Polecamy

Magazyn Iskra

Centrum Informacji Anarchistycznej

Lewica.pl

Indymedia

IBW

WRS

Mamy obecnie 280 tekstów.

Budowanie globalnej wspólnoty

Szymon Andrzejewski: Zajmował się Pan działalnością pomocową i charytatywną już od wielu lat. Na czym ona polegała?

Wojciechem Zięba: Od 1978 roku działam w Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata MAITRI. Jest to ruch katolicki, który powstał w Warszawie w 1975 roku i rozprzestrzenił się na całą Polskę. Jego najważniejszym zadaniem jest pomoc ludziom najbiedniejszym z biednych. Początkowo wysyłaliśmy paczki do Matki Teresy do Kalkuty, gdyż panujący w Polsce system komunistyczny uniemożliwiał inne formy działania. Nawet takie formy działania jak wysyłka lekarstw czy ubrań były utrudniane administracyjnie. Taka pomoc była zresztą mało efektywna; wysyłanie odzieży na pewno nie rozwiązywało problemów ludzi potrzebujących pomocy. Wspieraliśmy też w niewielkim stopniu polskich misjonarzy, którzy pracowali w Indiach czy w Afryce, a równocześnie wspieraliśmy prześladowanych chrześcijan w innych krajach, zwłaszcza w Czechosłowacji, dostarczając im literaturę religijną i Biblie. Było to niebezpieczne, groziło to poważnymi konsekwencjami prawnym z karą więzienia włącznie. Mogę przytoczyć z własnego doświadczenia sytuację, kiedy umówiłem się na spotkania ze członkami Kościoła podziemnego z Czechosłowacji. Spotkanie zostało odwołane, a po kilku miesiącach dowiedziałem się, że tamtejsze służby bezpieczeństwa zabiły wówczas za działalność religijną człowieka, działającego w podziemiu w kręgu moich przyjaciół.

Po przemianach ustrojowych w 1989 roku dalsza wysyłka paczek pocztą straciła sens, ponieważ wskutek urealnienia opłat pocztowych okazało się to zupełnie nieopłacalne. Ale pojawiły się zupełnie nowe możliwości działania. Początkowo była to kontynuacja wysyłki darów, ale już w inny sposób. Po tragicznej wojnie w Rwandzie, w której zginęło ponad milion osób, wysłaliśmy kontenery z darami, czyli już nie pocztą. Dary pochodziły od współpracowników Ruchu Maitri z całej Polski, Czech i Słowacji. Następnie zrezygnowaliśmy z tej pomocy, przechodząc na bardziej efektywną pomoc finansową. Za pieniądze zebrane w Polsce można tam kupić wszystko, często nawet taniej niż u nas. W ten sposób wspiera się też rozwój miejscowego rzemiosła, rolnictwa, handlu, podczas gdy dary rzeczowe raczej rozwój utrudniają.

Zorganizowałem również program pomocy długofalowej dla sierot pozostałych po tej wojnie pod nazwą "Adopcja Serca". Polega ona na indywidualnym wsparciu konkretnego dziecka przez ofiarodawcę, który otrzymuje jego zdjęcie, jego życiorys i informacje o aktualnej sytuacji, w wielu wypadkach nawet nawiązuje z nim korespondencję. Za pośrednictwem Ruchu Maitri i polskich misjonarzy pracujących w Afryce przykazywane są comiesięczne składki na utrzymanie dziecka, ochronę zdrowia i edukację. Dla większości wspieranych w ten sposób dzieci jest to całkiem dosłownie kwestia życia i śmierci. Pomoc trwa do osiągnięcia pełnoletności lub ukończenia nauki, jeśli trwa dłużej.

Szymon Andrzejewski: Jak to się stało, że zajął się Pan Sprawiedliwym Handlem?

