Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Globalizacja. Korzenie, historia, analiza, opór

Tysiące ludzi wyległo na ulice Londynu podczas Karnawału Przeciw Kapitałowi 50 tys. rolników bez ziemi pojawiło się na ulicach Brazylii; w Nigerii 10 tys. osób uczestnicząc w Karnawale Wyzyskiwanych zablokowało Port Harcourt w proteście przeciw eksploatacji delty Nigru przez kompanie naftowe; 200 tys. ludzi przeszło ulicami Hyderbadu w Indiach, zaś w ponad trzydziestu miejscach na całym świecie tysiące ludzi bawiło się na street-party- ulicznych syntezach świętowania i politycznego protestu. Co łączy ten bezprecedensowy alians działaczy Wschodu i Zachodu, Północy i Południa? Określa się go jako opozycję przeciw globalizacji. Każdego dnia słyszy się coraz więcej o globalizacji, dziwacznych skrótów nazw w stylu WTO, MFW czy MAI. Wmawia się nam, że decyzje tych organizacji służą po prostu rynkowi i że to rynek rządzi procesami społecznymi. Ten nabierający tempa proces służy wciągnięciu wszystkich ludzi w wir globalnej ekonomii, to jest poddaniu ich bezpośredniemu dyktatowi kapitału.

I. Czym jest globalizacja?

Globalizacja stała się przedmiotem krytyki wszelkiego typu działaczy i akademików, reformistów i rewolucjonistów. Daje się zauważyć internacjonalizacja walki i sprzeciwu wobec niej. I wciąż... panuje pomieszanie - pomieszanie naszych ideałów, naszego stanowiska, naszych metod i celów. Pomieszanie, które może okazać się zgubne - jeśli przepuścimy szansę, która przed nami stoi, możemy nie otrzymać ponownie podobnej okazji. Żyjemy w czasach przejściowych, w punkcie zwrotnym. W tym tekście postaramy się ukazać kontekst globalizacji, walkę z nią i owo pomieszanie oraz wszelkie nieporozumienia, jakie wokół tego pojęcia narosły.

Obecny trend do przeciwstawiania się globalizacji wydaje się padać ofiarą tej samej iluzji, przez którą tyle ucierpiał mówiącej, że to, co dzieje się obecnie (tj. od ok. 20 lat) jest czymś nowym i radykalnie odmiennym od tego, co było wcześniej. Rzeczy, które są identyfikowane jako konstytuujące globalizację - wolny rynek, wolny przepływ kapitału, rozwój międzynarodowych podmiotów regulacyjnych, ekspansja globalnej kultury - są nowe w tym sensie, że są nowymi formami organizacji i nowymi strukturami, ale w istocie mamy do czynienia z kontynuacją systemu, który panował już wcześniej.

Kapitał zawsze był globalny . System kapitalistyczny ma największe zdolności adaptacyjne i największą żywotność. Od samego początku przyświecała mu potrzeba stałego postępu; zmiany, które nastąpiły w ostatnim czasie są wyrazem owej potrzeby. Globalizacja jest gorsza w tym sensie, że jest wynikiem wysiłku do rozszerzenia i intensyfikacji ucisku kapitału nad ludzkością, ale nie jest gorsza, jak chcieliby niektórzy, w opozycji do idealizowanej przeszłości, kiedy to kapitalizm był miły i lokalny a państwo zajmowało się ochroną przed działaniami rynku. Logika się nie zmieniła: wykorzystać ludzi i naturę w jak największym stopniu. Fakt, że w jakimś przeszłym okresie eksploatacja miała mniej groźną czy bardziej demokratyczną formę nie zmienia jej zasadniczej natury.

Aby zrozumieć proces, który stał się znany jako globalizacja, konieczne jest zrozumienie trajektorii, którą obrał powojenny kapitalizm. Patrząc z tej strony, globalizacja jawi się nie jako odseparowane zjawisko, lecz raczej jako efekt kryzysu spowodowanego przez natężenie europejskiej i amerykańskiej walki klasowej z przełomu lat 60. i 70.

II. 1945-1968: Restrukturyzacja, Integracja i Rozwój

W 1945 z wyjątkiem Ameryki, cały zindustrializowany i rozwinięty świat znajdował się w stanie ekonomicznego i fizycznego zniszczenia, w sytuacji, która odbiła się negatywnie na klasie pracującej. W tym okresie świat zaczął być dzielony między amerykańską i sowiecką wersję kapitalizmu [tak w oryginale, zobacz nasz komentarz w przypisie dop. red. I.Ś.](1). Armii Czerwonej Stalina udało się podporządkować Europę Wschodnią i zaprowadzić tam taką wersję gospodarki, która zawierała w sobie większość najgorszych aspektów kapitalizmu, dodając kilka rozwiązań, które pozwalały lepiej znosić ciężkie warunki życia. Tymczasem Ameryka objęła swoimi wpływami Europę Zachodnią. Cała ta sytuacja spowodowała zimną wojnę, erę wyjątkowo oschłych relacji i ideologicznej walki między dwoma supermocarstwami(2). Każde z nich starało się przejąć jak najwięcej satelitów - narodów i regionów, służących jako nowe rynki dla ich macierzystej ekonomii. Była to de facto nowa forma kolonizacji, bardzo pomocna mocarstwom ze względu na to, że pozwalała uniknąć kłopotów na aktualnie administrowanych terenach. Te kraje, których ludność stawiała opór czy też które były zarządzane przez niezależne reżimy, przywracano do porządku poprzez prowokowanie zamachów stanu lub za pomocą zwyczajnej inwazji (jak w Brazylii, Węgrzech, Czechosłowacji, Południowym Wietnamie, Chile, Afganistanie itd.). Zmierzch dawnych sił kolonialnych otworzył ogromne przestrzenie poddawane dominacji nowych władców (zarówno tubylczym jaki zagranicznym), którzy byli nie mniej brutalni niż dawni imperialiści i równie ochoczy do wykorzystania swoich populacji jako tanią siłę roboczą dla kapitału.

Ekonomia Zimnej Wojny

Na Zachodzie, poza fizyczną odbudową, zadanie restrukturyzacji, jakie stanęło przed państwami i kapitalistycznymi przedsiębiorstwami było dwojakie. Po pierwsze, wzrost ekonomiczny opierał się na dyplomatycznej rekonstrukcji międzynarodowego handlu i systemów płatniczych, które umożliwiłyby wymianę międzynarodową i zapewniały regularny import podstawowych towarów i surowców. Pierwszy cel został osiągnięty na mocy porozumienia USA z Wielką Brytanią, działającą jako jego młodszy partner - umowa, która istnieje do dziś. Po drugie zaś należało powstrzymać walkę klas, aby uniknąć nawrotu masowego niezadowolenia, które nastąpiło tuż po I Wojnie Światowej.

Podzieliwszy Europę i resztę świata pomiędzy siebie a ZSRR, USA rozpoczęło organizowanie zachodniego kapitalizmu i politycznych struktur, które zapewniłyby gwałtowną akumulację amerykańskiego kapitału. Amerykański kapitał był jednakże zależny od ponownego ustanowienia globalnego obiegu akumulacji i odpowiedniego stopnia równowagi w kwestiach produkcji i handlu, tzn. odbudowania tych gospodarek, którymi najbardziej wstrząsnęła wojna - głównie RFN i Japonii. W Europie dokonano tego poprzez finansowe przedsięwzięcie o nazwie Plan Marshalla, którego celem było podniesienie standardu życia, aby oddalić pokusę komunizmu.

Pierwszym efektem owej potrzeby odbudowy systemów ekonomicznych zniszczonych przez wojnę była umowa Bretton Woods. Stanowiła ona system stawek wymiany walut połączony z ustalonymi rezerwami, zdefiniowanymi w relacji do wartości dolara, który był z kolei wyrażany w parytecie w złocie (teoretycznie, dolary miały pokrycie w posiadanych zasobach złota). Dolar pełnił funkcję zarówno międzynarodowej, jak i narodowej waluty i dla działania systemu jego wartość musiała być podtrzymywana. Odtąd cały system był uzależniony od podtrzymywania przez USA dużej przewagi eksportu nad importem, w ten sposób pozwalając dolarowi stać się środkiem kredytowym dla innych krajów i przez to - środkiem wymiany towarów produkowanych w USA.

Wraz z innymi aspektami powojennego porozumienia, powodowało to trwały związek między eksploatacją pracowników (tj. ilością wyprodukowanej wartości) i ilości kapitału w cyrkulacji. W ostatnich latach to połączenie okazało się być mniej wyraźne, kiedy kapitał finansowy gwałtownie urósł w stosunku do produkcji, ale w rzeczywistości nie jest mniej zasadniczy, gdyż kapitalizm jest zawsze w dużej mierze oparty na sile roboczej.

