Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Kryzys globalizacji

Doktryna znana jako Konsensus waszyngtoński stała się swoistego rodzaju wyznaniem apostolskim globalizacji. Była wyrazem przekonania, że rynki są wydajne, że państwa nie są potrzebne, że biedni i bogaci nie posiadają sprzecznych interesów, i że wszystko w ogóle pójdzie w jak najlepszą stronę, jeśli tylko pozostawimy to w spokoju. Utrzymywała ona, że prywatyzacja, zniesienie regulacji oraz otwarte rynki kapitałowe sprzyjają rozwojowi ekonomicznemu, że rządy powinny równoważyć budżety i zwalczać inflację, i nie robić nic więcej ponad to.

Wszystko to jest jednak fałszywe.

Prawda jest taka, że biedni - olbrzymia większość w przeważającej ilości państw - muszą codziennie jeść. Programy, które gwarantują im to, a w dodatku umożliwiające rozsądne poprawianie się diety, zapewniające schronienie, służbę zdrowia i inne materialne, nie doraźne, potrzeby życia ludzkiego, to dobre programy. Programy, które utrwalają, bez pośrednio lub pośrednio, niestabilność, które sprawiają, że biedni ludzie nie mają co jeść, co ma zapewnić realizację idei wydajności i liberalizmu, a nawet samej wolności, nie są dobrymi programami. I możliwe jest odróżnienie programów, które szanują te minimalne standardy od tych, które tego nie robią.

Nacisk na rywalizację, brak kontroli, prywatyzację i otwarte rynki kapitałowe tak naprawdę podważył perspektywy ekonomiczne dla wielu milionów najbiedniejszych ludzi na świecie. Dlatego nie jest to zwyczajna naiwna i błędna krucjata. Jeśli oznacza to podważenie stabilnego zapewnienia komuś chleba, jest to naprawdę groźne dla bezpieczeństwa i stabilności w świecie, z nami włącznie. Największe zagrożenie obecnie płynie ze strony Rosji - katastrofalnego przykładu niepowodzenia doktryny wolnorynkowej. Ale niebezpieczeństwa pojawiły się też w Azji i Ameryce Południowej, i nie wygląda na to, żeby miały one szybko zniknąć.

Krótko - mamy do czynienia z kryzysem konsensu waszyngtońskiego.

Kryzys ten jest widoczny dla każdego. Ale nie wszyscy chcą to przyznać. I rzeczywiście, gdy złe programy spowodowały niepowodzenia, ci, którzy są z nimi związani wypracowali mechanizm obronny. Jest to argument polegający na traktowaniu każdego niemile widzianego przypadku jako nieszczęśliwego wyjątku. Meksyk był wyjątkiem - mieliśmy rewolucję w Chiapas, zbrodnie w Tijuanie. Następnie wyjątkami stały się Korea, Tajlandia, Indonezja: odkryto korupcję, mafijny kapitalizm na niewyobrażalnie masową skalę, ale po tym, jak kryzys zaatakował. A potem przyszedł wyjątek rosyjski. W Rosji, jak nam powiedziano, przestępczość jak u Dostojewskiego wyemanowała z trupa komunizmu sowieckiego, aby przezwyciężyć niewydolności i zachęty związane z wolnym rynkiem.

Ale kiedy wyjątki przewyższają liczebnie przykłady, musi pojawić się problem z regułami. Gdzie są ciągłe opowieści o sukcesie liberalizacji, prywatyzacji, deregulacji, umocnionej walucie i zrównoważonych budżetach? Gdzie są te kwitnące rynki, które zakwitły, rozwijające się kraje, które się rozwinęły, gospodarki transformacyjne, które rzeczywiście zakończyły z sukcesem i szczęśliwie swoje transformacje? Przypatrzmy się bliżej. Nie ma ich.

W każdym z rzekomych wyjątków, w Rosji, Korei, Meksyku, a także Brazylii, kierowane przez państwo programy rozwoju zostały zliberalizowane, sprywatyzowane, zderegulowane. Ale napływ kapitału doprowadził do przewartościowania rodzimego pieniądza, sprawiając, że import stał się tani, a eksport niekonkurencyjny. Gdy wczesne obietnice o "transformacji" okazały się nierealistyczne, nastrój inwestorów zdecydowanie się pogorszył. Zaczęła się ucieczka do jakości, zwykle po ruchach mających na celu wzrost stopy procentowej w państwach "jakościowych" - przede wszystkim Stanów Zjednoczonych w latach 1994 i na początku 1997. Niewielki ruch amerykańskich stóp procentowych w marcu 1997 roku przyspieszył wypływ kapitału z Azji, co doprowadziło do kryzysu Tajlandzkiego. Nazwałem to gdzie indziej "efektem motyla", z Alanem Greenspanem w roli motyla.