Wojciechem Zięba: Przed rokiem 2000 na całym świecie zorganizowana została Koalicja Jubileusz 2000, której celem było uzyskanie redukcji zadłużenia międzynarodowego najuboższych krajów świata, które znacznie więcej środków muszą przeznaczać na spłatę niesprawiedliwych odsetek, niż na tak podstawowe usługi społeczne, jak np. służba zdrowia czy szkolnictwo. Organizowałem w Polsce wraz z uczestnikami Ruchu Maitri akcję zbierania podpisów pod Petycją Jubileusz 2000 do krajów Grupy G8, które są głównymi wierzycielami krajów ubogich. Cała myśl darowania długów wywodziła się z nauczania Jana Pawła II, który przez cały swój pontyfikat wzywał kraje bogate do redukcji zadłużenia, a szczególną okazją do tego był Wielki Jubileusz Roku 2000. Papież przypominał w związku z tym biblijną ideę darowania długów i uwolnienia niewolników z okazji roku jubileuszowego. W Polsce petycję podpisało ok. 250 tys. osób. Pod względem ilości zebranych podpisów zajęliśmy 20 miejsce na całym świecie, a ponieważ akcja toczyła się w ponad 60 krajach świata był to spory sukces. Wtedy też, wyjeżdżając do Anglii, zetknąłem się po raz pierwszy z ideą Sprawiedliwego Handlu. Po powrocie do Polski, jeszcze w ramach Ruchu Maitri publikowałem artykuły z tym związane i zacząłem przygotowywać się do założenia stowarzyszenia, które mogłoby podjąć tę nieznaną w Polsce działalność. Dzięki temu w 2003 roku powstało Stowarzyszenie Sprawiedliwego Handlu "Trzeci Świat i My", które początkowo prowadziło działalność edukacyjną, jednocześnie przygotowując się do dystrybucji produktów Sprawiedliwego Handlu. Był to dosyć długi i skomplikowany proces, ale zakończył się sukcesem i na Światowy Dzień Sprawiedliwego Handlu w drugą sobotę maja 2006 roku oficjalnie po raz pierwszy wprowadziliśmy do handlu nasze produkty.

Szymon Andrzejewski: Jak wyglądały początki propagowania idei Sprawiedliwego Handlu w Polsce?

Wojciechem Zięba: Artykuły w gazetce Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata MAITRI "Trzeci Świat i My" jako pierwsze przedstawiały założenia, sposób działania i osiągnięcia Sprawiedliwego Handlu. W rezultacie pozyskaliśmy pierwszych współpracowników oraz rozpoczęła się praca nad statutem stowarzyszenia. Inną formą propagowania Sprawiedliwego Handlu były wystąpienia na uczelniach czy w szkołach. Zorganizowaliśmy również w Gdańsku we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Programem Narodów Zjednoczonych d.s. Rozwoju (United Nations Development Program UNDP) i Prezydentem Miasta Gdańska konferencję, która miała na celu przybliżenie mieszkańcom Trójmiasta idei pomocy rozwojowej, do której Polska jest również zobowiązana z tytułu przynależności do ONZ, OECD czy Unii Europejskiej. Poza tym przygotowywaliśmy różne materiały edukacyjne, przenośną wystawę fotograficzną, filmy - czyli narzędzia dzięki którym mogliśmy rozwijać naszą pracę. Obecnie obok działalności edukacyjnej prowadzimy również działalność gospodarczą, która polega w całości na rozprowadzaniu produktów Sprawiedliwego Handlu. Trafiają one głównie do wybranych supermarketów, można je spotkać też coraz częściej w lokalach gastronomicznych oraz w mniejszych sklepach za zdrową żywnością.

Szymon Andrzejewski: Sama idea jest niezwykle szczytna, ale też często krytykowana. Można usłyszeć argument, że niezamożny człowiek nie kupi produktu, np. kawy, która kosztuje dwa razy drożej niż sąsiednia na półce. Często też zadaje się pytania o wiarygodność SH. Jak Pan odpowie na te zarzuty?