Narzucenie porozumienia Bretton Woods odbyło się niedługo przed powstaniem paru towarzyszących mu instytucji i porozumień, ustanowionych aby mu asystować i chronić go. W tym również istniejących do dziś - Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i GATT (General Agreement on Trade and Tariffs). MFW był zrazu powołany do istnienia, aby chronić system Bretton Woods przed atakami spekulantów czy przed krótkotrwałymi wahaniami w handlu przez udzielanie rządom kredytów na wspomożenie ich walut na międzynarodowych rynkach. Celem powstania Banku Światowego było udzielanie rządom długoterminowych pożyczek niezbędnych dla rozwoju i rekonstrukcji ich gospodarek tak, aby nie miały wytłumaczenia na swój brak udziału w konkurencji na rynku światowym.

USA było również zainteresowane wchłonięciem wszystkich lokalnych gospodarek przez wolny rynek. Depresja Światowa z 1930 r. i II Wojna Światowa były przyczyną powstania wielu barier handlowych. Po wojnie zaczęły być one znoszone poprzez serię umów handlowych, zawieranych pod szyldem GATT. Obecny postęp integracji handlowej jest dokończeniem tego procesu odzyskiwania straconych ziem - odzyskiwania przeszłej jedności, ale na masową skalę, tak samo jak wzrost globalnej ekonomii jest nieporównywalnie większy niż ten przed wojną.

Demokracja społeczna i keynesizm.

Jednakże ponowne ustanowienie globalnej i narodowej akumulacji kapitału i - w rezultacie - dwudziestoletni okres ekonomicznego boomu nie mogłyby zostać osiągnięte bez zaprowadzenia bardziej fundamentalnych i trwałych form społecznej i politycznej organizacji, by przywrócić stabilność. Były nimi - przynajmniej na Zachodzie - społeczna demokracja i planowanie ekonomiczne Keynesa. Zauważmy, że istniały one w obrębie globalnej ekonomii a nie po prostu na oddzielnych narodowych podstawach. Owe społeczne formy dominowały wśród zaawansowanych krajów kapitalistycznych aż do czasu, gdy przestały być skuteczne w późnych latach 60. Ich porażka i rosnąca nieskuteczność jako środków zarządzania w obliczu masowych buntów i związanych z nimi strukturalnych wad, które zrodziły kryzys w latach 70., jest prawdopodobnie głównym powodem stanu, w którym znajduje się obecnie kapitalizm.

Dezorganizacja europejskiej klasy pracującej po 1945 r. oznaczała dla niej konieczność wejścia w tzw. kompromis klasowy. Oznaczało to głównie porzucenie jedności i walki, przynajmniej czasowo, na rzecz reprezentacji w obrębie pojedynczych państw narodowych w ramach społecznej demokracji. Społeczna demokracja może być zdefiniowana jako reprezentacja klasy pracującej w obrębie kapitału i państwa - politycznie poprzez socjaldemokratyczne partie a ekonomicznie poprzez związki zawodowe. W praktyce oznaczało to pewien stopień konsultacji pomiędzy związkami, rządem i pracodawcami, pozwalający na planowanie ekonomiczne i koordynację polityki społecznej.

Państwo narodowe zyskało nowe zadanie po wojnie, ponieważ zakładało rolę kontrolowania, podtrzymywania i organizowania nowego kompromisu klasowego. Nawet jeśli, wedle niektórych, dziś problemem są rządy korporacji, rola państwa w zarządzaniu, podtrzymywaniu i organizowaniu siły roboczej pozostaje niezaprzeczalna. Zmieniły się jedynie formy - na przykład niszczenie (zwane często restrukturyzacją) sektorów gospodarki zamiast przystosowywania ich do zmieniających się warunków.

Rozwój kapitalizmu był konsolidowany wokół wyraźnych narodowych gospodarek, które cieszyły się pewnym stopniem autonomii w kwestiach ekonomicznych cyklów i rozmiaru, w jakim klasa pracująca była zintegrowana z planowaniem. Była to typowa polityka dziel i rządź - dopóki ustępstwa czyniono w stosunku do narodowych robotników a nie w stosunku do klasy pracującej jako całości. Pozwalało to na powoływanie się w razie potrzeby na obronę interesów narodowych - jako czynnika osłabiającego internacjonalistyczne tendencje wśród robotników; np. stoczniowcy mieli długą tradycję międzynarodowej solidarności i wzajemnej pomocy, co jeszcze raz udowodniła niedawno akcja liverpoolskich dokerów.

Jednakże podziały, które miały miejsce w łonie klasy pracującej, nie istniały wśród kapitalistów. Chociaż różne sektory systemu kapitalistycznego miały sprzeczne interesy nawet w najlepszych czasach, ich jedność w sensie wspólnego dążenia do zysku nigdy nie została podważona. W istocie można by argumentować, że kapitalizm w tym okresie był bardziej globalny i zjednoczony niż dotychczas, ze względu na dominującą pozycję USA i faktyczną hegemonię dolara jako waluty światowej.

Praktyczne znaczenie demokracji społecznej dla klasy pracującej było takie, że dostarczała ona środka, dzięki któremu można było żądać ustępstw. Cena tego stanu rzeczy była taka, że zamiast istnieć jako autonomiczna siła przeciw kapitalizmowi, aspiracje i żądania klasy pracującej mogły być użyte jako motor dla akumulacji kapitału, tj. w zamian za poprawę warunków opieki medycznej, edukacji, mieszkalnictwa i bezpieczeństwa publicznego, klasa pracująca odstąpiła od walki o kontrolę produkcji oraz zaakceptowała tzw. fordyzm.

Oznaczało to powszechne wprowadzenie taśmowego rodzaju pracy, usuwając zapotrzebowanie na wyżej wyszkolonych robotników czy ich bezpośredni związek z produktem końcowym. Produktywność i produkcja wzrosły poprzez zwiększenie eksploatacji pracowników - pozwalając na wzrost zarówno płacy jak i zysków i w ten sposób tworząc potrzebę do absorpcji nadwyżki w produkcji. Fordyzm był systemem opartym na masowej produkcji i masowej konsumpcji. Polegał też na znacznym rozziewie pomiędzy coraz większą alienacją i nudą pracy i zwiększoną konsumpcją czasu wolnego - niezadowolenie zostało obrócone w pożądanie dóbr konsumpcyjnych. Wzrastająca eksploatacja w rezultacie zwiększyła ogólną ilość kapitału w cyrkulacji i uczyniła możliwym boom kredytów i pożyczek na dobra użytkowe.

Państwo wg modelu Keynesa było integralną częścią tego procesu. Wspomagało fordyzm poprzez to, co ekonomiści nazywają inflacyjnym zarządzaniem potrzebami, podtrzymywaniem wzrostu poziomu potrzeb poprzez państwową ekspedyturę opartą na kredytach. Miały one zostać spłacone poprzez przyszłą eksploatację. Na poziomie narodowym przyjęło to formę gwarancji pełnego zatrudnienia i rozwoju opieki państwa. Globalnie, kluczem keynesowskiej polityki potrzeb była regulacja międzynarodowego przepływu kapitału poprzez system Bretton Woods; regulacja międzynarodowego finansowania deficytowego potrzeb na rynku światowym w oparciu o inflacyjne zaopatrzenie dolarami ze strony dominującej gospodarki USA. Był to po prostu globalny system, który zarazem inflacyjnie wspomagał rozwój narodowych gospodarek i deflacyjnie wywierał na nie presję. Wymusić na przyszłości, żeby płaciła za teraźniejszość - oto esencja programu Keynesa.

Od dekolonizacja do Zielonej Rewolucji

Sytuacja poza obrębem zaawansowanych państw kapitalistycznych była zgoła inna. Lata powojenne charakteryzowały się przede wszystkim krwawymi narodowymi walkami przeciw starym kolonialistom - głównie Wielkiej Brytanii i Francji, ale także Belgii (w belgijskim Kongo) czy Portugalii (w Angoli). Nacjonalistyczne walki przeciw Francji w Algierii i Wietnamie były szczególnie krwawe i doprowadziły do wycofania się Francji z obu kolonii po paru kosztownych militarnie i politycznie interwencjach. W Algierii i innych krajach generalne załamanie stworzyło warunki dla zaistnienia bardziej postępowych (lecz rzadko rewolucyjnych) ruchów społecznych.

Niestety, głównym i ostatnim skutkiem dekolonizacji było otwarcie nowych rynków na zwiększony i bardziej skuteczny wyzysk. Chociaż eksploatacja miała miejsce na dużą skalę również za czasów kolonialnych, nie poczyniono tam żadnych kroków ku zintegrowaniu ludzi z kapitalistycznym sposobem produkcji. Przemysły takie jak górniczy czy naftowy powstały w III Świecie na wiele lat wcześniej, ale podobne przedsięwzięcia nie wymagały jakiejś specjalnej zmiany w stosunkach społecznych, aby funkcjonować.