Przypadek rosyjski jest wyjątkowo smutny i dramatyczny. W 1917 roku Rewolucja Bolszewicka obiecywała wykończonemu wojną narodowi rosyjskiemu wyzwolenie i zniesienie opresji. 70 lat zabrało im zapomnienie o istotnej lekcji z tego doświadczenia, która mówi, że nie ma łatwych, nagłych i cudownych transformacji. W 1992 roku adwokaci terapii szokowej poszli ścieżką Bolszewików, znowu w niezgodzie z sensem większej części rosyjskiego porządku politycznego, za pomocą bolszewickich środków. To właśnie było prawdziwym znaczeniem ataku Jelcyna na rosyjski parlament, akt przemocy, który na Zachodzie zaakceptowaliśmy, i musimy się za to wstydzić, w imię "reformy ekonomicznej".

Prywatyzacja i deregulacja w Rosji nie stworzyły wydajnych i konkurencyjnych rynków, ale wywołała pojawienie się potężnych i szkodliwych monopolistów, oligarchów i mafiozów, którzy kontrolują walczące ze sobą imperia przemysłowe i środki przekazu. Imperia te sponsorowały ich własne banki, które wcale nie były bankami, ale zwykłymi funduszami spekulacyjnymi, nie spełniającymi żadnej z istotnych funkcji banków komercyjnych. W międzyczasie państwo przeprowadziło sztywne ograniczenie wydatków, tak że nawet zarobki i należące się zasiłki nie były wypłacane - tak jakby Stany Zjednoczone miały odmówić zapłaty za czeki ubezpieczeń społecznych z powodu deficytu budżetowego! Sektorowi prywatnemu dosłownie zabrakło pieniędzy. System wypłat przestał funkcjonować; zbieranie podatków stało się niemożliwe, ponieważ nie było czego opodatkowywać. Państwo finansowało się samo za pomocą piramidalnego schematu krótkoterminowych pożyczek, rynku GKO, który upadł tak jak to było pisane piramidom w sierpniu 1998 roku. To był koniec wolnorynkowego radykalizmu w Rosji - a Consens Waszyngtoński wciąż utrzymuje, że "Rosja musi pozostać na kursie reform ekonomicznych".

W Azji w latach 90-tych stabilny wzrost przemysłowy dał szansę dla prawdziwej ekspansji, opartej w poważnym stopniu na spekulacjach w obrotach nieruchomościami i budowie komercyjnych biurowców. Wiele wież biurowców pojawiło się w Bangkoku, Dżakarcie, Hong-Kongu i Kuala Lumpur. Później mogłyby zostać rozsądnie przekazane do użytku. Pozostały puste, ale nieosiągalne. Odzyskanie sił po pęknięciu takich baniek jest powolnym procesem. W Teksasie w połowie lat 80-tych zabrało to pięć lat lub więcej.

Co do Brazylii, wczesną jesienią 19989 roku mówiło się, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy nabierze znowu ufności i utrzyma brazylijską rzeczywistość na powierzchni. Ale rzeczywistość od tamtej pory zdewaluowała się i Brazylia zmierza w kierunku głębokiej recesji. Problem ten nie ma swoich źródeł w Brazylii i nie może być rozwiązany przez jakiekolwiek działania, które Brazylijczycy byliby w stanie sami przedsięwziąć. Leży on raczej w międzynarodowym rynku kapitału. Inwestorzy oskubani w Azji i ze stratami w Rosji muszą zredukować swoje pożyczki, aby mieć je dla innych wielkich pożyczkobiorców, nie biorąc pod uwagę warunków w tych krajach. To właśnie ten imperatyw jest dzisiaj problemem Brazylii.

Czy są jakieś alternatywy? Tak. Ponura historia, którą właśnie naszkicowałem nie jest jednolita. W czasie minionego półwiecza, udane i długie okresy silnego globalnego rozwoju miały zawsze miejsce w krajach z silnymi rządami, różnorodnymi ekonomicznie strukturami i słabo rozwiniętymi rynkami kapitałowymi. To był przypadek Europy i Japonii po 2 wojnie światowej, Korei i Tajwanu w latach 80tych i 90tych oraz Chin po 1979 roku. Przykłady te, a nie przypadki wolnorynkowych liberalnych rynków - jak, powiedzmy, Argentyny po połowie lat 70tyh czy Meksyku po 1986, lub Filipin i Boliwii - są opowieściami o sukcesie ekonomicznego globalnego rozwoju naszych czasów. Jeśli ktoś przyjrzy się Korei, na przykład, spostrzeże, że wielki okres rozwoju ekonomicznego był, tak naprawdę, czasem represyjnego mafijnego kapitalizmu. Po 1975 roku rząd koreański wziął pod uwagę los Wietnamu Południowego, wyciągnął swoje wnioski na temat wielkości przywiązania się do Ameryki i skupił się na programie rozwoju ciężkiego i chemicznego przemysłu, który oznaczał podwójny użytek technologii: pierwszym głównym produktem Hyundai Heavy Industries, na przykład, było wykończenie czołgu M-60.