Wojciechem Zięba: Jeśli mówimy, że coś jest tańsze lub droższe, musimy mieć skalę porównawczą. Trzeba wziąć pod uwagę m.in. kryteria jakościowe. W swojej klasie produktów ekologicznych, bez chemii, nasze produkty wcale nie są droższe, a nierzadko jest wręcz odwrotnie. Jako przykład mogę podać cukier trzcinowy. Sprzedajemy 1 kg cukru trzcinowego za ok. 13 zł. Podobnej klasy cukier można kupić w sklepach też za 13 zł, ale... tylko 0,5 kg. W przypadku kawy jest podobnie. Dobre kawy wyższej jakości potrafią kosztować nawet ok. 30 zł za 250 gr, ceny naszej kawy wahają się na poziomie ok. 15 zł. Oprócz tego kawa, którą sprzedajemy to czysta arabika, bez chemii, bez sztucznych smaków i zapachów, bez dodatku robusty, gatunku kawy o niskich walorach konsumenckich. Prawie wszystkie produkty, które rozprowadzamy, mają nie tylko certyfikaty Fairtrade – Sprawiedliwego Handlu, ale też certyfikaty produkcji ekologicznej, zgodne z normami Unii Europejskiej. Drugim często poruszanym zagadnieniem jest wiarygodność. W ramach ruchu Sprawiedliwego Handlu funkcjonują organizacje certyfikacyjne, które nie zajmują się handlem i nie czerpią z niego korzyści, a jedynie ustalają standardy i kontrolują czy są one przestrzegane. W ramach Sprawiedliwego Handlu istnieją dwie formy weryfikacji przestrzegania kryteriów. Pierwsza dotyczy samego produktu - warunków w jakich powstaje i w jakich jest sprzedawany. Produkt, który spełni wszystkie kryteria, może być oznakowany znakiem certyfikacyjnym Fairtrade. Drugą metodą weryfikacji jest kontrola działania organizacji Sprawiedliwego Handlu. Organizacja producentów czy organizacja handlowa, która spełni wszystkie kryteria, ma prawo posługiwania się znakiem Organizacji Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade Organization Mark) Jednym z najważniejszych kryteriów jest sprawiedliwa cena za towar, wypłacana producentom. Niezależnie od wahań na rynku światowym cena ta musi pokryć koszty produkcji i godziwego utrzymania producentów i nigdy nie może być niższa od ceny minimalnej Sprawiedliwego Handlu za dany produkt. Jest ona stała przez wiele lat i rolnik może dostać nawet kilkukrotnie więcej za swoje plony, niż na "wolnym" rynku. Oprócz tego wypłacana jest specjalna premia, ok. 10 proc. wartości sprzedawanego towaru, która przeznaczana jest na projekty rozwojowe dla całych społeczności lokalnych, np. na budowę szkoły, ośrodka zdrowia, wodociągu, drogi lub studni. Sprawiedliwy Handel troszczy się również o ochronę środowiska naturalnego, propagując uprawy ekologiczne czy czyste, energooszczędne metody przetwórstwa. Istniejące systemy kontroli są wiarygodne i - co najważniejsze - dają konsumentowi gwarancję, że wszystkie kryteria są spełnione. W przypadku produktów, które sprzedaje w Polsce Stowarzyszenie Sprawiedliwego Handlu "Trzeci Świat i My", przeciętnie 37 procent ceny detalicznej trafia do producentów; na tzw. "wolnym rynku" te wartości spadają często nawet poniżej jednego procenta. Dzieje się tak m. in. dlatego, iż organizacje Sprawiedliwego Handlu eliminują pośredników i zaopatrują się bezpośrednio u producentów. Wg raportu Oxfam, międzynarodowej organizacji pomocowej o wielkim autorytecie międzynarodowym, przeciętna kawa, zanim trafi na półki sklepowe, może nawet 150 razy zmienić właściciela. Każdy z nich chce zarobić, a dzieje się to kosztem rolników, którzy od wielu lat sprzedają swoją kawę poniżej kosztów produkcji. W rezultacie ponad 50 milionów rolników na świecie utraciło środki do życia, pola i domy, musiało opuścić swoje wioski i szukać często złudnej nadziei na znalezienie środków do życia w slumsach wielkich miast. "Wolny" rynek jest niestety wolny tylko dla wielkich korporacji, ale nie dla indywidualnego rolnika, który nie ma żadnych możliwości, aby walczyć o dobrą cenę za swoje produkty na rynku światowym

Szymon Andrzejewski: SH dąży również do podniesienia świadomości konsumenckiej. Jak Pan ocenia społeczeństwo polskie pod tym względem?

Wojciechem Zięba: Świadomość konsumencka jest niestety w Polsce bardzo niska. Tylko wąskie grupy szczególnie zainteresowanych osób mają świadomość zarówno problemów, jakie wiążą się z handlem światowym, jak i samą produkcją żywności. Nie wiemy, co jemy, a przeważnie żywność, którą kupujemy w sklepach, jest niezdrowa, nasycona chemią i innymi sztucznymi dodatkami, które ukryte są pod różnymi kryptonimami np. E z numerkiem, które konsumentowi zupełnie nic nie mówią. Nierzadko są to substancje bardzo szkodliwe, a mimo to spożywamy je na co dzień, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie jesteśmy nawet na tyle świadomi, aby chronić własne zdrowie i życie.