Proces przekształcania rolników z III Świata w proletariuszy jest w pewnym sensie bardzo podobny do rozwoju kapitalizmu w Wielkiej Brytanii czy gdziekolwiek indziej. Kapitalizacja rolnictwa poprzez wywłaszczanie z ziemi, mechanizację produkcji żywności i produkcji nadwyżek żywieniowych dla robotników, którzy nie mogli już dłużej utrzymywać się sami, była niezbędnym pierwszym krokiem. Urbanizacja i stworzenie rezerwowej armii pracy z tych, którzy byli zmuszeni do opuszczenia swych ziem, stanowiły następne niezbędne kroki ku dalszemu rozwojowi kapitalizmu.>

Jeden z pierwszych i najbardziej znaczących kapitalistycznych przełomów dokonał się w rolnictwie III Świata podczas tzw. Zielonej Rewolucji. W 1965 r. pierwszy nadający się do sprzedaży ryż HYV (odmiana o dużej wydajności) stworzono w laboratorium na Filipinach. Celem było gwałtowne powiększenie produkcji żywności w czasie, gdy potrzeby spowodowane wzrostem populacji okazały się niemożliwe do zaspokojenia w niektórych rejonach świata - takich jak Indie czy Filipiny (chociaż tak jak i w przypadku dzisiejszych niedoborów żywności prawdziwym powodem są inne czynniki niż brak zdolności produkcyjnych - w swych najgorszych latach Etiopia wciąż eksportowała żywność na Zachód). Zielona Rewolucja była prezentowana jako technologiczna odpowiedź na problem żywieniowy, jednakże w rzeczywistości zwracała się przeciwko wielu osobom, którym miała pomóc. Jako technologia rozwinięta przez kapitalizm nie operowała ona jedynie na poziomie technicznym; aktywnie zmieniała stosunki społeczne wśród producentów rolnych i otworzyła drogę dla dalszego rozwoju i eksploatacji.

Nowe odmiany pszenicy i ryżu nie były dostępne wszystkim chłopom, ani nawet we wszystkich rejonach. Wymagały intensywnego nawadniania i nawozów i były dostępne jedynie odpowiednio majętnym chłopom. Owe nawozy i pestycydy, tak jak i ziarno samo w sobie, powodowały wykluczenie rolników pracujących na tradycyjnych, małych poletkach. Ta nowa forma produkcji sprzyjała również mechanizacji, co umożliwiało właścicielom ziemskim redukowanie liczby pracowników i przekształcanie dużych połaci terenów uprawnych w miasta, a pracowników - w nowo powstałą klasę robotniczą. Nowe odmiany nie mogą być uprawiane z użyciem tradycyjnych metod a ich sukces był prawie w całości uzależniony od produktów dostarczanych przez zachodnie korporacje.

Zielona Rewolucja była kolejnym przypadkiem w ciągłym procesie eksploatacji przez zachodni kapitał i tubylcze rządy. Podobny schemat powraca dziś w kontekście rozwoju biotechnologii. Argumenty i kampanie za czy przeciw są dziś bardzo podobne do tych, które padały 30 lat temu.

III. 1968-1979: Walka Klas, Kryzys i Dług

Akademicy, również ci, którzy poruszali ostatnio problem globalizacji - tacy jak David Korten czy Garry Mander, mają tendencję do postrzegania upadku keynesizmu i innych instytucjonalnych porozumień (i ich rezultatu, który nazywają globalizacją) jako wyniku błędów strukturalnych w obrębie systemu kapitalistycznego jest to pozycja znana jako obiektywizm ponieważ zaniedbuje czy też świadomie ignoruje rolę człowieka i konfliktu klas w zmienianiu kursu historii. Ich analizy niewątpliwie zawierają w sobie element prawdy, ale ich ujęcie jest bardzo niepełne.

Rozwój handlu światowego w okresie lat 60. przyniósł gwałtowny wzrost kapitału pieniężnego w obrocie, a także rozwój globalnych rynków kapitałowych. Rozwój eurodolarowych rynków zasygnalizował, że porozumienia w stylu Bretton Woods, który powiązał i skrępował międzynarodowy przepływ pieniędzy do narodowych akumulacji produktywnego kapitału (np. przemysłu), został nadwerężony. Rozwój innych kapitalistycznych gospodarek doprowadził do pogorszenia się stanu gospodarki USA. Dolary, które przedtem miały pokrycie w towarach produkowanych w USA, przepłynęły do rezerw europejskich banków. Te rezerwy zostały później użyte jako źródło kredytów zarówno dla władz publicznych, jak i prywatnego kapitału. W 1969 r. europejskie kraje dysponowały już 40 miliardami dolarów - liczbą przewyższającą rezerwy USA w złocie. Podstawa Bretton Woods została zachwiana.

Jednak to rebelia nowej generacji powojennych proletariuszy pogłębiła owo nadwerężenie do tak dużego stopnia. To pokolenie, które wychowało się w czasach fordyzmu, wysunęło nowe żądania i aspiracje. Wyrażone one zostały na dwa sposoby: z jednej strony w dojeniu szefów i państwa na wszelkie możliwe sposoby, czyli w działalności, która podtrzymywała status quo i oddalała bardziej radykalne rozwiązania. Z drugiej strony, ponownie odkryty konflikt klasowy nie ograniczał się jedynie do kwestii stopnia kontroli w miejscu pracy; zanegowano potrzebę samej pracy i stosunków społecznych kapitalizmu w ogólności. Niezadowolenie w fabrykach i biurach przyniosło ze sobą ogólną kontestację, która nie była już zarezerwowana dla robotników; inne warstwy nie posiadające na własność środków produkcji (jak bezrobotni czy gospodynie domowe), poszukiwacze alternatywnych stylów życia i studenci, wszyscy oni chcieli wykorzystać okazję, jaką stwarzała relatywnie słaba pozycja kapitalizmu w tamtym czasie.

Odmowa pracy

Globalna fala strajków, buntów i niepokojów społecznych, z których część przybrała postać starcia z państwem i związkami zawodowymi, zdestabilizowały kapitalistyczny świat. Zadały mu cios, który w żadnym wypadku nie był jednak śmiertelny, jak okazało się już na początku lat 70. USA dotknęła seria miejskich rozruchów, które przetoczyły się przez Watts, Newark, Detroit i inne duże miasta - tak jak i ruchy studenckie, antywojenne czy skoncentrowane wokół praw człowieka i ruchów wyzwolenia Czarnych. Powstania wystąpiły również w Południowej Azji i Ameryce Łacińskiej i chociaż ich wartość polityczna była podejrzana (często stała za nimi inspiracja ZSRR) to jednak tak duża siła wyrazu społecznego buntu nie miała jeszcze miejsca w historii tych krajów.

Najbardziej znany europejski przykład, z którym wiele osób jest w pewnym stopniu zaznajomionych, to rewolta we Francji w maju 1968 r., kiedy miliony robotników, studentów i innych osób zjednoczyło się w krótkim, lecz intensywnym momencie masowej walki. Maj 1968 jednakże to tylko mała część ogólnego obrazu; bardzo znaczące na przykład, lecz mniej znane walki trwały przez całe lata 70. Włoska gorąca jesień w 1969 r. dała początek dekadzie rebelii. Wielu strajkujących wzięło udział w działaniach daleko wykraczających poza proste zaprzestanie pracy czy okupacje miejsc pracy. W 1971 r. polscy strajkujący przejęli usługi transportowe i gazowe [nie działo się to jednak w kapitalizmie dop. red. I.Ś.], miały miejsce próby squattingu, strajki społeczne kierowców autobusów, lekarze udzielający bezpłatnej pomocy lekarskiej, elektromonterzy odcinający prąd biurokratom czy firmom oraz tysiące innych przykładów. Pokazało to, do jakiego stopnia nuda i izolacja społeczna zostały odrzucone. Czasami widać było w tych wydarzeniach zalążki jakiegoś pozytywnego programu, najczęściej jednak mieliśmy do czynienia tylko z negacją i odmową - wszystko­ stało się przedmiotem ataku, a brak wysiłków w kierunku pozytywnego przekształcenia społeczeństwa pozwolił nabrać impetu kapitałowi, kiedy rewolucyjna fala zaczęła opadać. Radykałowie zniszczyli logikę kapitalizmu, lecz nie zmienili jej na żadną inną”.