Koreański program industrializacji nie był, w żadnym ścisłym sensie, wydajny. Żaden rynek nie obrałby takiego kursu. Główni gracze w ekonomii koreańskiej - państwo, banki, konglomeraty znane jako cheebole - były sprzęgnięte razem w realizacji swojego celu. Robotnicy i ich roszczenia płacowe lekceważono i karano. A początkowe poszukiwanie rynków w żadnym razie nie zakończyło się sukcesem. Nie było zbyt wielkiego popytu na te czołgi, więc Hyundai zdecydował się tworzyć zamiast tego samochody osobowe.

I jeszcze, kiedy uwzględni się dodatkowo bilans modelu koreańskiego, czy można będzie sensownie argumentować, że państwo może być bogatsze dzisiaj, jeśli nie zrobiło nic w roku 1975? Że posiadałoby ono silniejszą klasę średnią, czy, że byłoby bardziej demokratyczne?

To prawda, że Koreę zalały pierwsze fale ciężkiego azjatyckiego kryzysu. Ale dlaczego? Do 1997 roku polityka przemysłowa była sprawą odległej przeszłości. Banki koreańskie zostały zderegulowane w roku 1992. Chodziło o ich rozróżnienie - co miało wspierać olbrzymią ekspansję i przemysłowe modele dywersyfikacyjne cheeboli - na przykład przygodę motoryzacyjną Samsunga - dając pożyczki takim miejscom jak Indonezja, gdzie Koreańczycy ewidentnie kupili papiery zalecane im przez ich amerykańskich partnerów... Upadek Indonezji przedostał się do Korei trzema kanałami finansowymi. Nie był to kryzys kapitalizmu mafijnego, ale mafijnej bankowości - zderegulowanej i zglobalizowanej.

Przykłady można mnożyć, ale spójrzmy na jeszcze tylko jeden, Chin. Chiny to państwo w pięćdziesięcioletnią tradycją rządu jednopartyjnego. Przez 30 z tych lat były one podręcznikowym przedmiotem badań dotyczących surowej dyscypliny, ideologii i niepowodzeń ekonomicznych. W pewnym momencie miała miejsce całkowicie możliwa do uniknięcia katastroficzna klęska głodu podczas której 20 lub 30 milionów ludzi umarło. W pierwszych latach Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej racje żywieniowe na wsi wynosiły funt ryżu na dzień.

Jednak poczynając od roku 1979 Chiny zdecydowały się na reformy, które zmieniły całkowicie kraj. Zaczęły się one od najbardziej masowej reformy rolniczej w historii ludzkości, które efektywnie dały biedzie chińskiej kres w czasie pięciu lat. Potem programy, które akceptowały długofalowe inwestycje, które popierały przedsiębiorczość w mieści i na wsi, firmy joint venture i prywatne, pozwoliły na rozległą i trwałą poprawę warunków życiowych ludzi. W czasie 20 lat przeciętny standard życiowy zwiększył się bardziej niż czterokrotnie; w rzeczywistości wzrost był tak gwałtowny, że wielu ludzi może dostrzec poprawę swoich warunków z miesiąca na miesiąc. Przykład Chin udowadnia potencjalną efektywność podtrzymywanej polityki rozwoju - programów, które kładą nacisk na pierwszeństwo stałego rozwoju w długim czasie. W przeciwieństwie do Rosji, Chiny popełniły błąd Wielkiego Okrążenia Do Przodu tylko raz. I nigdy nie zliberalizowały swoich rynków kapitałowych czy rachunku kapitałowego, ze strachu, że takie działania okażą się fatalnie powabne, wyzwalając cykle boomów i upadków, których biedny naród nie może zbyt długo tolerować.

Chiny nie są dziś demokratyczne. Nie są wolne politycznie. Ale trzeba też uznać, że rząd chiński spełnił istotne ekonomiczne żądania ludności, przede wszystkim pożywienie i mieszkania, i że alternatywny ustrój, który nie sprosta tym potrzebom nie byłby w stanie również zapewnić pokoju wewnętrznego, demokracji czy praw człowieka.