Jednak jeszcze trudniejsze jest przekonywanie ludzi, że powinni interesować się tym, co się dzieje na drugim końcu świata. Nie mówię, że ludzie są nieczuli. Kiedy coś dotrze do ich świadomości, wtedy potrafią działać. Jednak dostęp do naprawdę ważnych informacji jest ograniczony, a media publikują informacje bardziej atrakcyjne dla przeciętnego odbiorcy, które skłaniają go często nie do refleksji nad negatywnym wpływem naszego stylu życia na stan środowiska naturalnego czy los innych ludzi, zwłaszcza w krajach ubogich, ale do coraz bardziej nieumiarkowanej konsumpcji. Gdy ktoś w tym samym czasie próbuje przekazywać informacje trudne, które stanowią wyzwanie dla każdego, bywają one spychane w podświadomość. Taką wiadomością może być informacja, że ludzie umierają z głodu. Kiedy dowiadujemy się, że dzieje się tak z naszym nieświadomym udziałem, wtedy budzą się reakcje obronne. A więc brak informacji i zalew informacji o zupełnie przeciwnym charakterze powoduje, że świadomość konsumencka jest niska. Z drugiej strony zajmując się działalnością na rzecz ubogich prawie 30 lat widzę, że ludzie są bardzo otwarci. Pokonując bariery i docierając do ludzi z informacją, publikując materiał w atrakcyjny sposób w mediach, można sprawić, że bardzo wielu ludzi odpowie na wezwanie, które jest do nich kierowane - czy to do podzielenia się swoją własnością z biedniejszymi, czy też do zmiany nawyków konsumenckich, aby przynosiły korzyści nie tylko im samym, ale także innym ludziom.

Szymon Andrzejewski: Powodzenie idei SH zależy też od dystrybutorów. Jak sieci handlowe reagują na hasło SH?

Wojciechem Zięba: Sieci handlowe często same się do nas zgłaszają z prośba o dostarczenie towarów. Traktują nasze Stowarzyszenie zupełnie inaczej, niż przeciętnego dostawcę i mamy o wiele lepsze warunki handlowe. Myślę, że dzieje się tak, ponieważ buduje to jednocześnie pozytywny wizerunek społeczny firmy rozprowadzającej nasze towary. Korzyści wynikają choćby z faktu, że media, interesując się Sprawiedliwym Handlem, piszą również o sklepach, które rozprowadzają te towary. W rezultacie konsumenci odwiedzając dany sklep kupią nie tylko produkty ze znakiem certyfikacyjnym Fairtrade, ale i inne produkty. Myślę, że jeśli nawet sklepy na naszych produktach zarabiają nieco mniej, na pewno nie ponoszą z tego tytułu strat. Nasze produkty mają niższe marże, nie musimy płacić za regały czy za wprowadzenie kolejnego produktu na półkę. Spotykam się naprawdę z bardzo życzliwym przyjęciem.

Szymon Andrzejewski: Stowarzyszenie "Trzeci Świat i My" organizowało w dniach 14-20 czerwca 2007 roku. Dni Sprawiedliwego Handlu w Gdańsku, przy współudziale żaglowca SH "Estelle". Jak Pan podsumuje to wydarzenie?