Kapitał odlatuje

Dla kapitalistów zmniejszanie zysków poprzez zwiększające się potrzeby płacowe i strajki oznaczało potrzebę znalezienia innych rozwiązań niż keynesizm. Klucz tkwił w strategii restrukturyzacji. Wcześniej zarządzanie w fabryce zmierzało do ograniczenia wpływu pracowników na proces produkcji poprzez formy re-organizacji takie jak decentralizacja czy wprowadzenie automatyzacji. Sposób ten był używany do ataków w starych robotniczych fortecach takich jak Detroit, Renault-Billancourt, Alzacja, Zagłębie Ruhry etc. Punktem zwrotnym w tym procesie było odwrócenie równowagi władzy we włoskiej fabryce samochodowej Fiat, która od wielu lat była trawiona bezustannymi strajkami, absencjami pracowników i innymi formami oporu. Poza tym rozpoczął się rozwój nowych gałęzi przemysłu - takich jak elektronika, technologie informacyjne czy sektor usługowy. W owych gałęziach względnie łatwo można było wprowadzić nowe stosunki pracy, ponieważ najbardziej zorganizowane w oporze sektory klasy pracującej zostały skutecznie ominięte. W końcu - kapitał odleciał do krajów Trzeciego Świata, gdzie siła robocza i dobra naturalne były (i nadal są) tanie i w dużych ilościach.

W miarę, jak problemy na terenach uprzemysłowionych narastały, zmiana opcji na produkcję w Trzecim Świecie wydawała się coraz bardziej kusząca, tym bardziej, że wiązała się z ich natychmiastowym rozwiązaniem. Inna taktyka wymagałaby długotrwałego zaangażowania w uspokajanie niepokojów społecznych, zanim można by w ogóle myśleć o zyskach.

W latach 70. kapitał napłynął w pewne rejony Trzeciego Świata, takie jak Brazylia, Meksyk czy Południowa Korea, tworząc twór, znany jako Nowe Państwa Uprzemysłowione (NIC). Ten proces był znacznie przyśpieszany przez znaczącą podwyżkę cen ropy w 1974 r., dokonane przez głównych producentów światowych - państwa OPEC(3), które /.../służyły do odpływu wielkich sum pieniędzy z przemysłu, co dokonało się w wielu różnych gospodarkach narodowych w obrębie osi atlantyckiej, odpływu do rąk banków i międzynarodowego obiegu kapitału, który podlegał w małym stopniu lub nie podlegał wcale żadnym państwom.

Z punktu widzenia kapitalistów strategia ta jest idealna, ale nie może ona być stosowana bez końca musi posiadać jakąś stałą postać, gdyż nie może funkcjonować bez posiadania siły roboczej produkującej materialne i niematerialne towary. Nie może się na stałe wyzwolić ze swych sprzeczności; gdziekolwiek się udaje, tworzy robotników, którzy zawsze stwarzają problemy - takie jak żądania wyższych płac czy strajki.

Był to okres, gdy państwa NIC-u i, w mniejszym stopniu, inne kraje Trzeciego Świata zaczęły masowo się zadłużać. Napływ kapitału odbywał się tam głównie w formie pożyczek czy środków produkcji (np. fabryk czy kopalni), posiadanych przez korporacje, oparte na północnej hemisferze. Pożyczek używano głównie do sfinansowania prestiżowych projektów, które przynosiły raczej małe zyski dla większości populacji - lub po prostu trafiały one wprost do kieszeni lokalnych elit.

Jednakże, ów wysiłek kapitału, aby uciec od problemów na własnym podwórku i zadomowić się w sympatyczniejszych okolicach napotkał na trudność - mianowicie akumulacja w krajach NIC była uzależniona od stałego wzrostu ekonomicznego na Zachodzie (który nie mógł nie pozostać najważniejszym regionem). Gospodarki Zachodu były rozerwane na dwa fronty; po pierwsze odlot kapitału osiągnął takie rozmiary,, że w krajach o dużym pierwiastku przemysłowym przyjął postać faktycznego strajku inwestycji i po drugie, kapitał wciąż nie był w stanie sprostać żądaniom płacowym.

Geneza kryzysu pożyczkowego.

Pod koniec dekady zdolność Zachodu do podtrzymania ogólnej zyskowności i wzrostu ekonomicznego stanęły w punkcie, w którym wszystkie zachodnie gospodarki znajdowały się w stanie recesji i nieuchronnie z nią związanego zastoju gospodarczego. Stosowana polityka anty-inflacyjna polegająca na kontrolowaniu płac nie przynosiła oczekiwanych efektów tak, iż pod koniec lat 70. kapitalistyczne agencje planistyczne takie jak MFW stanęły przed zadaniem natychmiastowej walki z inflacją. To oznaczało politykę mocnego pieniądza i cięcia w wydatkach społecznych, osłabiania pozycji związków zawodowych itp.

Była to polityka zwana monetaryzmem (jak również thatcheryzmem czy reaganizmem), która - przyjęta przez największą gospodarkę świata - spowodowała globalną recesję, co pociągnęło za sobą kryzys zadłużenia. Duża liczba gospodarek trzecioświatowych napożyczała wielką ilość pieniędzy od głównych banków i innych pożyczkodawców w rodzaju Banku Światowego, by sfinansować szybki rozwój i uprzemysłowienie, co wpędziło je w ogromne długi i zaległości płatnicze. Konsekwentnie - kiedy wskaźnik inflacji zaczął rosnąć, a wartość i ilość eksportu, którego używano do pokrywania długu, spadła, państwa te znalazły się w kropce. W 1981 r. rząd meksykański ogłosił, że nie ma możliwości wywiązania się z płatności i wtedy rozpoczął się kryzys zadłużenia Trzeciego Świata. Ów kryzys stwarzał zagrożenie kompletną zapaścią międzynarodowego systemu bankowego - wydarzenia, którego ledwie uniknięto dzięki interwencji MFW i Banku Światowego, wspartej skoordynowanymi działaniami części głównych potęg przemysłowych.

Chociaż próba wymanewrowania klasy pracującej w państwach przemysłowych za pomocą odlotu kapitału, została powstrzymana przez swe własne sprzeczności, posłużyła narzuceniu nowej rzeczywistości ekonomicznej globalnego kapitału finansowego i przygotowaniu gruntu pod dalszy rozwój restrukturyzacji wymierzonej przeciwko klasie pracującej w państwach rozwiniętych. Natura kryzysu i recesji uczyniła nagle jasnym, że polityka ekonomiczna musi współgrać z potrzebami globalnego kapitału finansowego.

IV. Lata 80. - porażka, nędza i monetaryzm.

Rezultaty kryzysu zadłużenia były dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zadłużone kraje MFW zmusił do przyjęcia Programów Strukturalnych Poprawek (SAP) jako środka ochrony ich gospodarek i by umożliwić im spłatę długów. Po drugie, rządy państw uprzemysłowionych zmieniły swą politykę ekonomiczną z keynesizmu na monetaryzm, usiłując przyciągnąć kapitał finansowy antyinflacyjną polityką. W rzeczywistości przyjęcie podobnej polityki oznaczało skoncentrowany atak na to, co osiągnęła klasa pracująca w poprzednich dekadach. Wszystkie rządy - konserwatywne czy socjalistyczne zostały zmuszone do podobnych działań, aby obniżyć płace i obciąć wydatki na zabezpieczenia socjalne. W tym samym czasie zmieniono strategię silnego pieniądza na ekspansję kredytu. Pomogło to rozbić jedność oporu i upowszechnić surowe traktowanie pracowników na skalę globalną poprzez zneutralizowanie części klasy pracującej boomem kredytowym. Boom działał jako neutralizator poprzez wspomaganie dostosowywania części klasy pracującej, kupienie jej przedstawicieli udziałem w prosperity dla niektórych.

Strategia wykorzystywania związków zawodowych do ugrzecznienia klasy pracującej została rychło zmieniona na otwartą konfrontację. Thatcher i Reagan byli zrazu głównymi orędownikami tej polityki, ponieważ znajdowali się w najlepszych pozycjach, aby jej użyć. Zarówno w USA jak i w Wielkiej Brytanii związki zawodowe znacznie osłabiły i rozbiły wojowniczość klasy robotniczej. W Wielkiej Brytanii relacje między labourzystami [lewicowa Partia Pracy dop. red. I. Ś.] w rządzie w latach 70. i związkami zostały skarykaturowane jako piwo i kiełbaski, co obrazowało zanik bojowego ducha związkowców, ich upupienie. Jednakże, zgodnie ze swą potrzebą pełnienia roli mediatorów (i moderatorów) związki nie mógłby przewidzieć stracenia politycznych wpływów.

Ataki na najbardziej zorganizowane sektory klasy pracującej gwałtownie zwiększyły tempo; przegrane walki prowadzili najpierw hutnicy, później górnicy i drukarze. Strajk górników z 1984 r. był punktem zwrotnym w tym sensie, że górnicy zawsze byli tradycyjnie najsilniejszym sektorem klasy pracującej w Wielkiej Brytanii - ich masowy strajk z 1974 r. doprowadził nawet do upadku konserwatywnego rządu. Chociaż rządy w innych uprzemysłowionych państwach usiłowały dotrzymać kroku, nie mogły szczycić się takimi sukcesami. Brakowało im wigoru thatcheryzmu ponieważ nie mogły pozwolić sobie na poświęcenie przemysłu - w takim stopniu jak Wielka Brytania - na umocnienie sektora finansowego. Dobrą ilustracją następstw tego stanu jest obecny brak kolektywnej walki klasowej w porównaniu np. z Francją.