A więc co mogą dzisiaj zrobić Stany Zjednoczone? Przede wszystkim możemy uznać, że zglobalizowane finanse bankierów centralnych Rezerw Federalnych mają wpływ na rozwijający się świat. Obniżenie stóp procentowych ostatniej jesieni miało ważny stabilizujący skutek dla rynków globalnych. Ale efekt ten jest tymczasowy; i możliwości RF są ograniczone. Po jednej obniżce oczekuje się w końcu następnej. Obniżce z jednego do połowy procenta brakuje mocy, którą ma redukcja od 6 do 4 procent. Jest silny naciska na niższe stopy procentowe, ale musimy też pamiętać, że gdy siła polityki krótkoterminowej wyczerpie się, nastaje pora na długoterminowe.

Następnie mammy do czynienia z polityka fiskalną. Jeśli dla Japonii uruchomienie deficytu do zwalczania recesji globalnej to dobry pomysł, dlaczego w przypadku Ameryki trzeba skupić się na nadwyżkach, które znacznie równoważą deficyt japoński? To nie jest rozsądne. USA powinny znaczenie rozszerzyć swoją gospodarkę za pomocą narządzi dostosowanych do tego celu.

Dalej jest kwestia, jakie przesłanie przekazujemy światu i jakie programy wspieramy. Jeśli w przypadku rządu USA dobry jest wzrost w zgodzie z naszą ekonomią, jest to też rozsądne rozwiązanie dla innych rządów, aby rosły wraz ze swoimi gospodarkami. Program rozwoju globalnego powinien być nastawiony na umocnienie tej zdolności, a nie jej zdławienie.

Każda funkcjonująca prywatna gospodarka posiada, i potrzebuje, rdzenia złożonego z państwowych, regionalnych i gminnych przedsiębiorstw i kanałów dystrybucyjnych, aby zapewnić pożywienie i podstawowe potrzeby populacji o niskich dochodach. Takie systemy stabilizują instytucje rynkowe, które działają lepiej dla ludzi z wyższymi dochodami. Pomagają zapobiegać kryminalnej monopolizacji kluczowych sieci dystrybucyjnych ustanawiając możliwą do kontrolowania alternatywę. Międzynarodowa pomoc powinna szukać możliwości umacniania tych sieci publicznych tam gdzie istnieją, i budowania ich tam, gdzie ich brakuje. Starania, aby wprowadzić je dzisiaj w Rosji, w ramach obecnego rządu, powinny być wspierane, a nie krytykowane.

Istnieje oczywisty konflikt pomiędzy programami pro-wzrostowymi a "zaufaniem inwestorów". Inwestorzy pragną szybko odzyskać z nawiązką swoje pieniądze. Ale mając na uwadze ten konflikt głupie by było targowanie się, aby stawiać zaufanie inwestora wyżej od dążenia do rozwoju. Silne rządy narodowe posiadają suwerenne prawo postanawiania o swojej działalności "w domu". Powinien zostać tu nałożony Tobin Tax na transakcje zagraniczne, nie tylko po to, by zmniejszyć spekulacje w USA, ale również po to, aby zasygnalizować to, że akceptujemy tę zasadę dla innych państw, dla których różne mechanizmy kontroli kapitału byłyby bardziej odpowiednie w różnych przypadkach.

Poza tym wszystkim musi zostać przeprowadzona potężna rekonstrukcja światowych praktyk finansowych, która ma być nakierowana na odzyskanie stabilności i umocnienie regulacyjnych i planujących zdolności rządów narodowych. MFW musi mieć nowe kierownictwo, nie trzymające się za wszelką cenę obecnych dogmatów. Ale z drugiej strony MFW jest za mały i zbyt słabo rozrośnięty, aby był użyteczny w przypadku pomocy krajom w ich projektowaniu i wprowadzaniu efektywnych modeli rozwojowych. Dlatego są tu potrzebne regionalne instytucje finansowe, takie jak te, o których mówi japoński minister finansów Eisuke Sakakibarę w przypadku Azji, a amerykański sprzeciw wobec nich powinien zostać odrzucony.

Przede wszystkim, kończąc już, musimy pozbyć się złudzeń. Eksperyment neoliberalny to porażka. Nie powiódł się on nie dlatego, że pojawiły się nieprzewidywalne okoliczności, ale ponieważ był on, i jest, w sensie systematycznym i fundamentalnym kaleki. Potrzebujemy wielu zmian, aby odejść od tej naiwnej i koniecznej wizji pozbawionego kontroli porządku światowego. Potrzeba wielkich zmian i jest to tym większe, że, jak sądzę, nie ma zbyt wiele czasu. Musimy doprowadzić do końca erę Reagana. Musimy wrócić do programów rozwojowych dla ludzi, których potrzeby liczą się bardziej w tym sposobie uporządkowania rzeczywistości, zwłaszcza dla milionów ciężko pracujących w biednych państwach, którzy muszą jeść codziennie.

Autor: 
Galbraith James K.