącą rolą City londyńskiego w świecie wielkich finansów: kredyty brytyjskie udzielane Stanom Zjednoczonym oznaczały możliwość roszczeń w stosunku do rezerw złota USA i w związku z tym pełniły tak samo skuteczną funkcję jak samo złoto. Jednak kiedy tylko USA odkupiły swoje długi od Wielkiej Brytanii, dzięki uzbrojeniu, maszynom, żywności i surowcom, których wartość znacznie przekraczała należności, które Wielka Brytania była w stanie uregulować dzięki swoim ówczesnym dochodom - rezerwy USA przestały uzupełniać rezerwy sztyrlinga kolonialnego i pełnić funkcję nieoficjalnego wsparcia dla światowego systemu monetarnego.

Likwidacja aktywów amerykańskich Wielkiej Brytanii podczas wojny radykalnie osłabiła finansową pozycję Londynu i postawiła Bank of England w stanie oskarżenia za regulowanie światowym system monetarnym za pomocą nieadekwatnego poziomu rezerw. W tym samym czasie prosperity panująca w USA dała nieograniczone możliwości pożyczek wewnętrznych i zagranicznych na masową skalę. W czasie jednej dekady stało się jasne, że osłabiony światowy system monetarny skupiony wokół Londynu nie był już w stanie utrzymać krążących wszędzie fal kapitału amerykańskiego. Pomiędzy latami 1924-1929 Stany Zjednoczone udzieliły obcym państwom prawie dwa razy tyle pożyczek, co Wielka Brytania (Kindleberger, 1973). Ale już w 1927 roku trwający od jakiegoś czasu boom na Wall Street zaczął odwracać fundusze amerykańskie z zagranicy na inwestycje krajowe, działając jak potężna pompa ssąca. Pożyczki udzielane za granicą przez USA spadły z ponad 1.000 miliona dolarów w 1927 roku, do 700 milionów w roku 1928, a w roku 1929 - kiedy opłaty z obsługi kredytu w stosunku do kredytu w dolarach sięgnęły 800 milionów - przyniosły negatywne skutki (Eichengreen i Portes, 1990).

Chociaż pierwsze sygnały nadchodzącego załamania się skoncentrowanego wokół Londynu światowego systemu monetarnego nadeszły z Wall Street, a następnie odbiły się głośnym echem w bankach na południowym wschodzie Stanów, najsłabsze ogniwo struktury międzynarodowego systemu finansowego nie znajdowało się w USA, ale w Europie. Upadek wielkiego banku wiedeńskiego Credit-Anstalt w maju 1931 roku wywarł swój wpływ na znacznie potężniejszy niemiecki Donatbank, który również upadł. Londyński rynek pieniężny zaczął się chwiać w posadach, a 21 września Wielka Brytania wyłamała się ze standardu złota; podążyło za nią kolejnych dwadzieścia jeden państw na całym świecie (Marichal, 1989; Kindleberger, 1988).

W przeddzień Krachu z 1929 roku, Norman H. Davis, bankier z Wall Street i wcześniejszy Podsekretarz Stanu, wystosował dramatyczną przestrogę do rządu USA. Po pierwsze argumentował, że wypłacalność Europy w obsłudze lub spłacie długów w stosunku do Stanów Zjednoczonych była całkowicie uzależniona od inicjatywy USA w zniesieniu barier handlowych, a następnie naszkicował obraz tego, co może się zdarzyć, jeśli jego postulaty nie zostaną uwzględnione. "Świat pod względem gospodarczym jest obecnie tak bardzo połączony sieciami zależności, że decyzje podjęte przez jeden kraj wpływają na dobrobyt wszystkich innych. Żadnego państwa nie stać na rozwijanie swojej własnej suwerenności bez rozważenia, jaki to będzie miało wpływ na inne narody. Egoizm narodowy wywołuje międzynarodowe działania zapobiegawcze. Składniki gospodarki światowej muszą pracować wspólnie, a nie oddzielnie (cytowane w: Frieden, 1987).

Zalecenia Davisa spotkały się z głuchym odzewem. Stany Zjednoczone wiodły za sobą Europę, ale w kierunku przeciwnym do tego, za którym opowiadali się bankierzy z Wall Street. Pojawienie się Wielkiego Krachu było ponadto nieuniknione ze względu na to, że w maju 1929 roku Izba Reprezentantów przegłosowała bardzo restrykcyjne prawo celne Smoot-Hawley'a (Smoot-Hawley Tariff Bill). Po Krachu, w marcu 1930 roku akt ten został też przyjęty przez Senat - wszedł on w życie w czerwcu. Jego wpływ na szczątki skoncentrowanego wokół Wielkiej Brytanii rynku globalnego był miażdżący. Konferencja, która została zwołana, aby omówić szczegóły dokumentu - Stany Zjednoczone oczywiście ani myślały w niej uczestniczyć - nie doprowadziła do niczego. Co gorsza, nowa ustawa wywołała bezpośrednią wrogość ze strony 9 państw - jeszcze więcej odrzuciło ją nieformalnie. Na brytyjski system priorytetów kolonialnych ustanowiony na podstawie Porozumienia w Ottawie (Ottawa Agreement - 1932) ogromny wpływ miała reakcja Kanady właśnie na Cła Smoot-Hawley'a (Kindleberger, 1973).

Podpisanie ustawy Smoot-Hawley'a - jak pisał Sir Arthur Salter w 1932 roku - było "punktem zwrotnym w historii świata" (cytowane w: Kindleberger, 1973). Polanyi za taki punkt zwrotny uznał rok 1931 - rok ostatecznego krachu standardu złota. Nieważne, którą argumentację przyjmiemy, pewne jest natomiast, że obydwa te wydarzenia były blisko ze sobą powiązanymi aspektami jednego fenomenu - ostatecznego załamania się dziewiętnastowiecznego globalnego rynku. "Na początku lat 30. nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Oznakami transformacji były: odrzucenie przez Wielką Brytanię standardu złota, Plany Pięcioletnie w Rosji, rozpoczęcie programu Nowy Ład, narodowo-socjalistyczna rewolucja w Niemczech, niemoc Ligi w obliczu autarkii imperiów. Podczas gdy pod koniec Wielkiej Wojny ideały dziewiętnastowieczne były dominujące, a ich wpływ miał wyznaczyć losy świata w następnej dekadzie, do roku 1940 wszelki ślad po systemie międzynarodowym zaginął, a narody, poza kilkoma niszami, rozpoczęły swój żywot w zupełnie odmienionym świecie zależności międzynarodowych" (Polanyi, 1957).

Odbudowa rynku globalnego w ramach hegemonii amerykańskiej

Stosunki międzynarodowe w 1940 roku nie były tak nowe, jak twierdził Polanyi. Poza niespotykaną dotąd intensywnością, brutalnością i dążeniem do samounicestwienia, konfrontacja militarna, która poróżniła wielkie mocarstwa przypominała konflikt, który sprawił, że możliwe stało się ustanowienie hegemonii światowej Wielkiej Brytanii na początku lat 40. 19 wieku. Napięcia, które pojawiły się obecnie dość szybko doprowadziły do obwieszczenia nowych rządów i nowego porządku światowego - skupionego wokół Stanów Zjednoczonych. Jego kontury zostały zarysowane do momentu zakończenia drugiej wojny światowej: w Bretton Woods określono podstawy nowego systemu monetarnego; w Hiroszimie i Nagasaki nowe śmiercionośne narzędzie przybliżyło zasadę działania podpory militarnej tego nowego ładu globalnego; a w San Francisco, w ramach Karty Narodów Zjednoczonych wylano fundamenty pod nowe normy i reguły legitymizacji dla istnienia państw i wywoływania wojen.