Ideologia monetarystyczna obiecywała ograniczyć moc państwa i przynieść wolność i dobrobyt wszystkim. Rzeczywistość przyniosła coś zgoła innego. Rozregulowanie pewnych sektorów gospodarki nie spowodowało ogólnego odwrotu biurokracji w innych sferach życia, kontrolowanych przez państwo - raczej odwrotnie. Wolna ekonomia wymagała wzmocnienia państwa, jako obrońcy przed niepokojami spowodowanymi pogorszeniem się warunków życia i przymusem cięższej pracy. W USA restrukturyzacja i masowe cięcia w sferze opieki socjalnej doprowadziły do gwałtownego wzrostu przestępczości, co dało zaostrzenie prawa (tzw. prawo trzeciego wyroku(4)) i 100 tys. nowych policjantów. Oto jeden z aspektów globalizacji, którego niektórzy z jej krytyków zdają się nie zauważać, kiedy przywołują utratę kontroli nad korporacjami przez państwo.

Strukturalna poprawka: globalne Chile

Na kryzys zadłużenia można spojrzeć z dwóch perspektyw, z których każda zakłada, że stanowi on zagrożenie lub przeszkodę na drodze rozwoju kapitalizmu. Dla prawicy gospodarczej kryzys zagraża międzynarodowemu systemowi bankowemu i stabilności wzrostu gospodarek wierzycieli; stąd potrzeba wprowadzenia programów MFW, aby uczynić dłużników wypłacalnymi. Dla lewicy gospodarczej zarówno kryzys jak i jego rozwiązania, proponowane przez prawicę, jawią się jako główna przeszkoda na drodze rozwoju krajów Trzeciego Świata. Wybór pomiędzy twardszą czy słabszą wersją kapitalizmu nie byłby ich zdaniem żadnym wyborem nawet gdyby istotnie można było wybierać. Fakt, że egzystencja w niektórych częściach świata jest mniej męcząca niż w innych nie oznacza, że można przeorientować rozwój kapitalizmu na ten lepszy kierunek poprzez większą demokrację czy liberalne projekty o lepszych intencjach. Kryzys zadłużenia to wynik tego, co kapitalizm został zmuszony zrobić w odpowiedzi na proletariacki opór, aby dać zadość swej bezustannej potrzebie rozwoju, ekspansji i akumulacji; został użyty jako klucz w przesuwaniu równowagi sił klasowych na swą stronę na obu polach kryzysowych relacji.

Choć robotnicy na Zachodzie cierpieli represje, los robotników w Trzecim Świecie był bez porównania gorszy. Wynikiem kryzysu zadłużenia było (i wciąż jest) narzucanie SAP-u, zrazu w krajach takich jak Meksyk, którym groziła kompletna niewypłacalność, by później rozciągnąć go na wszystkie kraje Południowej i Środkowej Ameryki, Afryki, Europy Wschodniej i Azji. SAP został przez MFW i Bank Światowy wymyślony jako środek redukujący inflację, prowadzący do pożądanej równowagi płac, środek redukcji rządowego długu i czynienia narodowych przemysłów bardziej wydajnymi a robotników - bardziej produktywnymi. Dzięki SAP-owi miała nastąpić redukcja międzynarodowych długów, a jego zaakceptowania wymagano przed przyznaniem przyszłych pożyczek.

Elementy z jakich składał się SAP zostały wypracowane w ramach monetarystycznego programu ekonomisty Miltona Friedmana dla Chile z okresu po przewrocie Pinocheta. Wiązał się on z liberalizacją handlu, zerwaniem z kontrolą kapitału i promocją obszarów wolnego handlu czy wolnego eksportu (np. maquiladora w północnym Meksyku), które gwarantowały kapitalistom sprzyjające warunki finansowe, dostęp do lokalnej infrastruktury i dużo taniej siły roboczej. SAP wymuszał również swobodną wymianę lokalnej waluty, cięcia budżetowe, koniec z subsydiami dla edukacji, opieki zdrowotnej i dóbr niezbędnych do przeżycia, a także prywatyzację przemysłu.

Strukturalne poprawki (i w mniejszym stopniu rozwój ekonomiczny w ogólności) wymagają wewnętrznych represji. W Chile kosztowały życie 30 tys. robotników. Kroki takie, jak rozbijanie organizacji studenckich, zastraszanie związków i rozszerzanie wewnętrznych służb bezpieczeństwa stały się wszechobecne. W Nigerii karą za sabotowanie produkcji ropy jest śmierć.

Rzecz jasna, taki stan rzeczy nie spotkał się z akceptacją - opór zawsze istniał i trwa on nadal. Masowe powstania, bunty i zamieszki stały się powszechne, choć na Zachodzie rzadko pojawiają się o nich wzmianki. W maju i czerwcu 1989 r. - w tym samym czasie, gdy chińscy studenci byli masakrowani za protesty przeciwko władzy, porównywalną liczbę przeciwników SAP-u zamordowała nigeryjska ochrona podczas fali zamieszek w Lagos, Bendel i Port Harcourt. Tłumy studentów, kobiet i bezrobotnych starły się z policją i doszczętnie spaliły wiele rządowych budynków. W Bendel zdobyto więzienie - setki więźniów uwolniono, skonfiskowano jedzenie z zasobów więziennych, po czym rozdzielono je w szpitalach, gdzie pacjenci notorycznie są niedożywieni, choć mogą zaopatrywać się w swoje jedzenie.

Ogólny wpływ SAP-u na pracowników najemnych był niewątpliwie druzgocący, lecz jeśli chodzi o osoby będące u władzy, potrafiły one dalej - mniej lub bardziej bezpośrednio - czerpać korzyści z systemu. Dlatego mówienie o takich krajach jak Indie czy Brazylia jako eksploatowanych, jak również pojmowanie Wielkiej Brytanii jako eksploatującej, jest nieprzekonujące. Jasne jest, że w każdym państwie narodowym populacja nie składa się z obywateli o równym statusie. Mówienie o narodach bogatych i biednych, ignoruje fakt, że w obrębie każdego narodu istnieją bogaci i biedni. Na klasie rządzącej Trzeciego Świata oczywiście nie ciąży aż tak ciężar długu, jak na chłopie czy robotniku (o ile ciąży w ogóle jakiś - Mobuto ex-prezydent Zairu miał na koncie ok. 8 miliardów dolarów, Suharto, ex-dyktator Indonezji - 16 miliardów) i znajdują się wśród nich bogacze, dorównujący fortuną możnym Zachodu; analogicznie - proletariuszy Zachodu nie można zrównywać z szefami czy państwem.

Chociaż dla populacji Trzeciego Świata znoszenie skutków ekonomicznego postępu nie było w żadnym wypadku nową sytuacją, ucisk, narzucony w latach 80. był dużo gorszy niż sytuacje, z którymi mieli do czynienia do tej pory. Potrzeba zwiększenia eksportu przy cięciach w wydatkach oznaczała znaczne obniżenie poziomu życia.

W krajach takich jak Meksyk czy Brazylia płace realne zostały, spadły (tzn. płace utrzymały się na swym poziomie lub wzrosły znacznie mniej niż inflacja, tak, że ilość dóbr, które można było za nie nabyć, znacznie spadła) do 30% od czasu, gdy zaczął się kryzys zadłużenia, czego rezultatem było upowszechnienie niedożywienia. W Afryce wiele miejsc zostało dotkniętych masowym głodem.

Dla tych, których przetrwanie opiera się na rolnictwie, obraz rysuje się równie ponuro. Konieczność uprawy zbóż, które się opłaca wymieniać za twardą walutę, znacznie przyśpieszyła trwający proces, który zmuszał chłopów do migrowania do miast, by tam cierpieć nędzę, lub do przenoszenia się na mniej żyzne tereny, na których plony nie wystarczają do przeżycia. Najlepszym przykładem tego zjawiska jest praktyka przenoszenia chłopów bez ziemi na teren lasów deszczowych, gdzie ziemia po wyciętym lesie staje się szybko mało wartościowa. Doszło do tego m.in. w zachodnich prowincjach Brazylii (takich jak Rondonia) oraz w indonezyjskiej prowincji Papui Zachodniej.