Wojciechem Zięba: Akcja edukacyjna prowadzona wspólnie z fińską organizacją "Nowy Wiatr", która przysłała do Gdańska swój statek żaglowy, przyniosła znaczne efekty. Najważniejszym z nich było zaproszenie od Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza na sesję Rady Miasta Gdańska 28 czerwca 2007 roku, gdzie miałem okazję przedstawić ideę Miast Sprawiedliwego Handlu. Sądzę, że skoro Pan Prezydent zaprosił mnie, abym przedstawił tę ideę, jest zainteresowany, aby znalazła ona w Gdańsku poparcie, zarówno w Radzie Miasta jak i w innych środowiskach. Aby Gdańsk mógł uzyskać tytuł Miasta Sprawiedliwego Handlu, trzeba spełnić, według międzynarodowych standardów, wiele wymogów. Do kampanii musi przystąpić Rada Miasta, organizacje pozarządowe i kościelne, media, zakłady pracy oraz handlowcy. Trzeba znacznie zwiększyć ilość punktów sprzedaży, w których będą dostępne produkty SH, i prowadzić szerszą akcję edukacyjną. Gdańsk ma chyba największą w tej chwili szansę w Polsce, aby taki status uzyskać. Potrzeba na to rok lub dwa lata wytężonej pracy, ale pierwsze kroki zostały już poczynione. W Gdańsku działa pierwsza i jak dotąd jedyna organizacja Sprawiedliwego Handlu w Polsce czyli Stowarzyszenie Sprawiedliwego Handlu "Trzeci Świat i My". W Gdańsku jest największe nasycenie sprzedaży produktów. Od trzech lat rozwija się współpraca między naszym Stowarzyszeniem, a instytucjami edukacyjnymi jak np. Wydziałem Oświaty Urzędu Miejskiego. Dzięki tej współpracy m.in. przeszkoliliśmy wszystkich dyrektorów gdańskich szkół, wprowadzając ich w zagadnienia globalnej edukacji rozwojowej i Sprawiedliwego Handlu. Rozwijamy też współpracę z Centrum Edukacji Nauczycieli, która bardzo pomogło nam przy opracowaniu materiałów edukacyjnych dla szkół. Jeśli instytucje i organizacje, które poprzez swoich przedstawicieli gościły na żaglowcu "Estelle", zechcą kontynuować swoje działania, mogą pomóc, aby Gdańsk został pierwszym Miastem Sprawiedliwego Handlu nie tylko w Polsce, ale także we wszystkich nowych krajach Unii Europejskiej. Jest to nośna idea, nad którą warto pracować i wierzę, że wizyta "Estelle" się do tego również przyczyniła.

W tym czasie powstały dwie nieformalne koalicje organizacji pozarządowych, które mają na celu rozwijanie bliskich nam idei. Jedna ma na celu szerokie propagowanie Sprawiedliwego Handlu. Zainteresowanie współpracą wyraziły organizacje z Gdańska, ale też z Warszawy i Polska Zielona Sieci, której organizacje członkowskie rozsiane są po całej Polsce. Druga koalicja ma na celu opracowania modelu spółdzielni socjalnej, która działałaby na zasadzie Sprawiedliwego Handlu. Mógłby to być sklep połączony z kawiarnią i barem, gdzie byłyby sprzedawane produkty Sprawiedliwego Handlu. Takie spółdzielnie niosłyby konkretną pomoc osobom z naszego środowiska - marginalizowanym, długotrwale bezrobotnym, którzy mieliby szansę znaleźć stałe zatrudnienie, a równocześnie wpierać ludzi w krajach ubogich. Jeśli obie sprawy udałoby się połączyć, wtedy efekty byłyby znakomite.

Szymon Andrzejewski: Założenia ruchu Sprawiedliwego Handlu powinny być szczególnie bliskie ugrupowaniom politycznym, odwołującym się do zasad sprawiedliwości społecznej, np. ugrupowaniom lewicowym. Spotkał się Pan kiedyś z zainteresowaniem czy aprobatą dla idei SH wśród przedstawicieli lewicy?

Wojciechem Zięba: W Polsce unikamy współpracy z partiami politycznymi. Nie chcemy, aby nasza działalność była związana z jakąkolwiek opcją partyjną, lecz by była dostępna dla wszystkich. Trzeba wspomnieć, że korzenie ruchu są chrześcijańskie i wywodzi się on od działalności misjonarzy w Azji lub Ameryce Płd., a dziś na Zachodzie rozwijany jest on przy dużym współudziale organizacji i instytucji kościelnych, nie tylko katolickich. Nie miałem dotąd okazji spotykać się ze środowiskami lewicowymi, co nie znaczy, że jestem na nie zamknięty. Myślę, że Sprawiedliwy Handel jest formułą na tyle pojemną i otwartą, że można zachęcić do współpracy nie tylko chrześcijan, ale także ludzi wyznających inne religie oraz niewierzących. Niedawno w Wielkiej Brytanii powstał np. ruch Synagog Sprawiedliwego Handlu, Sprawiedliwy Handel zaczyna też funkcjonować w krajach muzułmańskich. Widać wyraźnie, że jest to forma działania, której wartości przemawiają do bardzo wielu ludzi i odpowiadają na szerokie potrzeby społeczne. Warto poszukiwać raczej tego, co nas łączy, niż podkreślać, co nas dzieli. Dyrektor generalny związku spółdzielni hodowców kawy Oromia w Etiopii, Tadesse Meskela, powiedział: "Sprawiedliwy Handel to nie tylko proces kupowania i sprzedawania. To budowanie globalnej rodziny."