Kiedy tworzono nowy porządek światowy, nie istniał jeszcze rynek globalny. Gdy tylko gospodarka skoncentrowana wokół Wielkiej Brytanii załamała się na początku lat 30., według słów Hobsbawma (1992), "światowy kapitalizm skurczył się do swoich domków, w których rządziły zasady gospodarki państw narodowych i związanych z nią imperiów". Rynek globalny, który powstał w drugiej połowie wieku pod rządami USA był polityczną konstrukcją w takim samym stopniu, jak ten, który rozpadł się w pierwszej połowie wieku. Ale w swojej istocie był to inny byt. Zgodnie z wynikami prac Grupy badawczej powstałej na początku lat 50. z funduszy Woodrow Wilson Foundation i National Planning Association, Stany Zjednoczone nie mogły promować integracji gospodarczej za pomocą środków podobnych do tych stosowanych przez Wielka Brytanię w 19 wieku. Środki te były ściśle związane z brytyjskim "uzależnieniem od handlu zagranicznego, szerokim wpływem jego handlowych i finansowych instytucji, oraz fundamentalną spójnością między jego polityką dotyczącą gospodarki narodowej a tą potrzebną do integrowania się gospodarki światowej". W przeciwieństwie do tego Stany Zjednoczone "jedynie częściowo zintegrowały się z systemem gospodarki światowej, z którym jednocześnie, również częściowo, konkurowały i którego ustalone zasady i sposoby działania starały się co jakiś czas zakłócać. Nie istniały żadne amerykańskie handlowe lub finansowe instytucje, które byłyby w stanie spajać i zarządzać codziennymi operacjami na światowym rynku handlowym" (National Planning Association, 1955).

Różnica staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy staramy się zrozumieć, po pierwsze, dlaczego apele kierowane w latach 30. przez Normana Davisa do rządu amerykańskiego o pokierowanie Europą w liberalizacji handlu trafiały w pustkę, i po drugie - czemu rynek globalny stworzony przez Stany Zjednoczone po drugiej wojnie światowej odszedł znacznie od tego, co powołała do życia Wielka Brytania w 19 wieku. Norman Davis i inni komentatorzy z Wall Street byli oczywiście bardzo przewidujący i świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że niechęć państw do "wspólnej pracy" w ramach rozlatującego się światowego rynku oznaczała, że państwa te szybko zaczną "rozkładać się oddzielnie". Jednakże z diagnozy tej nie wynikało, że w mocy lub w interesie Stanów Zjednoczonych leżało zapobieżenie procesowi dezintegracji rynku globalnego, który zawiązał się pod rządami Wielkiej Brytanii.

U podstaw zapaści leżało rosnące uzależnienie wielkich mocarstw Europy od coraz bardziej chwiejnego rynku światowego. Wypływające stąd napięcia polityczne znalazły swoje ujście w 1914 roku. Pierwsza wojna światowa oraz Traktat Wersalski pozornie wyciszyły tarcia, eliminując rywala w postaci Niemiec. Ale osłabianie się centrum finansowego rynku globalnego jeszcze bardziej podważało jego wiarygodność. W tych warunkach Stany Zjednoczone nie mogły zbyt wiele zdziałać, aby zapobiec ostatecznej anihilacji rynku światowego, nawet jeśli ich przywódcy rzeczywiście mieli by taką wolę. W latach 20. USA rościły już sobie prawo do ponad 40 procent produkcji światowej, ale nie "ewoluowały w 'naturalne' centrum pośredniczące w wymianie w ramach ekonomii międzynarodowej, którym był Londyn". Pozostały "odizolowanym gigantem... słabo zintegrowanym z gospodarką światową". Ich system finansowy "nie był w stanie wytworzyć koniecznej płynności międzynarodowej... za pośrednictwem oferujących kredyty sieci banków i rynków... Londyn zmarnował swoje bogactwo, ale jego rynki pozostały najważniejszymi pojedynczymi centrami globalnego handlowego i finansowego obrotu" (Ingham, 1994).

W tym samym czasie strukturalna samowystarczalność, kontynentalna separacja i konkurencyjność w przemysłowej produkcji środków do prowadzenia wojny sprawiły, że Stany Zjednoczone znalazły się na unikalnej pozycji, nie tylko z możliwością dbania o swoje interesy, ale też czerpania korzyści w jeszcze większym stopniu niż w czasie trwania pierwszej wojny światowej dzięki załamaniu rynku globalnego kierowanego przez Wielką Brytanię. Początkowo załamanie to wywarło bardziej niszczący wpływ na gospodarkę wewnętrzną Stanów Zjednoczonych niż na samą Wielką Brytanię. Mimo to społeczna i ekonomiczna restrukturyzacja przeprowadzona za czasów Nowego Ładu Roosevelta jako bezpośrednia odpowiedź na ten wpływ miała wkrótce umocnić pozycję USA podczas drugiej wojny światowej. "O ile przed wojną gospodarka Ameryki była jedną z najpotężniejszych na świecie, to po wojnie stała się ona centrum w gwałtownie rozwijającej się ekonomii światowej. O ile przed wojną potencjał militarny Ameryki jedynie sporadycznie wpływał na konflikty na świecie, po wojnie jej parasol nuklearny wspierany przez nowoczesne siły konwencjonalne sterroryzował jedną część świata, zapewniając bezpieczeństwo drugiej" (Schurmann, 1974).

Wzmacniając potęgę i bogactwo USA, druga wojna światowa pokazała również, że są one zakorzenione w mogącym stanowić zagrożenie chaotycznym świecie. Według słów Franza Schurmanna, "bezpieczeństwo i strach były symbolami określającymi nastawienie polityki, którą kierowały się Stany Zjednoczone pod koniec drugiej wojny światowej - chaos wywoływał strach, który mógł być pokonany tylko dzięki zapewnieniu bezpieczeństwa". Takie nastawienie ukształtowało się już w czasie rządów Roosevelta podczas wojny i opierało się na tej samej ideologii bezpieczeństwa, która obowiązywała podczas budowania Nowego Ładu. "Istotą Nowego Ładu była idea, że rząd musi być szczodry, aby zapewnić bezpieczeństwo i rozwój. W ten sposób powojenne bezpieczeństwo miało być związane z liberalną polityką finansową państwa, dzięki której można by było przezwyciężyć chaos spowodowany drugą wojną światową" (Schurmann, 1974).

W rozumieniu Roosevelta globalizacja Nowego Ładu USA i Organizacja Narodów Zjednoczonych miały stać się jądrem rządu światowego, który Stany Zjednoczone miały zdominować tak, jak Partia Demokratyczna zdominowała Kongres USA. Podczas gdy Liga Narodów rządziła się zasadniczo według 19-wiecznego pojęcia stosunków międzynarodowych, ONZ była oparta całkowicie na zasadach konstytucyjnych USA. "Rewolucja Amerykańska udowodniła, że narody mogą powstać dzięki świadomemu i rozważnemu działaniu ludzi... To, co Roosevelt z takim rozmachem powołał do życia i rozwijał, było rozszerzeniem procesu tworzenia władzy na cały świat" (Schurmann, 1974).

Porozumienia z Bretton Woods - które rozpoczęły rekonstrukcję rynku światowego w ramach hegemonii USA - były integralną częścią tego planu. Tak jak Nowy Ład był poprzedzony przeniesieniem nadzoru nad narodowymi finansami USA z rąk prywatnych do publicznych, powojenny globalny nowy ład poprzedził podobny proces - na poziomie gospodarki globalnej. Zgodnie z tym, co twierdził Henry Morgenthau w czasie, gdy podpisywano porozumienia z Bretoon Woods, pomoc dla ONZ oznaczała wsparcie dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ponieważ instytucje bezpieczeństwa i finansów miały się dopełniać tak jak ostrza w nożyczkach (cytowane w: Calleo i Rowland, 1973). I rzeczywiście, pierwotnym znaczeniem tych porozumień dla rekonstrukcji rynku globalnego był nie tyle standard wymiany dolara na złoto, tam wprowadzony, ani powołane na ich podstawie międzynarodowe organizacje finansowe (MFW i Bank Światowy), co rezygnacja w zarządzaniu wielkimi finansami z prywatnych inicjatyw na rzecz instrumentów publicznych - samo w sobie takie postawienie sprawy oznaczało znaczny odwrót od tego, co obowiązywało na rynku globalnym w czasie hegemonii brytyjskiej" (Ingham, 1994).