Gwałtownie wzrastająca destrukcja środowiska, taka jak niszczenie lasów, erozja gleby, zanieczyszczenia, eksploatacja kopalin i przemysł naftowy, jest dalszą konsekwencją kryzysu zadłużenia. Nastawienie na maksymalizację eksportu za wszelką cenę nie przyniosło pożądanego efektu - ceny podstawowych towarów zmalały po tym, jak światowy rynek został nasycony produkcjami trzecioświatowych gospodarek, rywalizujących między sobą.

Nawet te państwa, które nie zaciągnęły jakichś specjalnych pożyczek, zostały negatywnie dotknięte, jako że one również są uzależnione od eksportu podstawowych produktów i w takim razie są oczywiście przedmiotem specjalnej kuracji MFW. Szacuje się, że pomiędzy rokiem 1982 a 1990 1,345 miliardów dolarów przepłynęło z Południa do kas państw, banków i instytucji finansowych Północy.

V. 1990-? Globalny kapitał finansowy, kryzys i nieustające protesty

Tak też znowu - pomimo posiadania siły i organizacji - pracownicy nie byli w stanie wygrać z nieprzerwanie mobilnym przeciwnikiem. Siła robocza jest jedynie tak silna, jak to jest niezbędne przegrali ponieważ ekonomia pozbawiła ich funkcji, które stanowiły ich społeczną broń. Nic nie zmusi kapitału do wynajmowania siły roboczej, jeśli ta jest mu już niepotrzebna. Nic nie jest odporne na naciski światowego handlu, jak pokazała zapaść ZSSR. Te same siły rynkowe, które sprawiły, że tysiące osób w Liverpoolu czy Detroit straciły pracę, zburzyły berliński mur, blokujący przepływ pieniędzy i towarów do Moskwy.

Jeśli lata 80. pokazały w całej krasie potęgę i autonomię rozregulowanego kapitału finansowego, co oznacza dalszy jego rozwój i jak należy go rozumieć? Chociaż w świetle ostatnich kryzysów wydaje się, że triumf kapitalizmu i jego radosne proklamacje końca historii były nieco przedwczesne, niewątpliwie globalny kapitał finansowy i ideologia neoliberalizmu rozwijają się obecnie bez przeszkód choć nie bez pewnego stopnia komplikacji.

W polityce partii rządzących globalizacja omawiana jest w kontekście akceptacji nowej rzeczywistości ekonomicznej i nowych więzów ekonomicznych; jest także kozłem ofiarnym dla polityków o mniejszej popularności. W polityce opozycji - również pozaparlamentarnej - opór wobec globalizacji przyjęto jako centralny punkt kampanii. Wydaje się więc ważne, aby zrozumieć zmiany i strategie, jakie kryją się pod skrótami i kapitalistyczną propagandą. Aby móc stawiać opór, musimy zdobyć odpowiednią wiedzę i poznać nowe linii przypuszczanego na nas ataku, a także to, w jaki sposób zmieniły się relacje pomiędzy państwem, kapitałem a klasami. Koniecznie trzeba wyjść poza banały, oferowane nam w analizach lewicowych czy liberalnych akademików, którzy obracają się w tych samych kategoriach i założeniach, co kapitaliści - pojmują oni świat tak samo, wierząc jedynie, że potrzebuje on paru korekt, aby wszystko szło odpowiednim torem.

Antyglobalizacyjna ortodoksja przyjmuje, że ostatnie zmiany w globalnej gospodarce oznaczają znaczące, czy wręcz definitywne zerwanie ze strukturami charakteryzującymi kapitalistyczne społeczności sprzed tych zmian. Utrzymują, że choć światowy rynek towarów, kapitału i pieniędzy istnieje od paru wieków, od lat 70. zrąb produkcji, konsumpcji i wymiany towarowej uległ fundamentalnej metamorfozie. Poprzednio odbywał się on bowiem na platformie narodowej czy narodowo-imperialnej, a dziś ponadnarodowe korporacje, banki i agencje takie, jak BŚ czy MFW zrywają z politycznym przywiązaniem do ich narodowych ojczyzn. Odterytorializowały się i zglobalizowały, co dało im możność przenoszenia kapitału czy pieniędzy do miejsc, które obiecują największe zyski. Legalny i finansowy kręgosłup dla tej swobody ruchu został powoli, lecz zdecydowanie wprowadzony. I konsekwentnie - państwa narodowe, władze samorządowe, miejskie, związki zawodowe są coraz mniej pomocne w kontroli przepływu kapitału, pieniędzy i miejsc pracy tak, iż robotnicy i obywatele nie mogą już polegać na demokratycznych rządach w walce o swoje. Korporacje rządzą światem - jak wyraził to David Korten.

Chociaż podobna interpretacja naszej obecnej sytuacji nie jest pozbawiona paru błędnych i naiwnych założeń, które bardziej zaciemniają nam obraz niż cokolwiek wyjaśniają, nie powinniśmy w odpowiedzi negować znaczenia zmian w ostatnich latach. W przeciwnym razie nie potrafilibyśmy odkryć znaczenia globalizacji jako strategii zmierzającej do zintegrowania tak dużej części populacji, jak się tylko da, w kapitalistycznym sposobie produkcji. Dla już zintegrowanych globalizacja naturalizuje rynek i ekonomię do takiego rozmiaru, że to drugie przedstawia nam się jako autonomiczna siła, której musimy ulec. Mamy tu jednak do czynienia z pozorną autonomią, ponieważ ekonomia może być autonomiczna tylko na tyle, na ile ludzie zrzekną się na jej rzecz swojej autonomii i wolności tworzenia warunków swego życia. Globalizacja nie jest niepowstrzymywalnym i samoczynnym procesem, lecz strategią, którą można było na starcie ukrócić.

Kapitał finansowy i spekulanci

Niesamowity rozrost rynków monetarnych i finansowych jest niezaprzeczalny; szacunki dziennej wartości transakcji na samych tylko rynkach wymiany w Nowym Jorku, Londynie i Tokio wahają się między 650 miliardami dolarów aż do biliona dolarów. Transakcje te składają się w dużej części ze spekulacji walutowych, które polegają na zbijaniu majątku na przepływach pieniędzy z jednego systemu walutowego w drugi. Ze względu na wielkie sumy w obrocie, nawet małe wahania czy inne czynniki mogą spowodować ogromne przepływy pieniędzy, co w rezultacie oddziałuje na kurs walut i powoduje gospodarcze nieprzyjemności dla rządu ofiary - nieprzyjemności, które objawiają się np. w potrzebie cięć budżetowych. Ten wzrost pieniędzy wytworzonych handlem pieniędzmi jest czasem mylnie nazywany jako ekonomia kasyna czy gra. Nawet najbardziej abstrakcyjna i barbarzyńsko bezcelowa kapitalistyczna działalność istnieje w jakimś materialnym i społecznym kontekście. Nie wystarczy wymienić efekty spekulacji walutowych - trzeba też spytać przeciw komu i czemu się ona obraca. Spekulacja jest wymierzona przeciw państwom, których polityka jest w jakimś sensie niekompatybilna do globalnych wymagań konkurencyjności, tzn. tych, którzy nie uczynili należytych wysiłków, by zliberalizować gospodarkę, przystosować do niej robotników lub okazują jakąś słabość wobec żądań kontroli publicznych finansów i wydatków.

Te państwa, które rozpoczęły program zdrowej restrukturyzacji, są chronione lojalnością spekulantów. Dla pracowników jednakże, wybór pomiędzy dwoma finansowymi reżimami pozostaje fałszywy; to, co udaje się utrzymać mimo surowych warunków jest tracone w wyniku bezrobocia i inflacji. Większość ludzi doświadcza ekonomii (zarówno globalnej, narodowej jak i lokalnej) nie jako źródła szansy, lecz jako formy zniewolenia.

Globalizacja produkcji

Proces restrukturyzacji na Zachodzie, który doprowadził do przeniesienia produkcji do Trzeciego Świata, gdzie można narzucić mniejsze płace i bardziej intensywną pracę, został tu już opisany. Strefy wolnego eksportu, stworzone przez rządy państw Trzeciego Świata wciąż się rozszerzają; zatrudnienie w meksykańskich mequiladoras wzrosło z 110 tys. w 1980 r. do 500 tys. w 1992 r. W Azji (Korea Płd., Tajwan, Malezja itp.) około 700 tys. osób jest zatrudnionych w podobnych strefach.