Byłem niedawno na światowej konferencji IFAT organizacji, zrzeszającej producentów Sprawiedliwego Handlu z Trzeciego Świata i handlowców z krajów rozwiniętych. Jest to bardzo ciekawe połączenie, ponieważ te grupy są zwykle nastawione antagonistycznie i zrzeszają się w oddzielnych organizacjach. Ale tutaj sytuacja była zupełnie odwrotna. Ponad 300 osób z całego świata, różne kolory skóry i języki, ludzie naprawdę bardzo różnorodni, którzy wspólnie w bardzo przyjaznej i serdecznej atmosferze pracowali nad doskonaleniem współpracy tak, aby wszyscy odnosili z niej korzyści. Było to budowanie globalnej rodziny w całkiem realny i konkretny sposób, który mogłem doświadczyć osobiście.

Szymon Andrzejewski: Sam sens SH zniknie, jeśli nowe światowe porozumienia handlowe doprowadzą do zniesienia obecnego niesprawiedliwego systemu ustanowionego przez Światową Organizację Handlu. Jak Pan uważa, jak potoczy się ta kwestia?

Wojciechem Zięba: Takie rozważania nie mają raczej większego sensu. Trzeba po prostu prowadzić konkretną działalność. Trzeba dążyć do zniesienia niesprawiedliwych struktur czy systemów prawnych. Niestety tak już jest, że są różni ludzie na świecie i jak historia pokazuje, wielu dąży do władzy lub powiększenia swego stanu posiadania za wszelką cenę, bez względu na konsekwencje dla innych. Tak dzieje się również dzisiaj i skutki dla milionów ludzi są bardzo dotkliwe. Należy z tym walczyć. Myślę, że doprowadzenie całego świata do doskonałości jest utopią. Natomiast jest możliwe dążenie do jakiegoś ideału i Sprawiedliwy Handel wskazuje konkretne drogi, które są już sprawdzone. Jest to realna alternatywa i wszystko zależy od tego, jak szeroki zasięg Sprawiedliwy Handel osiągnie nie tylko na półkach sklepowych, ale także w świadomości ludzi. To jest problem podstawowy. Nie tylko dyrektorzy wielkich koncernów mają wpływ na rzeczywistość, ale każdy z nas. Wydaje nam się, że zakup taniego towaru jest dobrym interesem. Pytanie jednak, czy dobrym dla nabywcy, czy równie dobrym dla tego, kto go wyprodukował. Widać w krajach bogatych nastawienie, które zaczyna coraz bardziej promieniować też na kraje biedne, według którego ważny jest jedynie wzrost gospodarczy – i to za wszelką cenę. Takie dogmatyczne myślenie ekonomiczne prowadzi do bogacenia się jednych krajów, a do katastrofalnych skutków w innych częściach świata. Kluczem do zmian jest nie tylko prawo, a przede wszystkim świadomość społeczna. Przy obecnym nastawieniu konsumpcyjnym nie da się jednak tego zmienić. Niesprawiedliwe systemy są utrwalane nie tylko przez rządy czy wielkie korporacje, ale w dużej mierze przez zwykłego konsumenta, który podejmuje takie a nie inne decyzje w czasie zakupów czy w czasie głosowania na wyborach. To od niego zależy, kto dostanie jego pieniądze i kto go będzie reprezentował w ciałach ustawodawczych oraz jaki sposób prowadzenia działalności gospodarczej będzie dzięki temu utrwalany i rozwijany. Nasze pieniądze kształtują świat. Ważne jest, byśmy je wydawali świadomie, biorąc pod uwagę nie tylko swoją doraźną korzyść, ale też skutki długofalowe dla innych ludzi i dla środowiska naturalnego, głosując codziennie w ten sposób za światem lepszym, bardziej sprawiedliwym i przyjaznym dla każdego człowieka.

Szymon Andrzejewski: Dziękuję za rozmowę.

Autor: 
Zięba Wojciech