Zamiana ta nie wystarczała jednakże do pobudzenia masowej redystrybucji funduszy i innych zasobów Stanów Zjednoczonych w stronę pozostałych części świata, która była niezbędna do przezwyciężenia chaosu wywołanego wojną. Po zakończeniu wojny jedyną formą redystrybucji funduszy na świecie, która nie spotkała się ze sprzeciwem Kongresu USA były prywatne inwestycje za granicą. Stworzono wiele udogodnień, aby podnieść ilość kapitału amerykańskiego obecnego za granicą. Ale pomimo tych inicjatyw, kapitał ten nie okazał się wystarczający do przerwania zaklętego kręgu, który ograniczał jego globalną ekspansję. Niedostateczna ilość środków za granicą sprawiała, że obce rządy nie spieszyły się ze zniesieniem kontroli wymiany, kontrola ta z kolei zniechęcała kapitał amerykański do zagranicznych przedsięwzięć, a słaby obrót prywatnego kapitału amerykańskiego utrzymywał właśnie taki stan rzeczy (Block, 1977). Zaklęty krąg został przerwany w końcu dopiero po "wynalezieniu" zimnej wojny. To, czego nie mogły osiągnąć szacunki zysków i strat i odwoływanie się do raison d'etat, dokonał strach przed groźbą globalnego rozprzestrzenienia się komunizmu. Podczas gdy dodatkowy kapitał zalegał w skarbcach amerykańskich i regionalnych "latyfundiach" tego imperium (Kanada i Ameryka Łacińska), chaos w Eurazji przybierał na sile i tworzył żyzny grunt dla przejmowania własności państwowej przez siły rewolucyjne. Genialna polityka prezydenta Trumana i jego doradców stworzyła podstawy dla "otoczenia systemowego", w którym żadna instytucja nie mogła zostać utworzona czy kontrolowana zgodnie z przypuszczalnie wywrotowym nastawieniem drugiego supermocarstwa militarnego - ZSRR (McCormick, 1989).

Dzięki takiej filozofii działania Truman dokonał przemiany wizji "jednego świata" Roosevelta, która miała być podstawą hegemonii USA - oznajmiającej ZSRR nastanie nowego ładu światowego - w politykę "wolnego świata" zwróconą bezpośrednio przeciwko ZSRR. Mimo to, "programy polityczne, które dyktowała wolnemu światu strategia 'włączania' były już w głównych zarysach naszkicowane w ramach wizji, którą posiadał Roosevelt: amerykańska potęga militarna zostaje rozmieszczona w strategicznych miejscach na świecie, nowy system monetarny oparty jest na dolarze, pomoc ekonomiczna dociera do państw zniszczonych, polityczne więzi rozwijane są za pośrednictwem Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz innych instytucji międzynarodowych" (Schurmann, 1974).

W tym samym czasie budowanie Zachodniej Europy i Japonii jako bastionów i punktów węzłowych w świecie globalnego rynku skupionego wokół i kierowanego przez Stany Zjednoczone było znacznie bardziej konkretne i realniejsze niż pomysł Roosevelta, by przekształcić cały świat na amerykańską modłę. Plan Marshalla był pierwszym krokiem w realizacji tego celu. Jednakże jego efektywność została znacznie zachwiana w późnych latach 40. ze względu na trwający deficyt dolarowy. Trudności w utrzymaniu równowagi płatniczej pogłębiły narodową niechęć do dbania o rozwój w ramach Organizacji Europejskiej Współpracy Gospodarczej w ogóle, a w oparciu o finansową współpracę między państwami w Europie w szczególności.

Integracja europejska i ekspansja globalnej gospodarki wymagały o wiele bardziej skutecznego systemu odzyskiwania światowej płynności niż ten związany z Planem Marshalla i innymi programami pomocy. System taki w końcu znalazł swoje spełnienie dzięki najbardziej masowemu procesowi ponownego dozbrajania się w czasie pokoju, jaki świat kiedykolwiek widział. A jego architekci, Sekretarz Stanu Acheson i szef Grupy Planowania Strategicznego Paul Nitze, szybko dostrzegli, że tylko działania tego typu są w stanie przekroczyć ograniczenia Planu Marshalla. "Zbrojenia krajowe mogły dostarczyć nowych środków do sprostania wyzwaniom czasów, gdy ekonomia przestanie już być zależna od ciągłego pomagania Europie po wygaśnięciu Planu Marshalla. A bliska integracja sił militarnych Europy i Ameryki mogła otworzyć drogę do zapobieżenia, aby Europa jako region gospodarczy zamknęła się na Stany Zjednoczone" (Block, 1977).

Masowy program ponownego zbrojenia się podczas i po wojnie w Korei rzeczywiście rozwiązał na zawsze problemy z płynnością w powojennej światowej gospodarce. Pomoc militarna obcym rządom i bezpośrednie wydatki zbrojeniowe Stanów Zjednoczonych za granicą - obydwa te zjawiska przybierały na sile pomiędzy latami 1950-1958 i znowu między 1964 a 1973 - dostarczyły handlu i produkcji światowej płynności, która była im potrzebna do rozpoczęcia ekspansji. A dzięki rządowi Stanów Zjednoczonych działającemu jako wysoce permisywny światowy bank centralny, handel globalny oraz produkcja rzeczywiście zaczęły się rozwijać na niespotykaną dotąd skalę. Według Thomasa McCormicka (1989) 23-letni okres zapoczątkowany Wojną Koreańską i zakończony układem pokojowym w Paryżu na początku 1973 roku, który praktycznie zakończył Wojnę w Wietnamie był "najbardziej stabilnym i przynoszącym największe zyski okresem wzrostu gospodarczego w historii światowego kapitalizmu". To właśnie ten okres jest szeroko nazywany "złotą erą kapitalizmu" (patrz między innymi Marglin i Schor, 1991 oraz Hobsbawm, 1994). Nie istnieje chyba zbyt wiele wątpliwości co do stwierdzenia, że ekspansja handlu światowego i produkcji w latach 50. i 60. 20 wieku była wyjątkiem według standardów historycznych. Ale tak samo było z ekspansją w latach 50. i 60. wieku 19 - okresem nazwanym przez Hobsbawma (1979) "Erą kapitału". Trudno powiedzieć, która z tych er była bardziej "złota" dla światowego kapitalizmu. Ale dla celów tego artykułu trzeba stwierdzić, że okresy te miały wspólne dwie ważne cechy. Po pierwsze, obydwa były czasem rekonstruowania rynku globalnego przez najpotężniejsze państwo na świecie. I po drugie - obydwa zakończyły się kryzysem spowodowanym przez nadmierną akumulację, która była konsekwencją ogólnoświatowej ekspansji finansowej.

Kryzys i belle epoque: era Reagana

Kiedy tylko zachodnioeuropejska i japońska maszyneria przemysłowa została odbudowana i unowocześniona technologicznie oraz organizacyjnie, by sprostać standardom Stanów Zjednoczonych, współpraca między głównymi centrami akumulacji kapitału, na których oparta była wielka ekspansja z lat 50. i 60. otworzyła drogę do coraz zacieklejszej rywalizacji. W latach 70. osiemnastego wieku podobne zintensyfikowanie konkurencji w łonie kapitalizmu przyniosło efekt w postaci radykalnego spadku cen towarów - omawiana wcześniej "najdrastyczniejsza deflacja, jaką pamiętał człowiek". Pod koniec lat 60. i na początku 70. naszego wieku, przeciwnie - natężenie konkurencji między państwami kapitalistycznymi przełożyło się na gwałtowny wzrost cen podstawowych dla gospodarki wolnorynkowej składników - najpierw siły roboczej, co E.H. Phelps-Brown (1975) trafnie nazwał "eksplozją płac", a następnie energii.