Społeczne konflikty i walki również nasiliły się (pomiędzy 1989 a 1993 r. w Malezji liczba dni wolnych ze względu na oficjalne strajki wzrosła 3,5 razy), niektóre przedsięwzięcia zostały przeniesione w obrębie Trzeciego Świata - na przykład z Korei Południowej do Indonezji. Dla azjatyckiego przemysłu tekstylnego jest to zresztą wyjątkowo łatwe, jako że przemysł odzieżowy używa znikomego kapitału i jest bardzo mobilny. Wszystko, czego potrzeba, to szopa, maszyny do szycia i wiele tanich i zręcznych palców. Strategia międzynarodowego podziału siły roboczej, który znowu jest globalnie podzielony, zgodnie z porównywalnymi kosztami wciąż trwa. Produkcja wykorzystująca intensywnie siłę roboczą, która wymaga względnie małego kapitału przeznaczona jest dla stref nisko-płatnych, podczas gdy produkcja wymagająca wyrafinowanych technologii umiejscawiana jest na tych terenach, gdzie oferuje się znośne warunki życia (najczęściej jest to Zachód). Fabryka stałą się fabryką globalną. Konsekwentnie - wszelkie roszczenia pracowników o większą płacę zostały w ten sposób znacznie utrudnione. Warto zastanowić się w tym kontekście nad stopniem, w jakimś ponadnarodowe korporacje są obecnie globalne. Mogą one przeprowadzać operacje w wielu różnych państwach, lecz większość z nich pozostaje zakorzeniona w swych ojczyznach, jeśli chodzi o kontrolę owych operacji. Zarządy wykonawcze i style zarządzania pozostają wciąż narodowe, podobnie jak kontrola badań i rozwoju. Nadal możemy spokojnie posługiwać się takimi pojęciami jak kapitał narodowy czy kapitał brytyjski etc.

Kapitał i państwa narodowe

Jeden z głównych wątków przewijających się w antyglobalizacyjnej retoryce jest idea, że państwo i rynek są sobie jako formy społecznej organizacji a globalizacja daje rynkowi, wielonarodowym i ponadnarodowym ciałom władzę nad państwem, co objawia się utratą suwerenności i narodowej autonomii. Jednak państwo i kapitał nie stoją wobec siebie w opozycji. Jeśli już, to egzystują one w sprzecznej jedności - są różnicującymi się formami dominacji w obrębie relacji, konstytuującej społeczny porządek: państwa uciskają swoje populacje tak, jak zarządcy wyzyskują swoich pracowników. Kapitalizm żyje i żywi się tarciami i antagonizmami; główny z nich zachodzi pomiędzy kapitałem i siłą roboczą - niezmiennie stara się on uciec od zawsze gotowych do niesubordynacji robotników, ale wciąż ich potrzebuje, by się rozwijać. Następne tarcie występuje pomiędzy potrzebami narodowych państw a potrzebami globalnego kapitału. Fakt, że jakieś państwo działa czasami przeciw jakiemuś kapitalistycznemu przedsięwzięciu, nie obala głównej kwestii, takiej mianowicie, że nie ma państw, które nie zawdzięczałoby swoich dochodów i potęgi kapitałowi.

W miarę jak rosło znaczenie kapitału pieniężnego, odpowiednio zmieniały się relacje między określonymi terytorialnie państwami a globalnie mobilnym kapitałem. Dla państw narodowych czymś zasadniczym jest przyciąganie i zatrzymywanie kapitału w obrębie swoich granic. Dlatego też polityka narodowa, jako kombinacja polityki społecznej i ekonomicznej, układana jest tak, aby zwiększyć szanse państwa na przyciągnięcie kapitału. Sukces owej polityki uzależniony jest od ustanowienia warunków dla rozwoju kapitału na światową skalę. Jednakże uczestnictwo w finansowych szczytach i umowach handlowych, które umożliwiają ten rozwój niesienie ze sobą ryzyko niedogodności ekonomicznych dla danego państwa. To tu leży konflikt między globalnymi a narodowymi interesami, a nie w opozycji między kapitałem finansowym i korporacjami (czy - jak to się jeszcze gorzej określa: kapitałem zagranicznym) a gospodarkami narodowymi czy lokalnymi.

Wzrost liczby i zasięgu porozumień handlowych (GATT, NAFTA, Maastrich itd.) i międzynarodowych ciał regulacyjnych (WTO, MFW, Bank Światowy) nie dzieje się na przekór czy wbrew woli państw narodowych, lecz w istocie jest raczej inicjatywą państw, której głównym celem jest restrukturyzacja relacji kapitał/siła robocza. Obecna globalna re-kompozycja (jako coś przeciwstawnego de-kompozycji) państw narodowych dąży do pogłębienia władzy państwa. Chociaż jego pole manewru w stosunku do strategii finansowych zostało znacznie ograniczone, jego rola w planowaniu i zarządzaniu siłą roboczą stała się jeszcze ważniejsza niż dotychczas. Dalekie od wypadnięcia z kursu czy zostania zlekceważonym w globalnym porządku, państwo narodowe jest wciąż tak samo ważne. Główną zmianą w reorganizacji państwa jest przesunięcie odpowiedzialności na reżimy międzynarodowe i niezależne, politycznie neutralne organizacje (w sensie lewicy/prawicy), co powoduje wyraźne odpolitycznienie pewnych sfer podejmowania decyzji. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił Gordon Brown po tym, jak został ministrem finansów było scedowanie odpowiedzialności za politykę monetarną na Bank of England. Podobnie - członkostwo w WTO czy ERM pozwala rządom usprawiedliwiać się bezsilnością w obliczu zewnętrznych komitetów i czuć się bezpiecznym pomimo porażek politycznych.

Porozumienia handlowe i ponadnarodowe organizacje

Istnieje wiele międzynarodowych umów i ciał regulujących; w kontekście globalizacji najbardziej znanymi z nich są WTO, MFW i Bank Światowy, GATT, NAFTA i bez końca odwlekany MAI. NAFTA została wprowadzona 1 stycznia 1994 r., czyli w dniu, który zapisał się w historii także jako początek powstania Zapatystów w Meksyku. Jej zabezpieczenia są bardzo podobne do tych zawartych w MAI, który ma zostać wprowadzony globalnie i obejmować wszystkie główne gospodarki. NAFTA skutecznie tworzy ponadgraniczną strefę ekonomiczną w Północnej Ameryce, zrzeszając Kanadę, USA i Meksyk. Jest tyleż umową o wolnym handlu dobrami i usługami, co stanowi zachętę dla korporacji, które chcą działać w obrębie tych trzech państw, usuwając bariery dla zagranicznych inwestorów. Majowie w Chiapas opisali ją jako wyrok śmierci, ponieważ oznacza ona dalszą eksploatację i pogłębianie nędzy, co przy ich obecnej niewesołej sytuacji nie wróży nic dobrego.

WTO stworzono podczas rundy urugwajskiej (1986-94) negocjacji GATT-u, aby uregulować handel międzynarodowy i rozstrzygać dyskusje. Jednym z najważniejszych warunków, które spełniać musi członek WTO (czy sygnatariusz NAFTA) jest pogodzenie się z tym, że wszelkie narodowe prawa i regulacje (np. ekologiczne i pracownicze), które ograniczają wolny handel mogą zostać zaskarżone przez pozostałych członków WTO i istnieje możliwość wprowadzania grzywien i sankcji. To ośmiesza złudzenia, żywione przez niektórych, że kontrola prowadzona przez narodowe rządy jest rzetelna, ponieważ rządy liczą się ze społeczeństwem w przeciwieństwie do tajemniczych i nie wybranych demokratycznie (horror! tragedia!) biurokratów z WTO. Podczas niedawnej dyskusji bananowej rząd USA, działając w imieniu amerykańskich korporacji, skupiających w swych rękach ponad 80% importu bananów do Europy, poprosił WTO, aby to zmusiło Unię Europejską do stworzenia sprzyjających warunków dla producentów w dawnych koloniach karaibskich. Równocześnie USA narzuciło ogromne taryfy na szereg marginalnych ekonomicznie produktów, takich jak np. szkocki kaszmir, czekając aż WTO podejmie działania rozjemcze w dyskusjach handlowych. Komisja WTO zdecydowała, że protekcjonizm Unii Europejskiej stanowił zagrożenie wolnej konkurencji i obciążyła UE grzywną. Rząd brytyjski, pomimo tego, że był jedną z ofiar sankcji USA, nie wydawał się być tą sprawą szczególnie zainteresowany (chociaż odstawił pokazówkę broniąc jakiejś mało znaczącej części brytyjskiego przemysłu, która została dotknięta sankcjami). Padło nawet zdanie, że wszelkie straty można powetować stosując podobne praktyki, obrócone przeciw Stanom. Państwo zawsze będzie bronić interesów kapitalistów, czy to za pomocą demokratycznych środków, czy za pomocą dyktatury.

Zbyt wiele w antyglobalizacyjnej działalności apelów do państwa, aby te brały pod uwagę interesy swoich obywateli i by wrócił złoty wiek społecznej demokracji i narodowej suwerenności, kiedy to państwa broniły nas przed ekscesami korporacji. Oprócz tego, że podobne apele są groteskowym pomieszaniem, takie skargi są po prostu pełne oportunizmu. Państwa i rządy mają współudział w globalizacji. Powinniśmy zdawać sobie z tego sprawę i działać odpowiednio.