Płace realne w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej rosły cały czas w latach 50. i 60. Ale o ile przed 1968 rokiem wzrost ten był wolniejszy niż zwiększenie produkcji (w Europie Zachodniej), lub towarzyszył jej (w Stanach Zjednoczonych), pomiędzy latami 1968 a 1973 zarobki zaczęły rosnąć o wiele szybciej, powodując jednocześnie znaczną redukcję zysków z inwestycji w handlu i produkcji. Eksplozja płac w dalszym ciągu trwała, kiedy pod koniec roku 1973 podobny nacisk na podnoszenie cen wybranych dóbr konsumpcyjnych napotkał na pierwszy "szok naftowy". W latach 1970-1973 presja ta spowodowała dwukrotny wzrost cen ropy naftowej importowanej przez państwa OECD. Jednak w samym roku 1974 podwyżka była już trzykrotna, jeszcze bardziej pogłębiając kryzys rentowności (Armstrong and Glyn, 1986; Itoh, 1990).

Pomimo różnych objawów, obydwa kryzysy w dochodowości z działań gospodarczych, ten z lat 70. 19 wieku oraz ten, który wydarzył się sto lat później, były związane z nadmierną akumulacją, czyli z gromadzeniem kapitału w większych ilościach, niż potrzebne by to było do ponownego zainwestowania z nastawieniem na zysk, w kanały handlu i produkcji. W obydwu wypadkach też organizacje kapitalistyczne zareagowały na regularne zmniejszanie się zyskowności, odwracając kierunek lokowania kapitału - z handlu i produkcji towarowej na oszczędności, pożyczki oraz spekulacje na rynkach finansowych. W ten sposób w krytycznych latach 1968-73 depozyty na rynkach eurodolarowych radykalnie skoczyły, po czym nastąpił dwudziestoletni okres gwałtownego wzrostu. Dokładnie w tych samych sześciu latach system ustalonych parytetów pomiędzy głównymi walutami narodowymi a dolarem amerykańskim oraz pomiędzy dolarem amerykańskim a złotem - który obowiązywał w czasie wielkiej ekspansji w latach 50. i 60. - został porzucony na rzecz ruchomych kursów.

Rozwój wypadków w obydwu sytuacjach, mimo oczywistych różnic, posiadał wiele cech wspólnych. Z jednej strony akumulacja rosnącej na skalę światową wielkości depozytów, nad którą nie mógł zapanować żaden rząd, sprawiła, że rządy zostały zmuszone do manipulowania stopami wymiany swoich walut i stopami procentowymi, tak by przyciągnąć uśpiony kapitał ulokowany na rynkach marginalnych, który mógłby zmierzyć się z niedostatkiem lub nadmiarem towarzyszącym ich narodowym gospodarkom. Z drugiej strony trwała zmiana stóp wymiany między głównymi walutami oraz różnice w stopach procentowych zwiększyła szanse, że kapitał przetrzymywany na marginalnych rynkach finansowych zacznie rosnąć dzięki handlowi i spekulacjom dewizowym. Dzięki tym dwóm powiązanym z sobą czynnikom, do połowy lat 70. wielkość czysto walutowych transakcji przeprowadzanych na marginalnych rynkach pieniężnych przekroczyła wielokrotnie wartość handlu światowego (Arrighi, 1994).

Ta tendencja nakierowana na gwałtowny wzrost obrotu "marginalnego" pieniądza, którego nie był w stanie kontrolować żaden rząd - i związany z tym powrót opłacalności prywatnych operacji finansowych, będący konsekwencją tej tendencji - miała swoje źródło w strategii amerykańskich firm ponadnarodowych i banków, które unikały opodatkowania i poddania się kontroli rządowej w Stanach Zjednoczonych, "składując" swoje zyski i dodatkowe fundusze w depozytach dolarowych w Londynie i innych europejskich centrach finansowych (de Cecco, 1982; Frieden, 1987). Trend ten załamał się całkowicie w momencie wzrostu cen ropy naftowej. Już przez 1973 rokiem rosnące ceny tego surowca spowodowały pojawienie się konsumentów "rent naftowych", których wysokość znacznie przekraczała możliwości efektywnego i pożytecznego ich wydawania. Ale "wstrząs naftowy" pod koniec 1973 roku "nie tylko spowodował powstanie 80-miliardowego naddatku w 'petrodolarach', które miały być odzyskane przez banki, dzięki czemu rynki finansowe i instytucje na nich działające mogłyby otrzymać zastrzyk kapitału, ale spowodował też zaistnienie nowego, w pewnym stopniu decydującego, ale równocześnie niemożliwego do przewidzenia, czynnika wpływającego na możliwości uregulowania zobowiązań płatniczych zarówno konsumenta, jak i, w konsekwencji, producenta - państwa" (Strange, 1986). Kraje dominujące pod względem spożycia ropy naftowej to oczywiście główne państwa kapitalistyczne. Ich starania o zabezpieczenie krajowych rynków przed rosnącą niepewnością co do dostaw energii za pośrednictwem programów deflacyjnych były nakierowane na produkcję nadwyżek handlowych w balansie płatniczym, lub za pośrednictwem pożyczek na rynku walut europejskich, co jeszcze bardziej zwiększało rywalizację między krajami kapitalistycznymi i nadało nowego impetu trwającej ekspansji finansowej" (Arrighi, 1994).

Jednak w latach 70. migracja kapitału z handlu i produkcji na rynki finansowe nie przyniosła spodziewanych zysków oraz nie zlikwidowała tkwiącej u podstaw tego procesu nadmiernej akumulacji. Podobnie jak w czasie Wielkiego Kryzysu z lat 1873-96, nadmierna ilość kapitału w stosunku do zyskowności doprowadziły do tak wielkiego spadku zysków i stóp procentowych, że można było sądzić, że kapitał stał się dostępnym za darmo dobrem. Choć nominalnie stopy procentowe rosły, nie odbywało się to dostatecznie szybko, aby powstrzymywać inflację, w rezultacie czego w połowie lat 70 naszego wieku realne stopy procentowe zsunęły się poniżej zero (World Bank, 1985).

Dopiero pod koniec lat 70., a jeszcze wyraźniej na początku 80. sytuacja uległa radykalnej zmianie. Ni stąd ni zowąd kapitał znowu stał się rzadkim dobrem, realne stopy procentowe skoczyły w górę, a dochody na rynkach finansowych wzrosły do niespotykanego poziomu. Podobnie jak w erze "edwardiańskiej", znowu wszystko zaczęło wracać do normy, a klasy posiadające poczuły ulgę, i to pomimo późniejszego zwolnienia poziomu produkcji na świecie, poważnego pogorszenia stosunków pomiędzy dwoma supermocarstwami i nowej eskalacji wyścigu zbrojeń - tego, co Fred Halliday (1986) nazwał Drugą Zimną Wojną. Euforia kapitalistyczna osiągnęła zenit pod koniec lat 80., kiedy Druga Zimna Wojna zakończyła się na skutek rozpadu imperium sowieckiego w Europie Wschodniej, a w końcu i samego Związku Radzieckiego.

U podstaw tego cudownego obrotu kapitalistycznego koła fortuny możemy wykryć generalną zmianę w polityce USA. Kiedy standard złota ustanowiony w Bretton Woods załamał się w latach 1968-1973, rząd USA utracił w znacznym stopniu możliwość kontroli, którą sprawował wcześniej w globalnym obrocie pieniężnym. Ale ponieważ nie było żadnej poważnej alternatywy w stosunku do dolara jako waluty dla podstawowych międzynarodowych rezerw finansowych oraz środka wymiany, odrzucenie wymienialności dolara na złoto przyniosło efekt w postaci ustanowienia standardu czystego dolara (Cohen, 1977). Przez około pięć lat - od 1973 do 1978 - ten "czysty" standard wydawał się być wspaniałym oparciem dla rządu amerykańskiego, dając mu nieograniczoną swobodę działania w swobodnym dostarczaniu pieniądza na skalę globalną, ponieważ wyeliminował on jakąkolwiek konieczność kontroli balansu w deficycie płatniczym USA. Dalsza ekspansja rynków eurodolarowych oczywiście stworzyła dodatkowe źródło pieniądza na świecie, którego rząd USA nie kontrolował, a z którego mogły skorzystać rządy innych państw. Mimo to, rynek pożyczek eurodolarowych musiał podporządkować się regułom wiarygodności kredytowej, które, z samej istoty, oznaczały ograniczenie bieżącego bilansu w deficycie płatniczym i minimalne trzymanie się zasad "twardej waluty". Jedynie USA były w stanie wykorzystywać zasoby reszty świata praktycznie bez żadnych ograniczeń, po prostu emitując swoją własną walutę (Parboni, 1981).

Jednak te niezwykłe przywileje USA nie były aż tak rozległe, jak to się mogło wydawać w połowie lat 70. Jedynie drobna część krążącego kapitału kierowanego przez władze monetarne USA zrealizowała się w handlu i przemyśle. Większość z niego przekształciła się w petrodolary i eurodolary, które uległy wielokrotnej replikacji w ramach międzybankowego (chodzi oczywiście o banki prywatne) mechanizmu tworzenia pieniądza, i natychmiast odrodziła się na rynkach globalnych jako konkurencja dla dolarów emitowanych przez rząd amerykański.

Koniec końców, ta rosnąca rywalizacja pomiędzy prywatnymi a państwowymi pieniędzmi nie wyszła na zdrowie ani amerykańskiemu rządowi, ani amerykańskiemu biznesowi. Z jednej strony ekspansja prywatnych źródeł dolarowych sprawiła, że coraz większa grupa państw wolnych od ograniczeń związanych z bilansem płatniczym zaczęła walczyć o dostęp do światowych rynków i zasobów, podważając w ten sposób uprzywilejowaną pozycję rządu USA. Z drugiej strony ekspansja państwowych źródeł dolarowych napełniła rynki pieniężne większą ilością krążącego kapitału niż ta utrzymująca się na bezpiecznym poziomie i gwarantująca uzyskanie odpowiedniego dochodu. Właśnie to zmusiło banki (w większości amerykańskie) kontrolujące obrót eurodolarowy do rozpoczęcie zaciętej rywalizacji o możliwość wpompowania pieniędzy w państwa uznane za wiarygodne kredytowo i, w rzeczywistości, do obniżenia standardów, w oparciu o które określano dane państwa jako wiarygodne. Jeśli rywalizacja ta posunęłaby się jeszcze dalej, z pewnością doprowadziłoby to do finansowej ruiny rządu i prywatnego przemysłu USA.

Do roku 1978 zagrożenie nieuchronnego załamania się dolara amerykańskiego jako waluty światowej (bądź przez katastrofalną zapaść krajowego, amerykańskiego, jak i globalnego systemu kredytowego, bądź przez powstanie alternatywnych rezerw walutowych, takich jak ECU) stało się dość realne. Kiedy 6 października 1979 roku szef Rezerw Federalnych USA, Paul Volker zaczął na siłę ograniczać zapasy dolarów i podbijać stopy procentowe na światowych rynkach finansowych, była to jego reakcja na kryzys zaufania w stosunku do dolara - czyli do faktu, że po raz drugi w ciągu roku korporacje, banki, banki centralne i inni inwestorzy przestali akceptować dolara jako powszechną walutę. "Volker zdał sobie sprawę, że załamanie dolara stało się całkiem realne; konsekwencją tego byłby kryzys finansowy i konieczność ponownego ustanowienia wymienialności waluty na złoto, z czym Stany Zjednoczone walczyły zaciekle przez ostatnią dekadę". A kiedy kilka miesięcy później "ucieczka gorących pieniędzy arabskich do złota" w przeddzień kryzysu irańskiego i sowieckiej inwazji na Afganistan wywindowała ceny złota do niespotykanej wartości 875 dolarów, przyjął on jeszcze bardziej zdecydowaną postawę w ograniczaniu wzrostu amerykańskich i globalnych rezerw monetarnych (Moffitt, 1983).

To przesunięcie z wysoce liberalnej do wysoce restrykcyjnej polityki monetarnej w imię wspierania "twardej waluty" - rozpoczęte w ostatnich latach administracji Cartera - oznaczało odrzucenie w czasie rządów Reagana ideologii i praktyki Nowego Ładu. Dokładnie tak jak wprowadzenie Nowego Ładu i związanej z nim globalizacji w erze Roosevelta i Trumana było oparte na przeniesieniu kontroli nad wielkimi finansami z rąk prywatnych do publicznych, podobnie jej odrzucenie za rządów Reagana oznaczało odrodzenie obrotu kapitału prywatnego na płaszczyźnie ekonomii globalnej. Odrodzenie to rozpoczęło się w latach 70. pod wpływem kryzysu nadmiernej akumulacji i odpowiadającemu mu zmierzchu systemu monetarnemu z Bretton Woods, ale osiągnęło swoje spełnienie dopiero w latach 80. ze względu na wielką zmianę, która miała miejsce w polityce amerykańskiej, zainicjowaną przez Volkera i doprowadzoną do jej logicznych konsekwencji przez administrację Reagana.

Istota przewrotu polegała na tym, że rząd USA przestał być konkurentem prywatnych instytucji finansowych - którym był przez znaczną część lat 70. - a stał się ich najbardziej wiarygodnym i najpotężniejszym orędownikiem. Deflacyjny manewr Volkera mający na celu wsparcie dolara amerykańskiego był jedynie pierwszym krokiem w tym kierunku. Później nastąpił ogromny ciąg "deregulacyjny" nakierowany na stworzenie w Stanach Zjednoczonych warunków, jakich nie było nigdzie na świecie, dla rozpowszechnienia się spekulacji finansowych. W końcu, co najważniejsze, pojawiła się jedna z najbardziej spektakularnych ekspansji zadłużenia państwa w historii świata i, w konsekwencji, potężna eskalacja rywalizacji między państwami o zdobycie ruchomego kapitału. Kiedy Reagan pojawił się w Białym Domu w 1981 roku, deficyt budżetu federalnego wynosił 74 miliardy dolarów, a globalne wewnętrzne zadłużenie - 1 bilion dolarów. Do 1991 roku deficyt budżetowy wzrósł czterokrotnie do ponad 300 miliardów dolarów rocznie, a dług wewnętrzny, również czterokrotnie większy, osiągnął wartość prawie 4 bilionów dolarów. W rezultacie w 1992 roku wypłaty federalnych zobowiązań finansowych netto wzrosły do 195 miliardów dolarów rocznie i stanowiły 15 procent budżetu - w porównaniu z 17 miliardami i 7 procentami w 1973 roku. "Wcześniejszy największy na świecie wierzyciel, Stany Zjednoczone, które pożyczyły wystarczająco dużo pieniędzy za granicą - przysłaniając Wielką Brytanię z lat 1914-15 - stały się wiodącym światowym dłużnikiem" (Phillips, 1994).

Wkrótce wrócimy do tej "uwagi na marginesie" Kevina Phillipsa na temat "przesłaniania Wielkiej Brytanii". Jednak teraz skupmy się na tym, jak połączone wysiłki ortodoksji monetarnej wspierającej "twardą walutę", "deregulacja" finansowych i innych rynków, oraz eskalacja wewnętrznego długu USA miały przenieść obciążenie spowodowane rosnącą rywalizacją z barek kapitału na ramiona państwa na całym świecie. I kiedy tylko rywalizacja o ruchomy kapitał zintensyfikowała się, nastąpiła automatyczna eksplozja kapitału na rynkach finansowych. W latach 80. całościowa wartość aktywów finansowych rosła dwuipółkrotnie szybciej niż łączny dochód narodowy brutto wszystkich bogatych krajów; a wolumen płatniczy z handlu zagranicznego, ceł i akcji - pięć razy szybciej (Sassen, 1996).