Rządy korporacji?

Pięćdziesiąt jeden ze stu największych gospodarek świata stanowią wielonarodowe korporacje. Ogół transakcji Forda i General Motors jest większy niż Produkt Krajowy Brutto wszystkich państw leżących wokół Sahary. Podobnych statystyk używa się, aby udowodnić, że rządzą nami korporacje, a nie państwo czy kapitał (chociaż trzeba zauważyć, że liberałowie prawdopodobnie nie postrzegaliby państwa jako czegoś nam przeciwnego, lecz raczej korporacje jako coś przeciwnego państwu, które powinno nas reprezentować jako wolnych i równych obywateli). Korporacje i kapitalizm nie są równoznaczne. Chociaż korporacje są bez wątpienia kapitalistyczne, kapitalizm wcale nie musi być korporacyjny.

Korporacje są dominującą postacią kapitalizmu, ale kapitalizm nie jest rzeczą czy jakimś konkretnym bytem - to społeczna relacja pomiędzy ludźmi, polegająca na tym, że gros ludzi musi sprzedawać swą siłę roboczą aby przeżyć. Mały biznes jest tak samo kapitalistyczny, jak największe wielonarodowe korporacje. Fakt, że strategicznie nonsensowne byłoby kierowanie naszej energii przeciwko małemu biznesowi, który nie dzierży specjalnej władzy, nie oznacza, że postrzegamy go jako coś lepszego czy tym bardziej alternatywnego wobec korporacji. Kapitał zawsze dąży do rozrastania się, w jakiej formie by nie był. Wszystkie wielkie przedsiębiorstwa zaczynały kiedyś jako przedsiębiorstwa małe; Sainsbury na przykład zaczynał jako sklep spożywczy.

Kapitalistyczne relacje społeczne narzucają się całemu społeczeństwu; nie ma ucieczki w jakąś lokalną działalność - zawsze owe relacje ujawniłyby się i w niej. Smutną prawdą o lokalnym biznesie jest ta, że nie stanowi on żadnej postępowej alternatywy i w istocie jest zazwyczaj prowadzony przez ograniczonych małych tyranów, którzy uważają siebie za wolnych ponieważ są swymi własnymi szefami na wysepce iluzorycznej dyktatury, gdzie władza ogranicza się do szybko zmieniających się klientów. Mimo swych tęsknot za jakąś zmyśloną dawną autonomią, mimo, że mogą się oni nazywać anarchistami i utyskiwać na centralny rząd i wielki biznes, identyfikują się oni z ich obecnymi środkami przeżycia i niemal na pewno przywołują policję, kiedy ich nisza w kapitalistycznym społeczeństwie jest zagrożona, na przykład splądrowaniem.

Jak zauważył Gilles Dauve zasada zyskowności nie ma wiele wspólnego z akcjami paru wielkich kapitalistów, a zmiana społeczna nie będzie polegała na zlikwidowaniu paru grubych palaczy cygar, ubranych w meloniki i namiętnie grających na gonitwach konnych. Istotną rzeczą nie są jednostkowe profity kapitalistów, ale ucisk, orientacja, narzucona na produkcję i społeczeństwo przez obecny system, który dyktuje nam, jak pracować i co konsumować. Cała ta demagogia o biednych i bogatych jedynie zaciemnia sprawy.

Zniesienie kapitalizmu nie oznacza ani odebrania pieniędzy bogatym, ani rozdania ich biednym, lecz zniesienie relacji opartych na pieniądzu.

VI. Obecna sytuacja

Ogłaszany triumf globalnej gospodarki wydaje się być raczej iluzorycznym zwycięstwem. Wygląda na to, że walka i opór znowu odżywają po co najmniej dekadzie względnego zastoju. Pod hasłami monetarnej niestabilności, złych praktyk handlowych i ostrzeżeń niektórych członków elity finansowej takich jak George Soros - o niebezpiecznej kruchości systemu finansowego, kryje się rzeczywistość, w której ostatecznym źródłem obecnego kryzysu okazują się być nie błędy jakichś bankierów czy spekulantów, lecz redukcja zysków spowodowana walką klasową. Powstanie Zapatystów w 1994 r., które wpakowało Meksyk i NAFTA w kryzys, strajk generalny we Francji w grudniu 1995 r., który zablokował planowane cięcia w wydatkach socjalnych i strajki generalne robotników Korei Południowej w grudniu 1996 r. i marcu 1997 r., które roznieciły kryzys azjatycki i położyły kres mitowi azjatyckich tygrysów, są tylko paroma przykładami.

Co to właściwie oznacza dla przyszłości? Czy kapitalizm przeciągnął strunę w swym wysiłku, aby sobie w pełni podporządkować ziemską populację? Niedawna zapaść rosyjskiej gospodarki i finansowa zawierucha na Dalekim Wschodzie pokazała, jak nagle system może pogrążyć się w kryzysie. Jeśli ostatnie zrywy przybiorą formę zgranej globalnej ofensywy, wtedy rezygnacja z demokracji społecznej i chroniczny brak środków zaspokajających potrzeby klasy pracującej, mogą się okazać dużym błędem klasy rządzącej. Obecna słabość starych demokratycznych form mediacji, takich jak związki zawodowe, otwiera możliwości walki poza i przeciwko ich ułudzie. W tym kontekście można dostrzec pewną świadomość wśród kapitalistów - świadomość, że może w przyszłości ponownie będą musieli włączyć do systemu elementy sprawiedliwości społecznej, aby powstrzymać walkę klasową. Takie stanowisko wydaje się zajmować George Soros, kiedy ostrzega, że bezwzględne dążenie do zaspokojenia własnych interesów, nie utemperowane świadomością dobra wspólnego wpędzi system w nie lada kryzys.

Dziś w każdym razie - zwłaszcza mając na uwadze kolejną falę nacjonalizmów i rasizmu (często skierowanych przeciw globalizacji) - nasza walka powinna być międzynarodowa i obejmująca zarówno państwo jak i kapitał w jakiejkolwiek formie, jako naszych wrogów. Po następnym wielkim krachu na giełdzie, nie wykluczone, że jacyś oportunistyczni politycy wystąpią przeciwko globalizacji i zderegulowanym rynkom, co spowoduje przejęcie i neutralizację tych radykalnych ruchów, które sytuują się dziś w opozycji do tych procesów. Nie walczymy o powrót do jakiejś formy globalnego konsensusu społecznej demokracji, nie o redystrybucję dóbr czy otwarte społeczeństwo obywatelskie bez granic. Wątpliwe, czy dalsze reformy są jeszcze możliwe. Jedyną opcją, która wydaje się być w naszej sytuacji odpowiednia, jest całkowite zniesienie kapitalistycznych relacji społecznych.

Przypisy:

1. Rewolucję radziecką - pomimo, że nazywa się ją komunistyczną można uznać za wszystko tylko nie to. Zamiast rozwijania się w kierunku przeciwnym do kapitalizmu, została ona wykorzystana przez rząd nowych przywódców, którzy zachowali podstawowe aspekty kapitalistycznego społeczeństwa, np. pracę najemną, pieniądz i akumulację kapitału (w gorszej postaci) i bezdusznie tłamsili wszelkie próby oporu [nie zmienia to faktu, że komuniści nie zachowali takich typowych aspektów kapitalizmu, jak zasada konkurencyjności, rozwój gospodarki w oparciu o prawo popytu i podaży itp., dlatego mówienie o państwowym czy jakimkolwiek innym - kapitalizmie w ZSRR jest zupełnie absurdalne dop. red. I.Ś] Kronsztadzcy marynarze usłyszeli od Trockiego, że jeśli natychmiast nie podejmą pracy, zostaną wystrzelani jak kuropatwy. Co gorsza - zapowiedź ta została spełniona. Nowe status quo opierało się na klasowym kompromisie gwarantowanego zatrudnienia, lżejszej pracy, lecz również pustek w sklepach. Można ten stan podsumować tak: wy udajecie, że nam płacicie - my udajemy, że pracujemy.
2. Walka różnych potęg, które powstały, by zarządzać tym samym systemem ekonomicznym, jest oficjalnie ukazana jako sprzeczność, choć faktycznie przynależy do rzeczywistej jedności; i to zarówno w skali światowej, jak wewnątrz każdego narodu. Guy Debord, teza numer 55 - Społeczeństwo spektaklu, Gdańsk 1998
3. Organizacja państw produkujących i eksportujących ropę naftową. Pierwotnie był to kartel głównych producentów naftowych, od których wiele państw uprzemysłowionych było (i w większości jest nadal) uzależnionych, jeśli nie posiadają własnych zasobów ropy.
4. Pierwotnie wprowadzono je w Kalifornii w połowie lat 90. Oznacza ono, że trzeci wyrok w jakiejkolwiek sprawie równa się 25 latom więzienia.

Autor: 
Z