To właśnie w tym kontekście zostało ukute pojęcie "globalizacji" jako definicja nowych warunków, w których nawet najpotężniejsze państwa nie mają innego wyjścia, jak poddać się imperatywom rynkowych sił globalnych. Według Freda Bergstena, do spotkania Wielkiej Siódemki (Grupy G-7) w Halifax w 1995 roku, "ogrom przepływającego kapitału prywatnego odstraszył możnych tego świata od wszelkich starań, aby się im się przeciwstawić". Przytaczając tę ocenę Eric Petersen zastanawiał się, czy temu przepływowi w ogóle można się przeciwstawić, i przewidywał "nadchodzącą hegemonię rynków globalnych". Podczas gdy "rywalizacja o kapitał globalny" przybierała na sile, "bezdomne" siły rynkowe (głównie organizacje biznesowe, ale też niektóre jednostki) zaczęły sprawiać, że polityki ekonomiczne nawet największych państw, ze Stanami Zjednoczonymi włącznie, stawały się coraz mniej ograniczone. "Będą one miały wpływ nawet na zdolność Stanów Zjednoczonych do zapewnienia bezpieczeństwa i prowadzenia efektywnej polityki zagranicznej, określą również zakres pełnienia przez Waszyngton funkcji światowego lidera" (Petersen, 1995).

Idea totalnej deprawacji państw w obliczu globalnych sił rynkowych była podważana z najprzeróżniejszych pozycji. Niektórzy krytycy twierdzili, że państwa są aktywnym uczestnikiem w procesie integracji i deregulacji rozparcelowanych narodowo i publicznie regulowanych rynków finansowych. Ponadto to aktywne uczestnictwo było realizowane pod egidą doktryn neoliberalnych wysławiających państwa minimalne, które były szczególnie ochoczo promowane przez konkretne państwa, zwłaszcza Wielką Brytanię w latach rządów Margaret Thatcher, oraz Stany Zjednoczone za administracji Ronalda Reagana. Mimo to jednak - nawet jeśli globalizacja miała swoje źródło w działaniach państwa, mogła ona nabrać rozpędu, ze względu na który odwrót od niej stał się niemożliwy lub niepożądany ze względu na wiążące się z tym koszty. Jednak wśród analityków dokonujących oceny zakresu ograniczania działań państwa przez globalizację, dającą się cofnąć lub nie, nie ma zgody (omówienie różnych koncepcji z tym związanych odnajdziemy w: Cohen, 1996).

Niektórzy z nich tłumaczą nawet globalizację jako oznakę dalszego osłabiania Stanów Zjednoczonych. Tak naprawdę różne aspekty pozornego globalnego triumfu amerykanizmu, który towarzyszył ekspansji finansowej z lat 80. same w sobie są postrzegane jako oznaki globalizacji. Najszerzej przyjmowane z nich to rosnąca waga światowych agencji rządowych, które są w nieproporcjonalny sposób kontrolowane przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, takich jak Rada Bezpieczeństwa ONZ, NATO, G-7, MFW oraz Bank Światowy, a także powołana niedawno do życia Światowa Organizacja Handlu (Sasse, 1996; patrz też: Gill, 1990 oraz Sklar, 1991).

Nasza ocena niszczenia i tworzenia na nowo globalnego rynku w 20 wieku konkuruje z ideą, że ekspansja finansowa z lat 80. była wynikiem działań ze strony państwa - zwłaszcza zwrot w polityce ekonomicznej USA w latach 1979-82 - i oznaczała w rzeczywistości wzrost potęgi USA. Ale rywalizuje ona też z koncepcją, że w tendencjach, które dziś są z radością przyjmowane jako wielkie innowacje końca 20 wieku mamy do czynienia z serią deja vu. Podobnie jak Harvey, Hirst i Thompson oraz Soros i wielu innych, dostrzegamy ważne analogie pomiędzy obecną, zorganizowaną wokół USA ekspansją finansową oraz ekspansją opartą na dominacji Brytyjskiej z przełomu 19 i 20 wieku. Jednakże, kierując się wskazówkami Braudela, poszliśmy dalej i zasugerowaliśmy, że ekspansje te miały swoich poprzedników w wiekach 18 i 16.

Jak szczegółowo przedstawiłem to gdzie indziej (Arrighi, 1994; Arrighi, Silver i in., 1999), wszystkie te ekspansje były momentem kończącym poszczególne stadia formowania się rynku globalnego. W przypadku każdej z nich organizacje rządowe i biznesowe, które dokonały transformacji rynku globalnego w oparciu o nowe zasady, znajdowały się również w sytuacji sprzyjającej w maksymalny sposób czerpaniu korzyści oraz przenoszeniu na innych obciążeń związanych z intensyfikującą się rywalizacją, która nastąpiła w wyniku tej transformacji. Pod tym względem Stany Zjednoczone w latach 80. i 90. 20 wieku najzwyczajniej w świecie "sklonowały" na większą skalę i w szybszym tempie wcześniejsze doświadczenia poprzedników brytyjskich, holenderskich i genueńskich, jednak w każdym z tych wczesnych doświadczeń ekspansje finansowe były jednocześnie chwilą, w której dokonywała się zmiana wart na szczytach władz świata kapitalistycznego - zmiana, która zaszła jako nieuniknione następstwo dezintegracji rynku globalnego opartego na rządach starej gwardii. Jakie są szanse na to, że stanie się to też udziałem Stanów Zjednoczonych oraz dzisiejszego rynku globalnego? Za konkluzję naszych rozważań niech posłuży ocena oparta na zwięzłym porównaniu warunków obecnych z tymi, które doprowadziły do zmierzchu rynku globalnego skoncentrowanego wokół Wielkiej Brytanii w pierwszej połowie 20 wieku.

Przyszłość rynku globalnego

Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę geopolitykę. Rynek globalny zorganizowany wokół Wielkiej Brytanii był oparty całkowicie na brytyjskim panowaniu nad europejską równowagą sił i przywództwie w budowie imperium w świecie nie-zachodnim. Kiedy tylko rozprzestrzenienie się industrializacji podważyło obydwie te zasady, rynek globalny zaczął pękać pod ciężarem odradzającego się merkantylizmu i rywalizujących imperializmów, i w końcu zapadł się na skutek totalnej wojny między wielkimi mocarstwami (lub państwami, które pretendowały do tego miana).

W przeciwieństwie do tego, w ramach hegemonii amerykańskiej rynek globalny był budowany absolutnie świadomie, jako akt rządów światowych opartych na podwójnym zniesieniu polityki równowagi sił oraz zachodniego kolonializmu w świecie nie-zachodnim. Integralną częścią tego świadomego aktu tworzenia rządu światowego było powołanie do życia organizacji ponad-narodowych (przede wszystkim ONZ oraz instytucji z Bretton Woods), które rozciągnęły zakres obowiązywania praw na mieszkańców nie-zachodniego świata (w ten sposób sankcjonując zaczynający się proces dekolonizacji), ale jednocześnie zniosły obowiązywanie mechanizmów równowagi sił, które wcześniej gwarantowały suwerenną równość wśród narodów. "Suwerenna równość" gwarantowana w Karcie Narodów Zjednoczonych wszystkim jej członkom "została pomyślana przede wszystkim jako legalna, a nie rzeczywiście działająca - potężniejsze państwa miały mieć specjalne prawa, a także obowiązki, współmierne do ich pozycji w układzie sił" (Giddens, 1987; patrz też: Arrighi, Silver i in., 1999).

To radykalne przekształcenie nowożytnego systemu suwerenności państwa było oparte na, a jednocześnie przez nią wzmocnione, niespotykanej dotąd centralizacji globalnych możliwości militarnych, które pojawiły się wraz z uprzemysłowieniem wojny. Centralizacja ta otrzymała dodatkowy potężny impuls dzięki wynalezieniu broni nuklearnej podczas drugiej wojny światowej, startowi sowieckiego Sputnika w 1957 roku oraz powstaniu programu kosmicznego Stanów Zjednoczonych w 1961 roku. Pomimo starań generała de Gaulle'a, aby dotrzymywać tu kroku wielkim mocarstwom, rozwój globalnych mocy militarnych stał się udziałem realnego "duo-polu" - Stanów Zjednoczonych i ZSRR.

W ramach tej struktury wyścig zbrojeń był napędzany bardziej przez "równowagę terroru" niż równowagę sił. Jak zauważył McNeill, "dzięki odkryciu broni atomowej, destrukcyjność ludzkości osiągnęła nowy, samobójczy poziom, praktycznie całkowicie usuwając wszelkie wcześniejsze ograniczenia, czego dotąd nie można sobie było nawet wyobrazić". Czy można sobie to było wyobrazić, czy nie, i ten poziom został zniesiony, kiedy zainstalowanie setek pocisków o dalekim zasięgu w dziesięcioleciu po 1957 roku dało zarówno USA, jak i ZSRR do ręki narzędzie, które umożliwiało całkowite zniszczenie miast przeciwnika w kilka minut. Podpisanie pięcioletniego Traktatu Ograniczającego Zbrojenia Strategiczne (SALT) w 1972 roku umocniło równowagę sił pomiędzy dwoma supermocarstwami, ale nie zatrzymało wyścigu zbrojeń, oparło go jedynie o "nowy rodzaj broni, nie wymienionej w traktacie ze słusznego zresztą powodu, bo nie istniała ona jeszcze" (McNeill, 1982).

Dzięki naukowym odkryciom, które doprowadziły do wynalezienia nowej broni - nawet bardziej niż uprzemysłowienie wojny - supermocarstwa kontrolujące najważniejsze zasoby finansowe na świecie mogły obrócić równowagę terroru na swoją własną korzyść, wzmagając, lub grożąc wzmożeniem, badań na skalę, która byłaby nie do osiągnięcia przez rywala. Właśnie taką taktykę przyjęły Stany Zjednoczone podczas Drugiej Zimnej Wojny, powodując, że ZSRR zostało zepchnięte na skraj bankructwa i wyciągając radykalne konsekwencje z tendencji do centralizacji globalnych możliwości militarnych. Pod tym względem bell epoque końca 20 wieku różni się znacznie od tej z ery edwardiańskiej. Na drodze ekspansji finansowej, z którą świat wkroczył w 20 wiek rozrost kompleksów militarno-przemysłowych podważył i w końcu zniszczył panowanie Wielkiej Brytanii nad europejską równowagą sił i na morzach. W przeciwieństwie do tego, na drodze ekspansji finansowej, która zamyka nasz wiek, globalne siły militarne zostały jeszcze bardziej zcentralizowane w rękach upadających hegemonicznych potęg. W tych warunkach nie wydaje się prawdopodobne, żeby rynek globalny zorganizowany wokół USA rozproszył się z powodu rywalizacji i wojen między aktualnymi potęgami i tymi krajami, które do tego miana pretendują.

Nie oznacza to jednak, że rynek globalny pozostanie skupiony wokół Stanów Zjednoczonych lub że wytrwa on napięcia spowodowane poszerzaniem i pogłębianiem rywalizacji między państwami w celu dostępu do ruchomego kapitału. Tak naprawdę sama centralizacja globalnych sił militarnych, która osłoniła rynek globalny skoncentrowany wokół USA przed wszelkimi napięciami geopolitycznymi, które wcześniej doprowadziły do upadku rynku globalnego opartego na dominacji Wielkiej Brytanii, osłabiła Stany Zjednoczone finansowo w sposób podobny do tego, co stało się z Wielką Brytanią w przeddzień pierwszej wojny światowej. Uwaga na marginesie Phillipsa odnosząca się do "przesłaniania Wielkiej Brytanii w latach 1914-1915" w jego cytowanym już opisie transformacji Stanów Zjednoczonych w największego dłużnika na świecie podczas rządów Reagana dobrze oddaje to podobieństwo. Druga Zimna Wojna doprowadziła Związek Radziecki do bankructwa, sprawiając, że Stany Zjednoczone pozostały "pierwszoplanowym mocarstwem", gdzie brak było "w najbliższej przyszłości perspektyw dla potęgi, która mogłaby się im przeciwstawić" - jak przechwalał się jeden z amerykańskich komentatorów. Ale jednocześnie jej skutkiem było pozbawienie USA zasobów finansowych koniecznych do sprawowania efektywnych globalnych rządów. Jeden z doświadczonych amerykańskich dyplomatów rozpaczał, że Stany Zjednoczone nie ma już "pieniędzy, aby wywierać nacisk, który odniósłby natychmiastowy efekt" (obydwa cytaty w: Ruggie, 1994).

Zacieśnienie finansowych ograniczeń potęgi globalnej USA, zarówno militarnej, jak i politycznej, było blisko związane z jednym z najważniejszych przesunięć ogólnoświatowego procesu produkcji, handlu i akumulacji z Ameryki Północnej do Azji Wschodniej. Zakres i przewidywana trwałość tego przesunięcia są przedmiotem wielu kontrowersji. Ale jak pokazują ostatnie analizy stopnia wzrostu ekonomicznego przeprowadzone przez Union Bank of Switzerland (UBS), na przestrzeni całego 20 wieku nie znajdziemy nic, "co można by porównać z doświadczeniem wzrostu gospodarczego we [Wschodniej] Azji, który obserwujemy od trzech ostatnich dziesięcioleci". Inne regiony rozwijały się równie szybko podczas zawieruchy wojennej (na przykład Ameryka Północna w czasie drugiej wojny światowej), lub w latach po niej następujących (na przykład Europa Zachodnia po drugiej wojnie światowej). Ale "ponad ośmioprocentowy średni wzrost dochodów w ciągu roku, jak ma to miejsce w kilku państwach [Wschodniej] Azji od końca lat 60. jest czymś bez precedensu w znanych nam 130 latach historii gospodarki". Wzrost ten jest tym bardziej niezwykły, ponieważ został odnotowany podczas ogólnej stagnacji lub stanu bliskiego stagnacji w pozostałych częściach świata i że "rozprzestrzenił się jak fala", od Japonii do "Czterech Tygrysów" (Korea Południowa, Tajwan, Singapur i Hong Kong), a następnie do Malezji i Tajlandii, i dalej do Indonezji, Chin oraz, niedawno, do Wietnamu (Union Bank of Switzerland, 1996).

Wejście Azji Wschodniej w świat wielkich finansów było jeszcze bardziej spektakularne. Japońskie udziały w aktywach największych 50 banków świata według pisma Fortune wzrosły z 18 procent w 1970 roku do 27 procent w roku 1990. Co do rezerw dewizowych, wartość udziałów Azji Wschodniej w dziesięciu największych banków centralnych wzrosła z 10 procent w 1980 roku do 50 procent w roku 1994. Oczywiście, o ile Stany Zjednoczone nie posiadają już "pieniędzy, które mogłyby wywrzeć odpowiednią presję dla zapewnienia pozytywnych rezultatów", państwa Azji Wschodniej, lub przynajmniej niektóre z nich, posiadają wystarczającą ilość pieniędzy, którą mogą trzymać w pogotowiu, by wywrzeć ten rodzaj nacisku, który sprawi, że wszystkie państwa na świecie - włączając w to Stany Zjednoczone - ustąpią przed dyktatem coraz bardziej ruchomego i lotnego kapitału. Oczywiście nadmiarowy kapitał sam w sobie oznacza kłopoty, które obracają się przeciwko niemu, o czym mogliśmy się przekonać w czasie krachu na giełdzie tokijskiej z lat 1990-92 oraz podczas jeszcze bardziej niszczycielskiego kryzysu finansowego, który przetoczył się przez cały region wschodnioazjatycki w 1997 roku. Jednak mimo swoich morderczych skutków, kryzysy te (oraz wszystkie inne, których Azja Wschodnia prawdopodobnie doświadczy w najbliższych latach) same w sobie nie są większą oznaką odwrotu finansowych sił Azji Wschodniej w obliczu potęgi Stanów Zjednoczonych niż Czarny Czwartek na Wall Street w 1929 roku (oraz dewastacja ekonomii amerykańskiej, która po nim nastąpiła) był oznaką odwrotu amerykańskich sił finansowych w obliczu potęgi brytyjskiej. Jak zauważył Braudel rozważając kryzys finansowy z lat 1772-3 - który zaczął się w Londynie, ale był symptomem rozpoczętego przesunięcia centrum światowych finansów z Amsterdamu do Londynu - nowopowstające centra gospodarki światowej są "pierwszym miejscem, w którym dają się odczuć sejsmiczne ruchy systemu". Dostarczając kolejnych i bardziej przekonujących dowodów na poparcie swojej hipotezy, Braudel zauważa, że kryzys z lat 1929-31 zaczął się w Nowym Jorku, ale był symptomem rozpoczynającego się przesunięcia centrum światowych finansów z Londynu do Nowego Jorku (Les temps du monde, 1979).

Braudel nie tłumaczy, dlaczego tak właśnie się stało. Ale dość przekonujące wyjaśnienie zostaje dostarczone przez Geoffreya Inghama w cytowanej już obserwacji dotyczącej tego, że w latach 20. 20 wieku Stany Zjednoczone nie wytworzyły jeszcze sił zdolnych zastąpić Wielką Brytanię jako centrum organizujące globalną gospodarkę, pomimo ich efektownych osiągnięć w dziedzinie produkcji i akumulacji kapitału. Mutatis mutandis, podobne uwagi stosują się do relacji między Londynem a Amsterdamem z lat 70. 18 wieku oraz między centrami finansowymi w Tokio i Azji Wschodniej a Waszyngtonem w latach 90. wieku 20. Sama szybkość, skala i zasięg akumulacji kapitału w rodzących się centrach zderza się z ograniczonymi zdolnościami organizacyjnymi tych drugich do stworzenia warunków systemowych dla powiększonej reprodukcji swojej ekspansji. W tych warunkach najbardziej dynamiczne centra procesu akumulacji kapitału obejmującego cały świat przejawiają tendencję do stawania się epicentrami systemowej niestabilności. W przeszłości niestabilność była integralnym elementem dokonujących się transformacji strukturalnych kapitalizmu światowego, które kilka dekad później przynosiły efekt w postaci ustanowienia nowej hegemonii oraz odbudowy rynku globalnego na nowych fundamentach. Za wcześnie jeszcze, aby twierdzić, że obecna niestabilność jest zapowiedzią przyszłej hegemonii światowej i rynku globalnego opartego na Azji Wschodniej. Jednak bez względu na swój efekt, turbulencje ze swoim centrum w Azji Wschodniej, które obserwujemy dzisiaj powinny być rozumiane jako ostrzeżenie, że z perspektywy czasu rynek globalny taki, jaki istnieje dzisiaj może z powodzeniem okazać się tworem równie tymczasowym jak ten z 19 wieku.

Soros nie jest osamotniony w swoich obawach, że taki scenariusz wydarzeń jest nie tylko możliwy, ale całkiem realny. Nawet najbardziej entuzjastyczni apologeci rywalizacji międzypaństwowej na zintegrowanych globalnie rynkach finansowych zaczęli się obawiać, że globalizacja finansów zamienia się w "siejący spustoszenie pociąg, którego nie da się zatrzymać". Obawiają się o "nasilające się reakcje" przeciwko wpływowi tak destrukcyjnych sił, przede wszystkim "pojawienie się nowego rodzaju populistycznych polityków" żerujących na "nastrojach... beznadziejności i lęku", które można zauważyć nawet w bogatych państwach (cytowane w: Harvey, 1995). Reakcja tego typu jest typową cechą finansowych ekspansji z przeszłości. Oznacza ona, że masywna redystrybucja dochodów i bogactwa, na której opiera się ta ekspansja, osiągnęła, lub osiągnie za chwilę, swój kres (Arrighi, Silver i in., 1999).

Poza tym istnieją też ograniczenia społeczne. Globalny Nowy Ład, który umożliwił Stanom Zjednoczonym rekonstrukcję rynku globalnego, posiadał wymiar nie tylko polityczno-ekonomiczny, ale i społeczny. Obiecywał dostatnie i bezpieczne życie dla klasy robotniczej bogatych państw oraz równie dostatnią i bezpieczną egzystencję w bardziej lub mniej odległej przyszłości - czyli "rozwój" - dla ludzi z biedniejszych krajów. To właśnie ta podwójna obietnica, a nie bezwzględny antykomunizm, zapewniła szerokie poparcie dla amerykańskiej rekonstrukcji rynku globalnego wśród podporządkowanych warstw społecznych na całym świecie.

Do końca lat 60. jasne stało się, że Stany Zjadnoczone mają poważne trudności z wypełnieniem swoich obietnic. Trudności te tkwią u korzeni podwójnego kryzysu światowego kapitalizmu oraz hegemonii USA w latach 70. Jak widzieliśmy, kryzys ten został rozwiązany - lub przynajmniej tak się wydawało - dopiero wtedy, gdy pomiędzy latami 1979-1982 USA zaczęły agresywnie rywalizować na rynku globalnym o ruchomy kapitał.

Choć to przesunięcie w polityce USA oznaczało praktycznie odrzucenie celów społecznych globalnego Nowego ładu, zostało ono przedstawione jako kontynuacja tego programu za pomocą nowych środków. Sukces Stanów Zjednoczonych w prześcignięciu innych państw na globalnym rynku światowym, i w doprowadzeniu swojego głównego rywala ery zimnowojennej na skraj bankructwa, dał podstawy dla twierdzenia, że wszystkie państwa i ich obywatele mogą zyskać na wcieleniu w życie neoliberalnego wyznania wiary propagowanego przez Waszyngton. Mimo to, im bardziej międzypaństwowa rywalizacja o ruchomy kapitał nasilała się i przybierała coraz szerszy zasięg, tym większa stawała się liczba różnych kręgów społecznych - zwłaszcza, ale nie tylko, z klasy robotniczej - które doświadczyły największego zakłócenie swojego dotychczasowego stylu życia, z jedynie nielicznymi korzyściami, które mogłyby im to zrekompensować. Neoliberalne wyznanie wiary głoszone przez Waszyngton zaczęło w ten sposób okazywać swoją prawdziwą twarz: nie oznaczało ono kontynuacji globalnego Nowego Ładu za pomocą nowych środków, ale całkowitą rekonstrukcję pierwotnych zamierzeń, z akcentem na zyski, które miało to przynieść Stanom Zjednoczonym i bogatszym warstwom społecznym na świecie.

Podczas gdy coraz więcej państw - włączając w to Stany Zjednoczone - będzie właśnie w ten sposób postrzegało sytuację, coraz trudniej im będzie mobilizować wsparcie ze strony obywateli dla programów, których ciężary są ponoszone przez znaczną większość populacji świata, a których korzyści gwarantowane są tylko nielicznym. W takich warunkach tendencja nakierowana na to, co Polanyi (1957) nazywa "samoobroną społeczeństwa" przeciwko spustoszeniom "samo-regulującego się rynku" będzie o wiele bardziej silniejsza niż to jest dotychczas. Czy grupy pozostające przy władzy w upadających i rodzących się centrach gospodarki globalnej są w stanie dostosować się do tej tendencji, aby uniknąć kolejnego tragicznego krachu na rynku globalnym - to pytanie, na które odpowiedź obecnie jeszcze pozostaje całkowicie niejasna.

Autor: 
Arrighi Giovanni